Właściciele konsol Xbox One i Playstation 4 mają wiele powodów, by z zazdrością spoglądać w kierunku kolegów posiadających konsole Nintendo. Jednym z największych jest Mario Kart 8 – tytuł powszechnie uznany za najlepsze obecnie wyścigi kartów dostępne na rynku. Na pozostałych platformach brakowało wysokobudżetowej produkcji wpisującej się w ramy tego podgatunku. Ten stan rzeczy nareszcie uległ zmianie wraz z nadejściem Team Sonic Racing.

Wyścigi kartów to nic innego jak wariacja na temat klasycznych wyścigów samochodowych, w których na ogół kreskówkowo wyglądające postaci ścigają się pojazdami przypominającymi gokarty i walczą ze sobą za pomocą porozrzucanych po trasie skrzyni z broniami. Wprawdzie gier wpisujących się w ramy tego gatunku w ostatnich latach nie brakowało, to wszystkie z nich, z wyjątkiem wspomnianego Mario Kart, były małymi produkcjami niskobudżetowymi.

I chociaż takie Beach Buggy Racing od Vector Unit (m.in. Hydro Thunder Hurricane) sprawiało wrażenie bardzo rzetelnie zrobionej gry, było w rzeczywistości portem gry mobilnej i dawał się odczuwać braku tego rozmachu charakterystycznego dla gier wysokobudżetowych. W tegorocznym  wiosenno-letnim sezonie wyścigowym aż dwójka klasycznych bohaterów gier wróciła do kariery kierowców wyścigowych: niebieski jeż Sonic, za sprawą Team Sonic Racing; oraz pomarańczowy jamraj Crash, dzięki Crash Team Racing Nitro-Fueled.

Ostatnia gra z serii ukazała się w 2012 roku, a było nią Sonic & All-Stars Racing Transformed. W jakiś sensie Team Sonic Racing stanowi krok w tył względem poprzednika, gdyż tym razem Sumo Digital ograniczyło się wyłącznie do pojazdów kołowych. Nie uświadczymy więc ani latania, ani pływania. Mi ten zabieg nie przeszkadza, bowiem często nagłe zmiany zwłaszcza w niełatwy do opanowania samolot mocno utrudniały rozgrywkę, która ze względu na „luźny” gatunek powinno być miła i przystępna. Nie uświadczymy też bohaterów z innych gier Segi – tym razem cała banda pochodzi z tego samego świata, co niebieski jeż. Grę należy traktować jako nowy start dla serii na obecnej generacji sprzętu – i jako taki sprawdza się całkiem nieźle.

Brak innych typów pojazdów czy postaci z innych gier Segi nie znaczy wcale, że brakuje w grze nowości. Chcąc iść z duchem czasu i nadążyć na współczesnymi trendami, Sumo Digital stawia na drużynowe zmagania wielu graczy. Nie oznacza to bynajmniej, że w Team Sonic Racing można grać tylko w sieci. Całą, rozbudowaną w klasyczny sposób „karierę” da się przejść samodzielnie, a wówczas naszymi kolegami z drużyny będą zawodnicy kierowani przez sztuczną inteligencję. Ale przyznać trzeba, że mechanizmy współpracy w drużynie są na tyle istotne, że największą frajdę sprawiają właśnie podczas gry z żywymi ludźmi.

W czasie wyścigu mamy możliwość wykonania kilku rodzajów tak zwanych „akcji drużynowych”. Tą może być na przykład podarowanie koledze z zespołu zebranej z trasy broni, której nie potrzebujemy. Może być nią chociażby zwykła rakieta, gdy znajdujemy się na czele stawki. Teoretycznie możemy ją wówczas odpalić do tyłu, ale jeśli udało nam się uzyskać naprawdę istotną przewagę nad rywalami, nie ma to najmniejszego sensu – wówczas lepiej przekazać broń komuś, komu może ona faktycznie pomóc.

Zagranie takie będzie z dodatkową korzyścią nie tylko dla obdarowanego kolegi, który otrzyma prezent o wzmocnionym działaniu, ale też dla całej drużyny – każda tego typu akcja bowiem napełnia kolektywny pasek drużynowej mocy specjalnej, która zapewnia kilkusekundowe przyspieszenie i nietykalność. Ponadto, jeśli wszyscy członkowie drużyny użyją jej w tym samym czasie, jej działanie dodatkowo się wzmocni. Dochodzi więc subtelny element strategiczny, a komunikacja między członkami drużyny staje się nieodzowna.

Podobnie przydatnym elementem współpracy jest pozostawianie przez lidera drużyny złotego śladu, po którym jazda pozwoli kolegom z zespołu szybciej nadgonić dystans. Jeśli dodamy do tego kilka innych zależności, a także najbardziej klasyczne dla gatunku wszechobecne skrzynie z broniami ofensywnymi i defensywnymi, tradycyjnie dla Sonika zbieranie obręczy czy wreszcie obowiązkowy drift, który także nabija pasek turbo, robi się z tego całkiem ekscytująca rozgrywka, w której na ekranie dzieje się tak dużo, że początkowo trudno ogarnąć ten chaos.

Poza zmaganiami drużynowymi nie zabrakło innego współczesnego trendu. Za poczynania na torze otrzymujemy żetony, za które możemy potem kupować skrzynki z losową zawartością. Może być nią część do konkretnego pojazdu, pozwalająca na drobny tuning, ale może to być też coś zupełnie kosmetycznego, na przykład klakson. Na szczęście skrzynki te można kupić wyłącznie za walutę zarobioną w grze – wspomniane żetony. Mimo to gra o retro feelingu, kojarząca się ze starymi, dobrymi (i „niewinnymi”) czasami, niepotrzebnie wzbudza drobny niesmak, nawiązując do tak kontrowersyjnego trendu w branży.

Nie ma samochodówki Segi bez błękitnego nieba. Wszystkie trasy są bardzo kolorowe i różnorodne. Oczywiście w zestawieniu z tymi z odsłony z 2012 roku, mogą wydawać się nieco mniej atrakcyjne – w końcu nie popływamy, ani nie polatamy. Chociaż przestworza zwiedzimy i tak – jedna z tras bowiem pozwala wznieść się ponad chmury i skakać odbijając się od balonów. Jak na trasy wyłącznie „jeżdżone”, jest bardzo ciekawie – pełno tu długich łuków pozwalających driftować, pętli, skrótów, przeszkadzajek i atrakcji o charakterze stricte wizualnym. Te kolorowe światy tętnią życiem i nawet samodzielny przejazd na czas potrafi być interesującym doświadczeniem pełnym stymulujących bodźców wizualnych.

Niestety, jeśli chodzi o oprawę, jest jedno ‚ale’ – momentami szwankuje optymalizacja. Sumo już poprzednio miało z tym drobne problemy – pamiętam że Transformed tak sobie chodził na X360, a do tego miał jakąś karygodnie niską rozdzielczość. Co przeszkadzało zwłaszcza w trybie split screen. Tutaj na szczęście problemu z rozdzielczością nie ma, przynajmniej w wersji ulepszonej dla Xbox One X – gra działa bowiem w 4K. Problem w tym, że akurat tutaj przydałaby się dynamicznie skalowana rozdzielczość, bowiem gra zdecydowanie zbyt często nie trzyma 60 klatek na sekundę, co w tak dynamicznym tytule potrafi bardzo przeszkadzać i wybić z rytmu. Gdyby jednak nie ten drobny szkopuł, byłoby idealnie.

Team Sonic Racing to świetna propozycja nie tylko dla fanów niebieskiego jeża i nie tylko dla fanów wyścigów „na wesoło”. Przy tej grze bawić się będzie każdy, kto poszukuje chwili lekkiej, niezobowiązującej rozgrywki, zwłaszcza jeśli ma z kim zagrać na jednej kanapie w trybie podzielonego ekranu. Czasem warto odpocząć od realistycznych, „poważnych” i mrocznych tytułów i wyluzować się przy czymś sympatycznym i relaksującym – Team Sonic Racing znakomicie sprawdza się w tej roli.