Moich poszukiwań ciekawego, trzymającego w napięciu polskiego serialu ciąg dalszy. Sezon na autorskie produkcje AXN Polska, Canal+ Polska i HBO Polska trwa. Efekty, z mojej perspektywy, są naprawdę bardzo w porządku, o czym mógł świadczyć POPventowy tekst na temat serialu Belfer, czy wspomnienie o Pakcie przy okazji Te seriale pozbawiły mnie snu w 2016 roku. Jesienią tego roku na antenę trafi nowy serial, Ultraviolet.

W obsadzie, bo nie będę ukrywała, że w przypadku polskich produkcji na pierwszym miejscu stawiam aktorów, na drugim scenariusz: Marta Nieradkiewicz, Bartłomiej Topa, Agata Kulesza, Sebastian Fabijański i Michał Żurawski. Po nazwiskach Kulesza, Topa, ale też od pewnego czasu Nieradkiewicz oczekuję dużo.

Oczekuję dobrego serialu, opartego na dobrym scenariuszu, bo o dobrą grę aktorską nie muszę się chyba martwić.

Chociaż, jestem bardzo ciekawa, jak spisze się Sebastian Fabjański. Pamiętam go z takiego tanecznego serialu, w którym zaczynał. Obejrzałam też Pitbulla z jego udziałem. Nieco przeraża mnie ten szał na jego osobę, jaki zapanował. Chłopak wyskakuje już praktycznie z każdej przysłowiowej lodówki, ale rozumiem, a przynajmniej tak to sobie tłumaczę, że każda dekada, albo nawet pięciolatka, musi mieć swojego Zakościelnego.

Z końcem maja AXN poinformowało, że za reżyserię ich nowego serialu weźmie się Jan Komasa i Sławomir Fabicki. Scenariusz piszą Polacy, m.in. Igor Brejdygant, Agnieszka Pilaszewska (tak, to ta Pani, która stworzyła dla TVN Przepis na Życie) i Błażej Dzikowski (tak, ten Pan tworzy legendy dla Allegro), ale całość zainspirowana jest książką The Skeleton Crew Deborah Halber oraz tym, co nazwano „doświadczeniami własnymi” Wendy West. Wendy jest producentką wykonawczą serialu, szerszej publiczności może być znana np. z pracy nad serialem Dexter. Nie wiem, co ciekawi mnie w tym zestawieniu bardziej – skala inspiracji książką, czy poziom doświadczeń własnych…

Ultraviolet to niezwykły serialowy eksperyment, który łączy w sobie siłę lokalnej produkcji oraz amerykańskie doświadczenie w opowiadaniu historii – takie piękne zdanie pojawiło się w oświadczeniu prasowym na temat serialu.

Wyborcza dodaje do tego: „Ultraviolet” opowiada historię trzydziestoletniej Oli Serafin (Marta Nieradkiewicz), którą osobiste przejścia zmusiły do opuszczenia Londynu i powrotu do rodzinnej Łodzi. Pewnej nocy, prowadząc samochód, zostaje świadkiem tragicznego zdarzenia. Policja uznaje je za samobójstwo i zamyka sprawę, z czym nie zgadza się bohaterka. Decyduje się znaleźć wyjaśnienie na własną rękę i szuka pomocy w Internecie. Znajduje grupę detektywów amatorów, rozwiązujących sprawy, których nie jest w stanie wyjaśnić policja i przyłącza się do nich.

Tak to czytam i myślę sobie, że z chęcią poczekam do jesieni. Z chęcią dodam Ultraviolet do tej listy polskich seriali, które mają zadebiutować jesienią – jest na niej np. nowy sezon Watahy, na który czekam z wielkimi nadziejami. Nasuwa mi się tylko jedno, klasyczne pytanie: czy Ultraviolet powtórzy sukces Belfra i Paktu?

Zainteresowanie wokół Belfra, mnogość internetowych wątków na temat tego serialu dobitnie pokazuje, że Polacy czekali na tego typu serial. Nawet mimo licznych słusznych i niesłusznych uwag pod jego adresem. Być może skończyły się już czasy taśmowych seriali kryminalnych, być może nie powinnam czekać na serial, który potrwa pięć lat i doczeka się więcej niż dwóch sezonów. Może Ultraviolet będzie takim Paktem – dwa sezony i koniec. Może będzie Watahą, o której wielu już zapomniało, ale warto czekać aż wróci.

Oby nie był tylko drugą Zbrodnią 2, bo nie chciałabym po obejrzeniu wszystkich 10 odcinków, jakie planuje AXN napisać tekstu: Powody by (nie) oglądać.