The Pierces ogłaszają przerwę i zapowiadają solowe albumy

“20 lat, 5 kontraktów z wytwórniami, 5 albumów, 2 albumy w top 10 w UK, 1 piosenka przewodnia która nigdy nie umrze, niezliczone wzloty i upadki! Allie i ja zrobimy sobie teraz małą przerwę od The Pierces i stworzymy solowe albumy. Dziękujemy wszystkim naszym fanom za lata wsparcia i nie możemy się doczekać, by podzielić się z wami nową muzyką!”

Tak brzmi wiadomość opublikowana wczoraj przez Catherine Pierce na oficjalnym koncie The Pierces na Facebooku. Identyczną treść znaleźć można było także na jej Instagramie, gdzie podobną wiadomość w tym samym czasie opublikowała jej siostra Allison. Poprzedzona miesiącami ciszy, informacja spadła niczym grom z nieba na fanów, którzy w komentarzach natychmiast dali upust swoim sprzecznym emocjom. Nic dziwnego; z jednej strony, to może być koniec The Pierces – zespołu absolutnie unikalnego i magicznego; z drugiej strony – to nie koniec przygody sióstr z muzyką i teraz czekamy nie na jeden nowy album, a dwa.

Mimo wszystko zdaje się, że dominuje uczucie smutku i zupełnie mnie to nie dziwi. Wręcz bez dłuższego zastanowienia dopisałem się do listy osób bardzo mocno przygnębionych tą sytuacją. Oto bowiem rynek muzyczny traci właśnie jeden z być może ostatnich elementów u podstaw których leżał prawdziwy talent i pasja, a nie wielomilionowy budżet i trafnie stargetowany produkt. Siostry Cat i Allie Pierce nie tylko hipnotyzowały fantastycznymi, rozpoznawalnymi harmoniami; obie też pisały razem genialne piosenki o miłości, śmierci i kosmosie. A śpiewać o tych rzeczach w sposób autentyczny, bezpretensjonalny i nie-infantylny nie każdemu się udaje.

Nie każdemu też udaje się połączyć brzmienia retro z nowoczesną produkcją, wybrać spośród współczesnych trendów te, które współgrają najlepiej z napisaną muzyką i na tej podstawie stworzyć własne brzmienie. Nie każdemu udaje się stworzyć na koncertach tak magiczną atmosferę, że człowiek po wyjściu nie wie, co się z nim stało, gdzie się znajduje i jak się nazywa. Wreszcie, nie każdy zna sekret eliksiru młodości, która sprawia, że metryka zdaje się faktycznie jedynie nic nie znaczącym numerem.

Ślędząc uważnie wywiady z siostrami z ostatnich paru lat, można było się spodziewać, że prędzej czy później coś takiego się stanie. Pierwsza decyzja o rozstaniu podjęta została już dawno. Jeszcze w 2010 roku Cat nagrała solo piosenkę You Are What I Want i wypuściła do niej całkiem udany teledysk. Propozycja wspólnej trasy z zespołem Coldplay sprawiła, że siostry postanowiły dać sobie jeszcze jedną szanse. W 2011 roku ukazał się ich najlepszy jak dotąd album, You & I, który przyniósł kolejny wielki hit – You’ll Be Mine, po tym jak wydany w 2007 roku Secret stał się bardzo rozpoznawalną piosenką m.in. dzięki serialowi Pretty Little Liars.

W 2014 roku ukazał się powstający w bólu nowy album Creation, który pomimo znakomitej jakości niestety nie odniósł spodziewanego sukcesu komercyjnego. Gdybym miał wskazywać powody takiego stanu rzeczy, wymieniłbym dwa. Pierwszym jest fakt, że album jest odrobinę nierówny i niespójny. Rozbieżność między charakterem piosenek napisanych przez Cat i Allie jest momentami aż za bardzo odczuwalna. Ponadto piosenki napisane przez Cat dominują na albumie ilościowo i to właśnie one zostały wybrane na wszystkie pięć singli promujących album, jako te bardziej optymistyczne w treści i bardziej przyswajalne dla ucha i przyjazne radiu. Tymczasem to w smutnych i nieco trudniejszych piosenkach napisanych przez Allie tkwi prawdziwa wartość tego albumu, niestety nie dano im szansy zabłysnąć i to jest ten drugi powód.

Mimo to Creation słucha się wybornie, bo różnice między piosenkami zostały bardzo sprawnie zatarte przez spójną i doskonałą produkcję. Nie zmienia to jednak faktu, że z ogromną niecierpliwością wyczekuję nowej muzyki zarówno od Allie jak i Cat, będę kupował albumy, jeździł na koncerty i wspierał je w każdy możliwy sposób, jednocześnie po cichu licząc, że przerwa od The Pierces okaże się rzeczywiście “mała” i siostry wrócą w duecie w glorii i chwale.