Czułam się w obowiązku, żeby obejrzeć ten film. Jeśli coś opowiada o popkulturze, show biznesie i robi to wykorzystując jedną z najbardziej charakterystycznych aktorek współczesnego kina, zasługuje na uwagę. Oglądając Vox Lux przeszłam przez trzy skrajnie różne fazy. Najpierw był zachwyt, później wymowne aha, a na zakończenie pytanie: co ja właśnie obejrzałam? Odnoszę wrażenie, że Brady Corbet stworzył film, który można interpretować na tak wiele sposobów, że każdy z nas wyszedłby z kina z przekonaniem, że obejrzał inny film. Tylko aktorzy byli ci sami. Nie jestem jednak pewna, czy to dobrze świadczy o Vox Lux.

Lubię wymagające kino. Takie, które nie podaje mi wszystkiego na tacy i nie mówi wprost, że czarne jest czarne, a białe jest białe. Lubię wyjść z seansu z pytaniami, z wątpliwościami, z poczuciem, że coś we mnie po obejrzeniu filmu zostało. Pod tym względem Vox Lux jest idealnym filmem – zastanawiasz się, co właśnie zobaczyłeś i co autor miał na myśli.

Brady Corbet zdecydowanie miał dużo na myśli. Chciał stworzyć film będący obrazem współczesnego świata – pokręconego, szalonego, dziwnego, podpartego niewłaściwymi wzorcami, niebezpiecznego, kosmicznego a przy tym wszystkim niezwykle wciągającego i ekscytującego. Stworzył z jednej strony bardzo oczywistą historię, taką o których często słyszymy w kontekście sławnych i bogatych – mają pieniądze, nie radzą sobie ze sławą, popadają w nałogi. Później wychodzą rzeczy, o których nie słyszeliśmy – nieciekawe przeszłości, kłopoty rodzinne czy tak jak w tym przypadku, tragiczne zdarzenie. Właśnie od niego zaczyna się ten film. I na nim się też kończy.

Celeste była nastolatką, kiedy wielka tragedia wywindowała ją na szczyty sławy i zrobiła z niej gwiazdę muzyki pop. Od tej pory media śledziły każdy jej ruch, a jej kariera rozwijała się w cieniu zjawisk, które naznaczyły XXI wiek: ataków terrorystycznych, szkolnych strzelanin, medialnej rewolucji. Dzisiaj Celeste nie jest już tą samą osobą. Po skandalicznym incydencie, który o mały włos nie zrujnował jej kariery, chce wrócić na scenę. Musi ponownie zmierzyć się ze wspomnieniami sprzed lat, a w dodatku – przygotować się do wielkiej trasy koncertowej – opis dystrybutora.

Fakt, że Celeste stała się sławna po tym, jak całą Amerykę obiegło nagranie, na którym śpiewa podczas pogrzebu swoich szkolnych przyjaciół to idealny obrazek XXI wieku. Mimo że zwiastun tak naprawdę nie mówi o tym filmie zbyt wiele, przypuszczam że wiele osób poszło do kina z przekonaniem, że idzie obejrzeć opowieść o dziewczynie, która stała się sławna i przestała sobie z tym radzić. Tymczasem już pierwsze minuty filmu pokazują, że to nie będzie klasycznie pokazana historia. Zaczyna się od napisów końcowych, przepięknie zresztą zrobionych i jasnej informacji, że Celeste zmarła w szkolnej strzelaninie. To daje do myślenia i poddaje w wątpliwość wszystko, co ogląda się dalej.

Czy Celeste naprawdę umarła? Jeśli tak, to czy to, co oglądamy to jej dalsza historia życia po życiu? Czy trafiła do piekła? Jaką rolę w tej historii odgrywają otaczające ją osoby? Czy fakt, że aktorka, która grała młodą Celeste w późniejszych scenach gra jej córkę to zabieg mający pokazać powtarzalność losów? Czy manager Celeste, którego gra Jude Law, jest uosobieniem dobra czy zła w jej życiu?

Reżyser i scenarzysta w jednej osobie nie ukrywa, że Celeste zmarła – kilkakrotnie pojawia się informacja, ile miałaby lat w danym momencie, sama bohaterka wspomina, że nigdy nie umrze. Corbet pozostawia bardzo dużo miejsca na własną interpretację. Tak dużo, że pisząc ten tekst zaczęłam się zastanawiać, ile z tego filmu pamiętam, bo go widziałam, a ile to moje własne dopowiedzenia, analizy, których być może wcale w Vox Lux nie było.

To wszystko sprawia, że bardzo trudno jest mi ocenić ten film. Na pewno uwielbiam go od strony wizualnej. Pod tym względem Vox Lux jest fenomenalny! Pierwsze minuty filmu są rewelacyjne. Podzielenie go na akty, co dla całej historii nie pozostaje bez znaczenia, też bardzo mi się spodobało. Do tego wszystko ubrane jest w przejmująco złowrogą, ale w pewnym sensie hipnotyzującą muzykę. Natalie Portman śpiewa utwory Sii, której miłośniczką nie jestem, ale bez wątpienia jest to pop na dobrym poziomie.

Nie sądzę, żeby rola Celeste była dla Portman rolą życia. Nie chciałabym też zakładać, że taką ma już na swoim koncie… Zagrała dobrze, zagrała przekonująco. Pod względem emocjonalnym z pewnością nie była to łatwa rola – nastroje Celeste zmieniały się bardzo szybko.

Jude Law mnie nie zaskoczył, zawsze miło oglądać go na dużym ekranie, ale nie był to spektakularny występ. Najbardziej pozytywnie zaskoczyła mnie Raffey Cassidy, której przyszło zagrać dwie postaci – młodą Celeste i jej nastoletnią córkę, Albertine. Myślę, że jeszcze nie raz usłyszymy o tej młodej aktorce!

Vox Lux jest jak genialny wiersz. Do jednych trafi od razu i będą się nim zachwycać, inni zupełnie go nie zrozumieją. Czy pod koniec roku będziemy pamiętać, że taki film się ukazał? Nie wiem. Wydaje mi się, że może być to trudne dlatego, że Brady Corbet pozostawił zbyt dużo miejsca na własną interpretację. A w natłoku kolejnych produkcji, z kolejnymi świetnymi nazwiskami, możemy szybko zacząć się zachwycać czymś, czego zrozumienie przyjdzie nam łatwiej.