rollingstone.com

Green Day zawitał do Hall of Fame

Zespół Green Day został oficjalnie włączony do Rock and Roll Hall of Fame. Ceremonia indukcji odbyła się 18 kwietnia w Cleveland w stanie Ohio. Obok kalifornijskich punkowców w tym roku do tego zaszczytnego grona artystów dołączyli także Ringo Starr, Lou Reed, Joan Jett & the Blackhearts, The “5” Royales, The Paul Butterfield Blues Band, Stevie Ray Vaughan i Bill Withers.

Honor gospodarzy wręczających statuetki przypadł członkom zespołu Fall Out Boy. W poruszający sposób przemawiali kolejno Tre Cool, Mike Dirnt i Billie Joe Armstrong. Wieczór został przypieczętowany porywającym występem na scenie, podczas którego zespół zgodnie z tradycją wykonał trzy spośród swoich największych przebojów: American Idiot, When I Come Around i Basket Case. Ceremonię będzie można obejrzeć na antenie amerykańskiego HBO za miesiąc, 30 maja.

W ramach “rozgrzewki”, dwa dni wcześniej zespół zagrał koncert w małym klubie House of Blues. Był to pierwszy koncert Green Day od ponad roku – zespół w marcu 2014 roku zakończył trasę koncertową promującą trylogię albumów wydanych w 2013 roku.

Jak to w przypadku Green Day bywa, nie obyło się bez niespodzianek. Tą największą był występ grupy supportującej – Sweet Children to tak naprawdę Green Day w swojej pierwotnej formie. Na scenie pojawili się więc Billie Joe, Mike i pierwszy perkusista składu – John Kiffmeyer. Razem wykonali najwcześniejsze, klasyczne utwory z pierwszych wydawnictw zespołu. Niektóre piosenki nie były grane na żywo od ponad 20 lat, np. Sweet Children (ostatnio wykonana w 1991) czy Green Day (ostatnio w 1990). Łącznie zgromadzeni w House of Blues fani usłyszeli tego wieczoru 11 piosenek pod szyldem Sweet Children.

Po krótkiej przerwie do Billiego Joe i Mike’a dołączyli Tre Cool oraz Jason White by kontynuować koncert już jako Green Day. Zagrali łącznie 24 piosenki i poza koncertowymi standardami, takimi jak She, Longview, Basket Case, Minority czy American Idiot, także tutaj nie zabrakło niespodzianek. Takie klasyki jak Christie Road, Stuart and the Ave. czy One for the Razorbacks nie są grane na każdym koncercie, ale prawdziwym rarytasem było Private Ale zagrane na żywo po raz ostatni w 1992 roku.

Istotnym punktem wieczoru był także gościnny występ Tima Armstronga, znanego przede wszystkim z Operation Ivy oraz Rancid. Muzycy wspólnie wykonali na scenie po jednym utworze każdej z tych formacji: często goszczące w setlistach Green Day Knowledge oraz Radio. Później Tim dołączył do zespołu na ostatnią piosenkę głównego setu, którą było Minority.

Jako wielki fan Green Day jestem niezmiernie rad, że zespół wrócił na scenę i zdaje się być w dobrej formie. Ostatnie lata były bardzo trudne dla członków zespołu i ich rodzin. Ponowna obecność tych facetów na scenie i pełen energii występ pozwalają z optymizmem spoglądać w przyszłość. Pomimo, że w trakcie koncertu Billie enigmatycznie wygłosił do mikrofonu: “Wiecie co czyni tę noc tak wyjątkową? Trochę potrwa, zanim znów będę tak blisko was” (“You know what makes this night so special? It’s the closest I’ll be to you for a while.”) W społeczności fanów wręcz kipi od spekulacji, co też Billie miał na myśli. Trzymajmy się jednak optymistycznego wariantu, że zespół zamierza zamknąć się w studiu, by pracować nad kolejnym albumem.