Zakochałam się. Alecia Moore i Dallas Green stworzyli najpiękniejszą muzycznie i lirycznie płytę 2014 roku, jaką miałam szansę usłyszeć. Gdy lata temu usłyszałam koncertową wersję piosenki Dear Mr. President, przejmującej ballady wydanej przez P!nk w 2006 roku na popowej i imprezowej płycie I’m Not Dead marzyłam, żeby pewnego dnia ukazała się jej akustyczna płyta.

Wtedy, prawie dziesięć lat temu, nie sądziłam, że P!nk odważy się wydać album pod prywatnym imieniem i nazwiskiem. Jeszcze mniejsze nadzieje pokładałam w folkowym, gitarowym albumie. Życie pełne jest niespodzianek. Płyta rose ave. to wspólne dzieło duetu You + Me, który zasługuje na kilka pozytywnych słów i kopniaka do stworzenia drugiego rozdziału.

Piękna podróż

Piękna jest to płyta. Opowiada historie. A to się zdarza raczej rzadko. Wesołe i takie troszeczkę smutniejsze. Piękne ma melodie. Piękne głosy. Niesamowicie liryczna też jest, momentami nawet nieco za bardzo depresyjna. Spokojna. Melancholijna? Bywa. I w niczym to nie przeszkadza, bo to pełna, idealna opowieść. Z wzruszającym otwarciem i zakończeniem.

Ciężko wybrać jedną najlepszą piosenkę, gdy każda zachwyca w inny sposób. Po prawie roku słuchania rose ave. łapię się na tym, że od początku wciągają mnie dwie piosenki – otwierające album Capsized i piosenka Break the Cycle. Trzecia w kolejności będzie You and Me, ale do tego wrócimy potem.

Surowo i intymnie

W bardzo krótkiej recenzji tego albumu opublikowanej na łamach The Guardian pada zdanie: album brzmi, jak zbiór nagrań demo. Słuchając tych piosenek rzeczywiście można odnieść takie wrażenie. Brzmią jak wersje demo, ale bardzo dobre wersje demo, takie, których chce się słuchać na okrągło. Brzmią prawdziwie, bardzo intymnie, szczerze, autentycznie. Jakby dwoje ludzi usiadło na dywanie, wzięło do ręki gitarę, dwa mikrofony i zaczęło śpiewać, grać… Komponować.

Takiej prawdziwości uczuć, melodii i słów można było się spodziewać już po pierwszej opublikowanej w sieci piosenki. I na szczęście te oczekiwania, które pojawiły się wraz z You and Me zostały spełnione. Osoby, które wyczekiwały piękna w prostocie poczuły się usatysfakcjonowane. Przy tej płycie nikt nie majstrował, nie dodawał wymyślnych ulepszaczy i nie pozbawił jej smaku. Prawdziwie, prosto i przepięknie. Dlaczego to się tak rzadko zdarza?

Pięcioro wspaniałych

Pięć najciekawszych piosenek według mnie? To nie jest proste! Moją faworytką jest wspomniana już Break the Cycle. Uwielbiam w niej instrumenty smyczkowe, które dodano w odpowiedniej ilości, czyli w myśl zasady co za dużo, to niezdrowo. Wyszło bardzo zdrowo.

Cały czas pozostaję też wierna You and Me, w której niesamowicie porusza mnie tekst i dorzucam do poruszających tekstów też ten z From a Closet in Norway i Second Guess. Czasami mniej naprawdę znaczy więcej i będę to dobitnie powtarzać, bo Alecia udowodniła, że jako P!nk może szaleć na konsoletach, ale jak trzeba, wie kiedy zdjąć nogę z gazu. I w tym duecie nawet jej mocny, dominujący głos dziwnym zbiegiem okoliczności łagodnieje.

Otwierający album utwór Capsized to prawdopodobnie najmocniejsza piosenka na tej płycie. Najmocniejsza muzycznie, bo to niby ballada, jak z resztą każda na tej płycie, ale ma w sobie niesamowitą moc, której i ostre gitary elektrycznie nie byłby w stanie przyćmić.

Piękne zakończenie

Słuchając rose ave. ma się wrażenie, że wszystko tworzy spójną całość i zostało stworzone na mocy tej samej inspiracji. Okazuje się jednak, że Moore i Green zamknęli ten album coverem. Utworem No Ordinary Love z repertuaru Sade, w którym przepiękna partia pianina perfekcyjnie zamyka wszystkie historie opowiedziane w dziewięciu wcześniejszych utworach.

Muzycznie jestem zakochana w każdej piosence i cały czas nie mogę wyjść z tego stanu ekscytacji, jaki daje mi słuchanie P!nk w tak romantycznym, przepięknym, mądrym i dojrzałym wydaniu. Uwielbiałam ją za te dziesiątki popowych piosenek, za koncertowe akrobacje, zadzior w głosie i zachowaniu. Teraz uwielbiam ją podwójnie. Za P!nk i za Alecię. Za odwagę i chęć zrobienia czegoś innego, czegoś nowego. Pokazania się z innej strony.