Okładka: Hayley Williams - Flowers for Vases / descansos

Szortext: Hayley Williams – FLOWERS for VASES / descansos

Podczas gdy miliony fanów na całym świecie zacierało ręce licząc, że początek 2021 roku przyniesie pierwsze od 2017 roku nowości od Paramore, wokalistka zespołu Hayley Williams postanowiła zaskoczyć wydając drugi solowy album. Od premiery jej debiutu, Petals for Armor, nie minął jeszcze rok, więc FLOWERS for VASES / descansos wielu zdziwiło. Jednocześnie Williams już od wakacji nie ukrywała, że na poważnie zajęła się nagrywaniem, co pewien czas sugerując, że tym razem działa w dużej mierze w pojedynkę, publikując krótkie nagrania i zdjęcia. Dołącza tym samym do grupy artystów, którzy lockdown spędzili pracując, ucząc się i eksperymentując.

Akurat w przypadku FLOWERS for VASES / descansos tych eksperymentów jest zdecydowanie mniej niż na Petals for Armor. Hayley, jako główna instrumentalistka na płycie podszkoliła się z grania na basie czy perkusji, ale wspólnie z producentem Danielem Jamesem postawiła na minimalizm. Nie ma więc intrygujących, nowoczesnych dźwięków, elektronicznych melodii i bogatej produkcji. Jest skromnie, minimalistycznie, zarówno w brzmieniu jak i w tekstach. Po Petals for Armor, które nie trafiło do mnie od razu, ale było ciekawym spojrzeniem na solową twórczość Hayley, FLOWERS for VASES / descansos pokazuje artystkę z krwi i kości, która usiądzie, napisze tekst, skomponuje melodie i przekaże emocje. Naprawdę trudno tego nie docenić. Nawet, jeśli tak jak ja, ma się obecnie większą ochotę na rock and rolla Foo Fighters.

Dla tych, którzy szukają na FLOWERS for VASES / descansos radiowych, przebojowych i wpadających w ucho utworów nie znajdzie się wiele. Jednocześnie kłamstwem byłoby napisanie, że Williams nie umie pisać chwytliwych melodii. Refren Over Those Hills zostaje ze słuchaczem na długo, podobnie jest z My Limb, pierwszym utworem udostępnionym z albumu i, paradoksalnie, Good Grief. Po premierze całej płyty My Limb to nadal najmroczniejsza, muzycznie najmocniejsza kompozycja i wciąż słusznie przypominająca wielu fanom Paramore repertuar zespołu. Powiedziałabym nawet, że jedna z najciekawszych i najbardziej wyróżniających się piosenek na całej płycie.

O ile na Petals for Armor Hayley udało się połączyć kilka emocji – była złość, była rozpacz, był żal, było optymistyczniejsze patrzenie w przyszłość, na FLOWERS for VASES / descansos zaprasza do swojego domowego zacisza i dosłownie śpiewa fanom siedząc na dywanie, po zmroku, z lampką wina albo całą butelką i obowiązkowo zapalonymi świeczkami. To ten rodzaj przekazywania emocji, który zgubiłby się w piosenkach z dużą produkcją, odwrócił uwagę od tekstów i warstwy muzycznej.

Muzyczna prostota w wykonaniu Hayley nie tylko doskonale jej wychodzi, ale pokazuje, jak długą i ciekawą drogę, zaledwie w kilka miesięcy, przeszła jako muzyk. W oświadczeniu prasowym poświęconym premierze płyty przyznała, że nie należy traktować jej jako kolejnej części Petals for Armor, jeśli już to pełni ona pewien rodzaj wstępu do poprzedniej płyty. Słuchając takich utworów jak Asystole czy Inordinary trudno się z nią nie zgodzić. Nie wspominając już o tym, że Wait On powstało cztery lata temu i przy odrobinie szczęścia mogło wylądować na After Laughter Paramore. To też pokazuje pewną zmianę w podejściu do tworzenia tej płyty – Hayley wyjęła z szuflady kilka starych piosenek, podczas gdy Petals for Armor pisała „tu i teraz”.

Niezmiennie pośród moich ulubionych utworów są My Limb, Just A Lover, Over Those Hills, Inordinary, Asystole i KYRH. Ten drugi uważam za doskonale zwieńczenie albumu, z niepozornym początkiem i doskonałym zakończeniem. Trudno też nie docenić gitarowej solówki Hayley i faktu, że po serii ballad – pięknych, przejmujących i udanych, ale jednak ballad – pojawia się energia!

W KYRH zachwycam się połączeniem fortepianu i wokalu, tymi majaczącymi w tle dźwiękami, które doskonale słychać w tytułowym, pozbawionym tekstu descansos – odpalanie ognia, płonąca świeczka… W Inordinary urzeka mnie sposób prowadzenia opowieści, spojrzeniem Hayley w przeszłość z perspektywy dorosłej kobiety, która już kilkakrotnie zaczynała od nowa – prywatnie i zawodowo. Tak, Hayley cały czas przepracowuje te same tematy, ale jak widać jedna, czy dwie płyty, bo przecież zaczęło się już na After Laughter, to za mało. Wysoko na liście mam też Find Me Here, którego wersja demo ukazała się na albumie Petals for Armor: Self-Serenades w grudniu 2020 roku. Teraz można posłuchać jak utwór ewoluował, i co ważnie, zmienił się w dobry, skończony numer, któremu dodatkowa zwrotka na to pozwoliła.

Czy FLOWERS for VASES / descansos jest lepsze od Petals for Armor? Tak. Przede wszystkim dlatego, że to prawdziwie solowy album Hayley, przy którego powstaniu nie pomagali członkowie Paramore. Pod tym względem Petals for Armor było takim dość bezpiecznym manewrem, oddaniem Taylorowi Yorkowi władzy producenckiej i tworzenie w bezpiecznych warunkach. Daniel James dał Hayley nowe spojrzenie na pracę, ale zakładam, że przy Petals for Armor wszystko było tak nowe, że wybranie kolegi z zespołu na producenta było wentylem bezpieczeństwa. Przy drugiej płycie Williams miała szansę stworzyć cały album z kimś, z kim wcześniej pracowała wybiórczo.

Muzycznie FLOWERS for VASES / descansos wydaje się autentyczniejsze, jeszcze bardziej szczere, co po wysłuchaniu pierwszej płyty wydawało się niemożliwe, ale okrojenie produkcji uwypukliło emocje, i mniej chaotyczne. Słuchając Petals for Armor można docenić różnorodność brzmieniową, ale też zadać sobie pytanie, czy przypadkiem nie chciano osiągnąć zbyt wiele, pobawić się zbyt wieloma zabawkami w zbyt małej liczbie utworów. Nie twierdzę, że to gorsza płyta, ale w starciu Petals for Armor kontra FLOWERS for VASES / descansos wygrywa, przynajmniej w tym momencie, FLOWERS for VASES / descansos. Zupełnie odwrotnie do siostrzanych płyt Taylor Swift, z których to ta pierwsza – folklore – zrobiła na mnie większe wrażenie, i chętniej do niej wracam niż do evermore.

FLOWERS for VASES / descansos zdaje się być otwarciem kolejnego rozdziału w solowej karierze Hayley. W 2021 Williams wchodzi jako artystka odważnie dzieląca się starymi utworami, coraz lepszy muzyk-instrumentalista i człowiek, który bez muzyki żyć nie potrafi. Co zatem będzie pierwsze? Kolejna nowość od Hayley czy pierwsza od 4 lat nowość od Paramore?

Jakkolwiek beznadziejna nie byłaby pandemia, pojawia się coraz więcej dowodów na to, jak muzyce popularnej potrzebny był hamulec, żeby się odrodzić. Może to zbyt śmiałe stwierdzenie, ale wydaje mi się, że gdyby nie kilka decyzji podjętych w maju, po wydaniu Petals for Armor, np. zaprzestanie promocji i kilka posunięć Taylor Swift, Hayley nie pomyślałabym o to, żeby spróbować dokończyć album we własnym domu i wydać go unikając wcześniejszej kampanii i zaryzykować premierę tylko w streamingu. Te dwa ostatnie kroki teoretycznie oznaczają, że muzyka w pierwszej kolejności trafi do zagorzałych fanów, z drugiej jeśli komuś nie spodoba się materiał, nie kupi fizycznego nośnika. Jak widać Williams bardzo do serca wzięła sobie słowa „no more music for the masses” z kończącego album Just A Lover.