Gdy widzieliśmy ją po raz ostatni była jeszcze młoda, zaręczona i na dobrej drodze do zerwania ze słowem singielka. Gdy zobaczymy ją znów, we wrześniu, będzie starsza o dwanaście lat, ciągle samotna, ale o krok od wywrócenia życia do góry nogami. Legendarna Bridget Jones, nigdy nie przypominająca modelki, a jednak seksowna i pożądana przez facetów, powraca na wielki ekran.

Premierę filmu Bridget Jones’s Baby oficjalnie zapowiedziano na 16 września 2016 roku. W głównych rolach oczywiście Renee Zellweger i Colin Firth, a u ich boku Patrick Dempsey. Do tej pory chyba najbardziej kojarzony z roli Dereka Shepherda w serialu Chirurdzy.

Zapowiedź nowej serii przygód zwariowanej Bridget stała się dzisiejszym tematem numer jeden, przynajmniej w świecie filmowym. Nawet sama Zellweger, której spokojnie można byłoby nadać nazwisko Jones i mało kto zauważyłby tą subtelną różnicę, przyznała, że zagranie w trzeciej części to powrót do przeszłości i odświeżenie starych przyjaźni. Zasugerowała nawet, że to dla niej żadne aktorskie wyzwanie, bo wszyscy z ekipy doskonale się znają, ale możliwość opowiedzenia dalszych losów jej postaci to wielka frajda.

Co tam u więc 43 letniej Jones?

Od ostatniego spotkania zmieniło się całkiem sporo, zwłaszcza na gruncie zawodowym, co dokładnie pokazano w zwiastunie. Chyba ot tak, żeby pokazać, że nieudane małżeństwo nie poszło w parze z nieudaną karierą. Nie zmieniło się natomiast coś innego – wciąż ma więcej niż jednego adoratora i kłopoty z ułożeniem sobie życia tak, żeby choć przez moment mogła powiedzieć, że ma je pod kontrolą. A do tego za 9 miesięcy zostanie mamą dziecka, którego ojciec jest… nie do końca znany. Właśnie na tym będzie się skupiała fabuła filmu debiutującego na ekranach kin we wrześniu. Aha, warto też dodać, że swoje pięć sekund zaliczył Ed Sheeran.

Jeśli szukaliście najgorętszej komedii jesieni, choć pewnie nie szukaliście, bo czekacie na lato, już ją znaleźliście. Po dwunastu latach światem znów zawładnie sympatyczna, nieokrzesana i pokręcona Bridget.