Czekając na projekcję filmu Everest, moim oczom ukazał się bardzo klimatyczny zwiastun filmu Obce Niebo. Zainteresował mnie z dwóch powodów, choć ich kolejność ma raczej małe znaczenie – obsadą głównych ról i tym, że jest koprodukcją polsko-szwedzką. Agnieszka Grochowska i Bartłomiej Topa w pierwszoplanowych rolach byli dla mnie wystarczającym gwarantem, że warto wybrać się na ten film do kina.

Fabuła miała dla mnie drugorzędne znaczenie. Wątek dziecka odebranego rodzicom, jakoś niespecjalnie mną wstrząsnął. Może dlatego, że sama nie mam dzieci, a może to po prostu zbyt ograny scenariusz?

Jak Cię widzą, tak Cię piszą

Odwiedzając skandynawskie kraje podziwia się przepiękne widoki, lasy, fiordy, i spokój, jaki bije z każdego z tamtejszych miast. Właśnie ten spokój w znaczeniu powściągliwości w okazywaniu emocji, brak chaotycznych ruchów i kontrolowanie każdej emocji stały się głównym tematem tego filmu. Po przeciwległej stronie stanęły nasze, polskie reakcje, czyli zupełny kontrast w stosunku do zachowania Szwedów.

My jesteśmy wybuchowi, okazujemy emocje całym ciałem i często nie potrafimy pohamować się od niepotrzebnych komentarzy. Zwłaszcza, gdy dotykają nas bezpośrednio i w dodatku dotyczą naszych najbliższych, lub sposobu, w jaki żyjemy i wychowujemy nasze dziecko. Nikt nie lubi, gdy wytyka się mu błędy, ale jeszcze bardziej nie lubimy, gdy wskazuje nam się błędy, których w naszym przekonaniu wcale nie popełniamy.

Jeśli Obce Niebo miało pokazać, że mentalność ma ogromne znaczenie na sposób, w jaki jesteśmy postrzegani przez ludzi z innych kultur, to ten cel chyba został osiągnięty. Chociaż jednocześnie pokazał, że Szwedzi są dość oschli i zimni w swoim sposobie bycia i życia w społeczeństwie.

Nowe i stare twarze

Grochowska i Topa to aktorzy doświadczeni, ograni i sprawdzeni w wielu aktorskich bojach, więc i w rolach rodziców sprawdzili się dobrze. Grochowskiej udało się wykreować postać matki niezwykle walecznej, która w szaleńczej walce o odzyskanie córki momentami traci z pola widzenia rozsądek i kieruje się tylko i wyłączenie emocjami. Topa stał się jej przeciwieństwem, ostoją racjonalności i logicznego myślenia, choć ilekroć na niego patrzyłam, miałam wrażenie, że targają nim emocje zbliżone, albo jeszcze silniejsze, niż te pokazywane przez Grochowską.

Dużym zaskoczeniem była dla mnie gra aktorska jedenastoletniej Basi Kubiak. Jak na debiutantkę miała bardzo dużą pracę do wykonania, bo poza wejściem w role i oswojeniem się ze światem wielkiego planu filmowego, musiała też opanować, z pewnością niełatwą, sztukę grania w języku szwedzkim. Dała radę i udało jej się stworzyć postać dziecka zagubionego i pogubionego. Żyjącego pomiędzy światem Polski i Szwecji.

W swojej roli wydawała się bardzo buntownicza, uparta, a przy tym autentycznie zatroskana i przerażona sytuacją, w jaką wplątała własną rodzinę. Była wiarygodna, choć niewątpliwie na jej korzyść działa też prosty fakt – jej twarz była szerszej publiczności nieznana. A to zawsze pomaga, bo nie musimy odklejać maski, jaką poprzednia rola przypisała aktorowi.

Nie znam wielu polskich, dziecięcych aktorów, którzy byliby dobrymi aktorami. Większość tych, którzy kiedyś mieli to tajemnicze coś, straciła to w procesie dorastania i zostawiła na polskim rynku aktorskim wakat na stanowisku dziecko-aktor. Jakby się głębiej zastanowić można nawet uznać, że obecnie nie ma w Polsce dziecięcego aktora, który byłby na tyle fleksyjny, żeby móc grać w czymś więcej niż zabawny serial…

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma

Liczba Polaków, którzy otwarcie deklarują chęć emigracji jest ogromna, a Obce Niebo ma szansę im pokazać, że to co obce, nie zawsze musi być lepsze. W tym wypadku mamy do czynienia z dość klasyczną po-emigracyjną sytuacją, w której jeden rodzic nie może znaleźć zatrudnienia, a drugi je znajduje.

Efekt jest taki, że siedząca w domu matka stoi obok nowego kraju, w którym przyszło jej żyć, nie zna języka i otacza się głównie Polakami. Obok niej jest mąż, który znalazł pracę, otaczają go Szwedzi i zaczyna rozumieć kraj, w jakim zamieszkał. Choć rozumieć wcale nie oznacza, że w pełni chce się do narzucanego mu stylu życia przystosować.

Pomiędzy nimi mamy córkę, która w domu ma swoją mała Polskę, a na zewnątrz ogromną Szwecję. W szkole zaczyna uczyć się dostosowywania do szwedzkiego stylu życia, zachowania, postępowania i wyrażania myśli, a w domu słyszy rodziców, których sen o udanej emigracji już dawno się skończył. Jako dziecko, z którym o trudach emigracji raczej nikt nie rozmawia, zaczyna gubić się w tym, co jest dobre, a co złe. Finał tej historii jest taki, że donosi na własnych rodziców i w świetle szwedzkich przepisów, robi z nich potworów. Nieumyślnie i zupełnie nieświadomie. Zakończenie jest oczywiście pozytywne, choć każdy dobry psycholog powiedziałby, że w tej rodzinie już nigdy nie będzie dobrze.

Obce Niebo warto zobaczyć. Trochę dla Grochowskiej, trochę Topy i trochę dla pięknych szwedzkich widoków oraz z chęci wspierania polskiego kina.