Jedna z typowych sobót, w które odwiedza mnie mama, żebyśmy spędziły wspólnie trochę czasu. Początek czerwca albo końcówka maja. Już dokładnie nie pamiętam. Pierwszy wysyp straganików z truskawkami na ulicach, pierwsze truskawki w tym roku w moim domu.

Siedzę na łóżku, oglądam czyjeś Instastories. Pewnie SuperStylerów, bo uwielbiam ich przeurocze dzieci. Nagle nawiązujemy z mamą taki dialog:

– Co oglądasz?
– Instastories, te które blogerzy wrzucają, a po 24-godzinach znikają.
– Aha.
– Wrzuciłam dzisiaj tam te truskawki, które kupiłaś.
– A co byś wrzuciła gdybym ich nie kupiła?
– Nic.

Po moim „nic” zaczęłyśmy się głośno śmiać i do dziś wspominamy tę wymianę myśli z rozbawieniem. Dokładnie tyle – nic. Odpowiedzenie „nic” przyszło mi nadzwyczajnie łatwo, w ogóle się nad tym nie zastanawiałam, ale tak to już ze mną jest. Na co dzień zapominam, żeby cokolwiek wrzucać na Instagram i Instastories bloga. O Twitterze już nawet nie wspominam, tam naprawdę jestem rzadkim gościem.

Ostatnio, żeby być dokładnym podkreślę, że zaledwie przedwczoraj, widziałam idące ulicą w centrum miasta malutkie kaczki prowadzone przez mamę-kaczkę. Wyrafinowany bloger, vloger, influencer pomyślałby – idealny materiał na Instagram! Ja pomyślałam – oby tylko nic im się nie stało.

Pomyślałam też, że taka kaczka i takie małe kaczki to nic nadzwyczajnego, nic super wartego miejsca w social mediach. Teraz myślę, że chyba to jednak byłoby interesujące zdjęcie… Spokojnie, na Instastories też nich nie nagrałam.

Kiepska jestem w tych social mediach. Oj kiepska. Zostawiam link do Instagrama i ostatniego opublikowanego na nim zdjęcia. Z nadzieją, że może jutro wrzucę jakieś stories z koncertu, ale nie obiecuję, bo pewnie zapomnę…

Komu w drogę… Temu Paramore w poniedziałek ✌✈ #afterlaughter #paramore #onmyway

Post udostępniony przez MEDLEYLAND (@medleylandpl)

Post sponsorowany przez moją Mamę, która kupiła te fotogeniczne truskawki ❤🍓