Przyznaję, że przez to całe zamieszanie z moim marcowym wyjazdem, który legł w gruzach koronawirusa mojej uwadze umknęła premiera trzeciego sezonu serialu The Sinner (pol. Grzesznik). O powrocie produkcji pisałam w Monthly na grudzień 2019, a przypomniałam sobie o niej dopiero po tym, jak coraz większą popularnością zaczęły cieszyć się moje stare artykuły o tej produkcji. Okazało się, że Grzesznik III jest już emitowany w polskiej telewizji! Postanowiłam szybko nadrobić zaległości. Od 19 czerwca trzeci sezon będzie dostępny w ofercie Netflixa.

Gdy już przypomniałam sobie o detektywie Ambrose zaczęła mnie też zżerać ciekawości. Co wymyślono? Czy trzeci sezon trzyma poziom? Czy nowy Grzesznik ma równie dużo na sumieniu, co bohaterki i bohaterowie dwóch pierwszych sezonów? Poprzeczka została zawieszona dość wysoko. W pierwszym sezonie olbrzymie wrażenie zrobiła na mnie Jessica Biel fantastycznie grająca Corę. Za tę rolę dostała zresztą nominację do najważniejszych telewizyjnych nagród w Stanach Zjednoczonych, Emmy Awards. Do drugiego sezonu przekonywałam się odrobinę wolniej, ale bardzo podobał mi się pomysł na scenariusz. Może to zabrzmi dziwnie, ale lubię seriale z mrocznymi, tajemniczymi dziećmi. Dwóm pierwszym sezonom The Sinner towarzyszyła właśnie taka przyjemna, niepokojąca tajemnica. Trójka to już nowy pomysł – nie tylko na głównego Grzesznika, ale też sposób opowiadania historii.

Pierwsze dwa sezony zbudowano tak, aby wraz z oglądaniem kolejnych odcinków widz odkrywał kolejne zagadki, tajemnice, znajdywał odpowiedzi na zadawane pytania i sam zadawał kolejne. Historia Cory z pierwszego sezonu była naprawdę nieźle zagmatwana. W trzecim sezonie postawiono na inne rozwiązanie, odwrócono sytuację. Na starcie dostajemy na tacy zbrodnię i zbrodniarza, a przez kolejne odcinki patrzymy, jak nosi jej brzemię i jak zmienia się jego życie. Doceniam, że twórcy chcieli coś zmienić, wyjść poza swój schemat, ale ja się w nim nie odnalazłam. A przynajmniej nie tak bardzo, jak w odpowiadaniu na pytania.

W trzecim sezonie większą rolę odgrywa natomiast detektyw Ambrose, którego gra Bill Pullman. I to mnie mocno zaskoczyło. Nie jest już jedynie detektywem próbującym rozwiązać sprawę, ale też pełnoprawnym głównym bohaterem, którego widzimy na ekranie równie często, co tytułowego Grzesznika. Po raz pierwszy Ambrose staje się też tak blisko związany z bohaterem.

Ta zmiana pozwoliła twórcom na rozbudowanie postaci detektywa, który przez pierwsze dwa sezony był łącznikiem, ale niewiele wiedzieliśmy o jego prywatnym życiu. Podrzucano strzępki informacji, które pozwalały nakreślić jego osobę i pokazać, że nosi w sobie jakieś traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa. Jednak ani w pierwszym, ani w drugim sezonie nie poświecono mu aż tyle uwagi. Był takim dość klasycznym detektywem z amerykańskich serialu typu CSI – wiemy jaką lubi kawę i czy ma rodzinę, ale nie zaglądamy do jego domu przesadnie często i nie uczestniczymy w każdej kolacji z żoną. Zawsze intrygowała mnie przeszłość detektywa, byłam ciekawa, co kryje się za jego specyficznymi zachowaniami w różnych sytuacjach, ale nie spodziewałam się, że w trzecim sezonie scenarzyści postanowią pogrzebać w jego przeszłości!

Trzeci sezon jest dobry, ale gorszy od poprzednich.

Powiedziałabym nawet, że dzięki temu, że w każdym sezonie mamy tak wielu nowych bohaterów – jedynie Ambrose jest stałą, ewentualnie członkowie jego rodziny czy współpracownicy, choć w przypadku trzeciego sezonu nie jest to prawda – serial nie nudzi i cały czas wciąga. Z każdym nowym sezonem poznajemy nowe postaci, nie musimy przypominać sobie biogramów bohaterów poznanych sezon wcześniej. To jest pewnym ułatwieniem. Mimo to w prywatnym rankingu najlepszych sezonów The Sinner ten byłby na trzecim, ostatnim miejscu.

Nie wiem, czy to ta zmiana w sposobie opowiadania historii tak wpłynęła na mój odbiór całości, czy po prostu mniej spodobał mi się pomysł na historię. W pierwszym sezonie byłam zahipnotyzowana główną bohaterką i prześladującymi ją demonami. W drugim zahipnotyzowało mnie dziecko i pełne tajemnic środowisko, w którym dorastało. W trzecim dostałam postać, której współczułam i której było mi żal, ale nie dało się jej polubić. Trudno kibicować Grzesznikowi z trzeciego sezonu. W trzecim sezonie powinno się kibicować detektywowi Ambrose, a i o to czasem trudno, bo jego wybory bywają albo oczywiste albo głupie.

Pośród kilku naprawdę dobrych momentów w tym sezonie znalazło się też kilka takich, które wyglądały kuriozalnie, a zachowania bohaterów były pozbawione logiki. Nie wykluczone, że w pierwszych dwóch sezonach też się takie zdarzały, ale byłam tak bardzo zaangażowana w historię, że nie zwracałam na takie szczegóły uwagi. Tutaj pamiętam bieg przez las, wielki ból na twarzy i w ciele, który w kolejnej scenie niemalże zniknął.

Z pewnością warto obejrzeć trzeci sezon Grzesznika, jeśli zna się pierwsze dwa. Wgłębienie się w życiorys detektywa Ambrose to taka wisienka na torcie tego serialu. Odpowiedź na prośby widzów, których on ciekawił. Kończąc chciałam jeszcze powiedzieć, że The Sinner to świetny przykład serialu, którego tytułu nie powinno się tłumaczyć. W Polsce pierwszy sezon, ze względu na bohaterkę, nazywał się Grzesznica. Drugi, i teraz też trzeci, to Grzesznik. Nie dość, że łatwo się pogubić wyszukując dwójki to jeszcze na wstępie serwują nam spoiler. Jeśli oglądaliście drugi sezon to wiecie już, że polski tytuł mógłby brzmieć inaczej.