Pierwsza część Life Is Strange, a zwłaszcza jeszcze od niej lepszy prequel – Before the Storm, sponiewierały mnie emocjonalnie. Odcisnęły trwały ślad w pamięci jako jedne z najlepszych gier, jakich miałem przyjemność doświadczyć przez blisko trzy dekady bycia graczem. Gdy kończyłem bonusowy epizod – Farewell, wiedziałem już, że to ostatnie spotkanie z głównymi bohaterkami – Max i Chloe. Twórcy nie ukrywali, że kolejna gra w uniwersum Life Is Strange przedstawi zupełnie nowych bohaterów. W trakcie tych pierwszych 9 odcinków tak zżyłem się z młodymi mieszkankami Arcadia Bay, że nie potrafiłem wyobrazić sobie dalszego (dziwnego) „życia” bez nich. 

Kilka tygodni temu, w trakcie konferencji Microsoftu na E3, po raz pierwszy pokazano nową opowieść w świecie Life Is Strange. Jej premiera odbyła się niemalże chwilę po zakończeniu E3! The Awesome Adventures of Captain Spirit, bo taki nosi tytuł, to samodzielny, darmowy epizod, który ukazał się 26 czerwca. Pełni on rolę prologu do właściwego Life Is Strange 2, którego pierwszy odcinek zapowiedziany jest na 27 września 2018 roku. Gra w charakterystycznym dla cyklu niespiesznym tempie zapoznaje nas z nowymi postaciami.

Prolog skupia się na życiu 9-letniego Chrisa Eriksena. Zbieżność nazwisk z duńskim piłkarzem jest chyba przypadkowa. Jego dzieciństwo tylko przez pierwsze chwile gry zdaje się być beztroskie. Chłopiec siedzi w swoim pokoju, otoczonymi zabawkami i własnymi kolorowymi rysunkami. Wystarczy jednak wychylić nos z pomieszczenia, by przekonać się, że jego życie rodzinne dalece odbiega od ideału. Chrisa samotnie wychowuje ojciec, który z pewnością nie zdobyłby nawet nagrody pocieszenia w konkursie na najlepszego rodzica roku.

Captain Spirit pięknie nakreśla największe trudności, z jakimi boryka się młodziutki Chris. Wybujała wyobraźnia i bogaty świat fantazji to nie tylko sposób na zabawę, ale i radzenie sobie z głęboką traumą. Pozornie zwyczajna pogawędka z sąsiadką obnaża rozterki ciężkiej wagi – pozostać lojalnym wobec dalekiego od ideału ojca, czy szukać pomocy u obcych. Chris nie ma łatwego życia, a jakby tego było mało, w końcu pojawia się także – jakżeby inaczej – element nadprzyrodzony. Cecha charakterystyczna Life Is Strange.

Wystarczy spędzić godzinę z przygodami Kapitana Spirita, by przekonać się, że Life Is Strange nadal jest dobre w tym co robi – w opowiadaniu trudnych, życiowych historii, które dotykają wielu z nas i naszych najbliższych. Próby pokazania tej strony życia nadal pojawiają się w grach bardzo rzadko, ale Dontnod już czyni to w sposób niemal doskonały. Powoli zapoznaje nas z bohaterami i nagle, gdy sprawy zaczynają wymykać się spod kontroli, okazuje się, że jesteśmy już tak z nimi zżyci, że przejmujemy się ich losami.

Na razie nie wiadomo, czy Chris pozostanie protagonistą w Life Is Strange 2, ale jego opowieść na pewno będzie w jakiś sposób kontynuowana we właściwej grze. Jednak już ten krótki prolog posiada więcej głębi niż większość pełnoprawnych produkcji. Nie potrafię sobie przypomnieć drugiej gry, która tak trafnie portretowałaby świat widziany oczami 9-latka. Interakcja z niemal każdym, pozornie zwyczajnym przedmiotem w domu i poza nim, może skończyć się niesamowitą przygodą.

Wyobraźnia dziecka nie zna granic i The Awesome Adventures of Captain Spirit jak żadna inna gra, pozwala sobie o tym przypomnieć. Poczuć się na chwilę znów dzieckiem. I choćby dlatego warto jej poświęcić te 1-2 godziny wolnego czasu, mimo że nie nagrodzi nas żadnym osiągnięciem (achievementami).