Nowa płyta PVRIS już w momencie jej ogłoszenia trafiła na moją listę premier oczekiwanych. W wakacje było ich nieznośnie niewiele, w zasadzie od maja w ogóle było ich, jak na lekarstwo, więc każda zapowiedziana premiera cieszyła podwójnie! Ta ma być też wstępem do bardzo obiecującej, muzycznej jesieni. Z lekkim poślizgiem PVRIS wydali nową płytę, All We Know of Heaven All We Need of Hell. Czy idą w dobrą stronę?

Po moich majowych, koncertowych przygodach z PVRIS nie liczyłam na powalającą płytę. Bardzo chętnie wracam do ich debiutanckiego albumu. Uważam White Noise za świetny start, płytę bardzo obiecującą i świetnie wyprodukowaną, ale każda kolejna piosenka udostępniana z All We Know of Heaven All We Need of Hell utwierdzała mnie w przekonaniu, że PVRIS na razie nie stworzy niczego lepszego niż White Noise.


Przeczytaj: White Noise – recenzja debiutanckiego albumu


Produkcyjnie All We Know of Heaven All We Need of Hell oczywiście trzyma poziom, muzycznie Panowie też zdają się iść w dobrą stronę, ale coś złego zadziało się wokalnie. Na pierwszej płycie Lynn brzmiała genialnie, chciało jej się słuchać i chciało się słuchać tej płyty często. Był pazur, szczypta nowoczesności i nastawienie się na tajemnicę i mrok.

O tym, że Lynn ma jakieś wokalne problemy podczas koncertów live miałam już okazję się przekonać i obiecałam sobie, że nie będę do tego wracała pisząc o All We Know of Heaven All We Need of Hell. Sęk w tym, że na nowym albumie wokal Lynn bardzo przypomina ten, który można usłyszeć na koncertach.

Jak to możliwe, że na White Noise tak nie brzmi? Jak to możliwe, że przy dobrodziejstwach konsolet nie zadbano o to, żeby nad tym popracować? Zmęczyłam się słuchając tej płyty. Zmęczyłam się próbując wsłuchać się w to, co śpiewa Lynn, bo jej słowa przykryto kilkoma ścieżkami skutecznie je… zagłuszając. Bardzo mnie to zadziwiło, chociaż było to słychać już w Heaven, Half czy w Winter, więc powinnam być na to przygotowana.

Na szczęście jedno trzeba PVRIS oddać – wciąż trzymają się obranej przy pierwszej płycie drogi, jaką jest tworzenie muzyki, która brzmi tajemniczo, momentami mrocznie. Za to ich polubiłam i cieszę się, że nadal to słychać, mimo że słychać też coraz więcej elektroniki, a cała płyta zaskoczyła mnie w niewielkim stopniu.

Które piosenki są moimi ulubionymi? Na które warto zwrócić uwagę?

Heaven: po licznych przesłuchaniach, odsłuchaniach i wsłuchaniach się uważam, że brzmi najoryginalniej ze wszystkich piosenek z nowego albumu. Mam nawet wrażenie, że głos Lynn jest najmniej pochowany.

Anyone Else: bardzo dużą zaletą tego albumu są interludia, które kończą niektóre piosenki. Ciekawi mnie, dlaczego nie zdecydowano się pociągnąć ich dalej, zrobić oddzielne, króciutki utwory. Dźwięki kończące ten utwór są bardzo przyjemne, bardzo kojące. Dla PVRIS nie do końca oczywiste, przez co dodają tej płycie tego elementu zaskoczenia, na który czekałam.

What’s Wrong: pierwsza piosenka na płycie, która swoją energią przypomniała mi tak przeze mnie ulubione St. Patrick z White Noise.

Walk Alone: drugi utwór z intrygującym zakończeniem i znów szkoda, że to co najlepsze w tej piosence, jest takie krótkie.

Same Soul: na razie to moja ulubiona piosenka na nowej płycie. Podoba mi się sposób śpiewania Lynn, podoba mi się lekkość tej piosenki, a jednocześnie bardzo się dla mnie wyróżnia spośród wszystkich piosenek z tego albumu.

No Mercy: chyba najbardziej energiczna, żywiołowa i przez to zbliżona charakterem do utworów z White Noise piosenka na tej płycie.

Separate: do tej piosenki mam mieszane uczucia. Z jednej strony podoba mi się, bo jest tajemnicza i jednocześnie rozpaczliwa. Z drugiej strony wokal Lynn jest tak nieprzyjemnie przegięty, tak mnie męczy tym, że trwa przez całą piosenkę, że ciągle zastanawiam się, jakby brzmiał, gdyby pościągano te nakładki, nakładeczki, ścieżki, ścieżeczki.

Nola 1: pamiętacie recenzję ostatniej studyjnej płyty The Pretty Reckless i zdanie dotyczące piosenki Mad Love? Nola 1 jest dla mnie najdziwniejszą piosenką na płycie i od razu, tą swoją innością, skojarzyła mi się z zamknięciem płyty Reckless. A przy tym mam wrażenie, że już taka sama była na tej płycie.

Album można zamówić pod tym adresem.