Moda na powroty do starych tytułów trwa w najlepsze, ale Hejter spokojnie poradziłby sobie bez Sali samobójców w nazwie. Zwłaszcza, że samo nazwisko reżysera Jana Komasy, dzięki wielkiemu sukcesowi filmu Boże ciało to wystarczająca zachęta, żeby kupić dostęp do filmu w ofertach VOD. Uznano jednak, że nawiązanie do filmu Sala samobójców z 2011 roku będzie wskazane. Filmy łączy postać Beaty Santorskiej, w którą wciela się Agata Kulesza i komputerowe animacje. To wystarczyło, żeby o Sala samobójców. Hejter mówić jak o kontynuacji Sali Samobójców. Czy słusznie? Do tego dojdziemy.

Pamiętam, jak w 2011 roku dużo, przynajmniej w pewnych środowiskach, mówiło się o premierze Sali samobójców. Portale społecznościowe, patrząc na nie z dzisiejszej perspektywy, były w powijakach. Opowiadanie o wyśmiewaniu w sieci, depresji nastolatków i problemach w kontakcie z rówieśnikami nie były jednymi z tematów debat publicznych i kampanii społecznych. Wówczas stworzenie filmu o takiej tematyce wielu zaskoczyło, wielu zszokowało i dało do myślenia. Sala samobójców była też tym filmem, który pozwolił Jakubowi Gierszałowi wypłynąć na głębsze wody. Czy Hejter zrobi to samo dla Macieja Musiałowskiego? I czy zaskakuje równo mocno, lub choćby trochę?

Tomek (Maciej Musiałowski), student prawa Uniwersytetu Warszawskiego, zostaje przyłapany na plagiacie i wydalony z uczelni. Postanawia jednak ukrywać ten fakt przed światem i nadal pobiera pomoc finansową od państwa Krasuckich (Danuta Stenka, Jacek Koman) – rodziców Gabi (Vanessa Aleksander), przyjaciółki z czasów dzieciństwa. Kiedy oszustwo wychodzi na jaw, skompromitowany chłopak traci zaufanie i życzliwość swoich dobroczyńców. Przepełniony gniewem i żalem, oddzielony od Gabi, w której skrycie podkochuje się od lat, Tomek planuje zemstę na Krasuckich. Szansa pojawia się, kiedy otrzymuje pracę w agencji reklamowej, a wraz z nią dostęp do najnowszych technologii i tajemnic stołecznej elity. Pod pozorem obowiązków zawodowych Tomek zaczyna inwigilować Krasuckich, aktywnie włączonych w kampanię polityczną kandydata na prezydenta stolicy – Pawła Rudnickiego (Maciej Stuhr). Wkrótce plan internetowego hejtera zaczyna nabierać coraz realniejszych kształtów, a droga do jego realizacji wiedzie przez wirtualny świat popularnej gry komputerowej – opis dystrybutora.

Zacznijmy od tego, że Maciej Musiałowski dostał do rąk scenariusz, który dawał mu szansę pokazania dużych umiejętności aktorskich. W wielu scenach grał sam, co wielu aktorów paraliżuje, a jemu wyszło naprawdę dobrze. Nie lubię postaci, które przez cały film są takie same, płaskie i pozbawione uczuć. Tomek taki nie był. Miewał momenty skrzywdzonego, pogrążonego w smutku i wściekłości chłopaka. Miewał momenty sprytnego, wyrachowanego gracza, ale też chwile, w których nie wszystko szło po jego myśli i musiał zachowywać pokerową twarz. Choć ciało mówiło coś zupełnie innego. Komasa ma w ostatnim czasie szczęście do wybierania do głównych ról aktorów, którzy potrafią grać oczami. To jest wielka sztuka, bo przecież oczy są zwierciadłem duszy. Bielenią Musiałowski nie jest, ale obronił się w tej produkcji.

Vanessa Aleksander natomiast to mój kolejny przykład polskiej aktorki, która wiecznie gra jedną rolę. W podobnych słowach wypowiadałam się o Katarzynie Zawadzkiej, odtwórczyni jednej z głównych ról w filmie Bad Boy. Vanessa znów gra frywolną, uwodzicielską, wyluzowaną młodą kobietę, która ma w sobie tyle samo szaleństwa, co ochoty bycia grzeczną. Chciałabym zobaczyć ją kiedyś w innej, mniej powtarzalnej roli. Może będzie dla mnie drugą Aleksandrą Domańską, która zaskarbiła sobie moje serce dopiero rolą w filmie (Nie)znajomi.

Ciekawie było natomiast oglądać Agatę Kuleszę nareszcie nie w roli prześladowanej, a prześladującej. Kulesza aż do przesady obsadzana jest w rolach twardych, nie dających sobą pomiatać kobiet, walczących o siebie i bliskich. W Hejterze staje po drugiej stronie – zadaje ciosy, knuje, nie pokazując własnych słabości i ukrywając motywacje schowane w zdarzeniach z przeszłości. Jej postać nadal jest twarda i silna, ale inaczej. Inna jest siła napędzająca jej działania, jest w niej więcej szaleństwa i jednocześnie łatwiej ją złamać, gdy znajdzie się ten najczulszy punkt. Kulesza ma w sobie coś, co zawsze mnie hipnotyzuje. Kupuję ją w każdej roli, nawet w tych z kiepskich scenariuszy.

Autorem scenariusza do tego filmu jest Mateusz Pacewicz. Postanowił w dwugodzinnym filmie opowiedzieć naszą teraźniejszość tworząc thriller psychologiczny. Stworzył karykaturalne elity, których każdy kolejny krok przyprawia o nowe dreszcze zażenowania. Wyśmiał prawicę i lewicę, uwypuklając ich najbardziej charakterystyczne cechy. Pokazał też współczesne oblicze mediów społecznościowych, władzę klawiatury i nieograniczonych możliwości ludzkich umysłów. Powstała z tego produkcja, którą każdy może zrozumieć inaczej, w zależności od doświadczenia interakcji społecznych, wychowania, środowiska czy wartości, które w pewnym momencie życia stały się dla niego ważne.

Czy to świadczy o uniwersalizmie Hejtera? Aż taki wniosków bym nie wyciągała, ale sam fakt, że twórcom udało się stworzyć film jednych denerwujących a drugich nakłaniających do bicia braw i wręczania nagród świadczy o niej dobrze. W końcu nic nie robi sztuce tak dobrze, jak mieszane opinie i zagorzałe dyskusje. Nie wydaje mi się jednak, żeby Sala samobójców. Hejter robiła aż tak duże wrażenie, jakie w 2011 zrobiła Sala samobójców. Nie dopatrywałabym się w tym jednak winy twórców. To ironia losu. Gdy ten film pojawił się w 2011 roku bylibyśmy zszokowani, zniesmaczeni, a pewnie znaleźliby się i tacy, którzy uznaliby, że zdarzenia przedstawione w filmie nigdy się nie wydarzą. Teraz wiemy już, obserwujemy lub doświadczamy na własnej skórze, że to, co pokazuje Komasa nie tyle może się wydarzyć, co właśnie się wydarza.

Manipulacja wymykającą się spod kontroli, rola mediów społecznościowych w kreowaniu codzienności, wpływaniu na przyszłość jednostki i całego społeczeństwa. Rozżaleni, pogubieni, zdesperowani ludzie ulegający słowom, które wydają im się prawdziwe i wartościowe. Polityka sterowana oddolnie, odgórnie, z prawej i lewej. Jeśli ktoś oglądając ten film dopiero zaczął sobie zdawać sprawę w jakich czasach żyje to szalenie tej osobie zazdroszczę. A jeszcze bardziej zazdroszczę tym, którzy obejrzeli film i nie dostrzegli niczego znajomego.

Odpowiadając jeszcze na pytanie, czy Sala samobójców. Hejter poradziłaby sobie bez Sali samobójców w tytule. Tak, równie dobrze. Mimo ponownego angażu Agaty Kuleszy jej postać jest raczej smaczkiem dla widzów pierwszego filmu. W Hejterze nie ma nawiązań do poprzedniej produkcji (poza jednym, znanym z zapowiedzi). Wątek gry komputerowej można byłoby z powodzeniem zastąpić fałszywym kontem na jakimś portalu społecznościowym. Nie nazwałabym więc Hejtera kontynuacją Sali samobójców.