Towarzyszyło mi od pewnego czasu przekonanie, że era dobrych seriali oryginalnych w ofercie Netflix już za nami. Uznałam wręcz, że wchodzenie w międzynarodowe koprodukcje popsuło jakość produkcji, a ważniejsza stała się liczba nowych seriali wypuszczanych rocznie. Konkurencja nie śpi, a Netflix zdecydowanie nie chce stracić dobrej pozycji wyrobionej latami. Dość dużo nasłuchałam się na temat książki W głębi lasu Harlana Cobena i to wystarczyło, żeby odpalić serial na jej podstawie. Nie będę przecież udawać, że to nie jest historia z gatunku tych, które bardzo lubię. W dodatku głupio byłoby nie obejrzeć drugiego polskiego serialu od Netflixa. Obejrzałam i stwierdzam, że to jeden z najlepszych seriali, które widziałam w tym roku!

Jednak żeby nie było tak kolorowo, bo jednak nie wypada aż tak sypać komplementami, chcę jedną kwestie wyjaśnić. Myśląc o W głębi lasu pojawia się w mojej głowie pytanie. Jak oceniać ten serial? Czy robić to przez pryzmat polskiego serialu czy produkcji Netflixa? Wydaje mi się, że w zależności od tego co wybierzemy, recenzja będzie inna. Jeśli oceniamy polski serial – w moim rankingu to jeden z najlepszych 2020 roku. Jeśli oceniamy produkcje Netflixa, będzie wysoko, ale nie na szczycie ich najlepszych produkcji. I na szczęście, w odróżnieniu od 1983, nie wymaga dobrej znajomości polskiej sytuacji historyczno-politycznej.

Jest lato 1994 roku, wakacyjny obóz na łonie natury. Cztery osoby wchodzą do lasu, ale nigdy z niego nie wracają. Policji udaje się odnaleźć zwłoki dwójki z nich. Paweł Kopiński (Grzegorz Damięcki), dziś warszawski prokurator, mimo upływu lat, nigdy nie otrząsnął się po stracie ukochanej siostry. Niespodziewane trafia na nowy ślad, który zdaje się być powiązany ze zniknięciem dziewczyny w 1994 roku. Co naprawdę wydarzyło się w lesie 25 lat temu?

W rolach głównych Grzegorz Damięcki, Agnieszka Grochowska, Wiktoria Filus i Hubert Miłkowski. Serial reżyserują Leszek Dawid (“Jesteś Bogiem”) oraz Bartosz Konopka (“Królik po berlińsku”) – opis dystrybutora.

W tym serialu jest kilka elementów, które skrojono pod moje gusta. Przede wszystkim spojrzenie na opowiadaną historię z perspektywy czasu. Uwielbiam! Polska muzyka z lat 80/90 dodająca uroku i wprowadzająca przyjemny klimat. Cudownie! Pierwsza scena już skradła moje serce. Kilkoro lubianych przeze mnie aktorów, kilka nowych twarzy, których zawsze szukam w polskich serialach. Tutaj z naciskiem na młodych aktorów, więc idealnie! O wątku kryminalnym nie wspominając oraz intrygach zamożnych i wpływowych, które sprawiają, że seriale są (zawsze) ciekawsze.

Agnieszka Grochowska i Grzegorz Damięcki to ciekawy aktorsko duet. Z jednej strony nie są topowymi aktorami w naszym kraju, którzy wyskakują z każdego serialu. Z drugiej strony jeśli śledzi się polskie produkcje nie sposób nie znać tych nazwisk i nie wiedzieć, w czym grali i ewentualnie na co ich stać. A to z kolei sprawia, że oczekiwania są duże i można zakładać, że skusił ich dobry scenariusz, a nie jedynie dobry kontrakt.

Pamiętam zachwyty niektórych osób nad Grzegorzem Damięckim, który kilka lat temu zaczął chętniej pojawiać się w kinie i na małym ekranie. Byli nawet recenzenci, którzy piali mówiąc, że doskonali polscy aktorzy ukrywają się w teatrach. Przyznaję, znaleźć nieopatrzonego polskiego aktora płci męskiej w wieku powyżej 35 lat to sztuka. Świeżość to to, co ostatnio cenię sobie w polskich produkcjach najbardziej. Z Damięckim mam ten problem, że niby nadal jest świeży a jednocześnie nigdy nie powalił mnie na kolanka. Bezsprzecznie ma w sobie coś, co sprawia, że przyjemnie się go ogląda i słucha, ale gdy oglądałam go w serialu Nielegalni zrobił na mnie większe wrażenie.  Może to właśnie ten efekt świeżości tak wtedy zadziałał?

Grochowską widziałam nie tak dawno temu w produkcji Motyw i będę utrzymywać, że to dobra aktorka, która często traci na tym, że gra z mniej utalentowanymi aktorami. Tutaj mogła się spotkać na planie z Jackiem Komanem, świetnym aktorem, z którym miała kilka wspólnych, udanych scen. Zaledwie kilkanaście dni temu ponownie zachwalałam Małgorzatę Hajewską w jednej z rewelacyjnych ról w serialu Znaki 2. W  W głębi lasu również można zobaczyć ją w akcji, choć znacznie skromniejszej. Jest też Arkadiusz Jakubik, Cezary Pazura ostatnio nie omijający głośnych polskich seriali kryminalnych/thrillerów, Adam Ferency i Dorota Kolak, która już kiedyś zagrała bardzo podobną rolę.

Mam do tego serialu trzy krytyczne uwagi i obsada to jedna z nich. Cieszą mnie młode twarze, Wiktoria Filus jako młoda Laura Goldszfajn, Hubert Miłkowski jako młody Paweł Kopiński czy Sandra Drzymalska, której oczy hipnotyzują mnie w każdym serialu, w jakim ją widziałam, jako pokrzywdzona. Jednocześnie są aktorzy, którzy powinni na pewien czas porzucić kryminalne produkcje – oprócz Pazury mam też na myśli Piotra Głowackiego, Kolak czy Komana w rolach przypominających te z przeszłości. Ta powtarzalność twarzy sprawia, że zamiast efektu: o, fajnie! Mam ochotę powiedzieć: o nie, znowu? Mimo wszystko jest to najmniej krytyczna uwaga z tych trzech.

Druga dotyczy udźwiękowienia. Wiem, że widzowie polskich produkcji często skarżą się, że nie rozumieją dialogów. Dla mnie, aż do tego serialu, nigdy nie było to problemem. Doskonale rozumiałam wypowiedzi bohaterów, dziwiłam się, co widzowie zarzucają np. serialowi Znaki. Oglądając W głębi lasu wielokrotnie łapałam się na tym, że nie potrafię rozszyfrować, co mówią aktorzy i o co chodzi w danej scenie. Najgorsza była ta w prokuraturze, gdzie jedna z bohaterek mówiła coś płacząc. Może na słuchawkach zrozumiałabym, o co jej chodziło i jak brzmiały jej słowa. To mój największy zarzut wobec serialu.

Nie czytałam książki Cobena, więc nie wiem, jak bardzo zmieniono scenariusz, ale doceniam, że przełożono go na polskie realia. To nie z pewnością nie było łatwe. Zwłaszcza, że scenografowie postarali się, żeby wprowadzić naprawdę wiele smaczków z Polski lat 90. W serialu można wypatrzeć kilka gadżetów charakterystycznych dla tamtego okresu. Nie da się jednak ukryć, patrząc na scenariusze polskich seriali ostatnich lat, że bezustannie taplamy się w tym samym błotku. Las, nastolatki, morderstwa, tajemnice, władza polityczna lub wpływowe media. Patrząc na seriale oryginalne Netflixa motyw nie wydaje się aż tak oklepany i mroki polskich lasów mogą urzec nie jednego widza. Mnie wciągnęła opowiadana historia. Serial zachęcił mnie do sięgnięcia po książkę, a to z kolei świadczy o tym, że mam ochotę poznać pierwowzór. Wiem, że to trochę przypadek, że wybrano akurat ten tytuł do ekranizacji osadzonej w Polsce. A może jednak zrobiono to celowo? W końcu te wszystkie powtórzenie w scenariuszach nie mogą być dziełem przypadku. To trzecia krytyczna uwaga.

Podobało mi się, jak pokazano siłę jednego kłamstwa oraz siłę jednej manipulacji. Choć, gdyby pozbyć się wątków pobocznych, rodzinnych perypetii głównego bohatera, serial nic by nie stracił, a zyskał szybsze tempo akcji. Nie przeszkadza mi, że kilka wątków pozostało otwartych. Akurat w przypadku tego serialu pomysł, że niektóre tajemnice bohaterowie zabierają ze sobą do grobu świetnie się sprawdza. Chciałabym jednak, żeby w przyszłości Netflix wspólnie z polskimi twórcami spróbował sięgnąć po scenariusz (czy książkę), który będzie powiewem świeżości. Jako miłośnika seriali z mrocznymi lasami, tajemniczymi zbrodniami i bieganiem z bronią coraz bardziej marzę o serialach obyczajowych, komediowych.