Ostatnie Muzyczne szorty w tym miesiącu nie mogły być lepsze! Wreszcie przyszedł czas na powrót, którego myślałam, że się nie doczekam – wraca artystka, którą uwielbiam i której od lat mocno kibicuję. Ten rok powrotami stoi, tymi koncertowymi i tymi albumowymi. Odnoszę też wrażenie, że w muzyce będzie to rok kobiet, bo to one dominują w wyścigu o wydawanie nowych utworów. Po ubiegłym roku jest to przyjemne zachowanie równowagi. Muzyczne szorty #140 należą do Amy Macdonald i Lorde.
Amy Macdonald – Is This What You’ve Been Waiting For?
Cierpliwie czekałam na ten powrót, przekonana, że Amy Macdonald potrzebuje chwili oddechu, wejdzie do studia i nagra nowy materiał. Tak naprawdę od kilku miesięcy sygnalizowała, że pracuje nad nową płytą, w tak zwanym międzyczasie ogłosiła serię wakacyjnych koncertów, a teraz oficjalnie zapowiedziała album! Moja miłość do jej barwy głosu, mimo upływu lat, nie słabnie. Widziałam ją na żywo pięciokrotnie, w tym roku spotkamy się w Dublinie, a w 2026 roku w Berlinie. A wszystko za sprawą premiery albumu Is This What You’ve Been Waiting For?, którą zapowiedziano na 11 lipca tego roku. Płytę zapowiadany wydany właśnie singiel o tym samym tytule, jedna z 10 kompozycji, jakie trafią na podstawową wersję krążka.
Gitarowa, utrzymana w stylistyce poprzednich singli Macdonald kompozycja to jej odpowiedź na niekończące się prośby fanów o nowości. Z jednej strony daje nam singiel, który rozbudza apetyt na nową płytę, z drugiej śpiewa o tym, jak w dobie mediów społecznościowych fani nie czują się skrępowani wypytując o to, kiedy wejdzie do studia, wyruszy w trasę czy wyda płytę. Przed laty pisałam, że największym problemem Amy jest to, że na żywo jest fenomenalna, a koncertowe wydawnictwa zupełnie tego nie oddają. Pewną próbą oddania koncertowej energii Szkotki jest właśnie ten singiel, który powinien spodobać się wszystkim od lat słuchających jej muzyki. Jest to powrót bezpieczny, ale radiowo idealny.
Lorde – What Was That
Bardzo międzynarodowy jest ten tekst, ale tak się złożyło, że ze Szkocji przemieszczamy się do Nowej Zelandii. Z pierwszą zapowiedzią nowego albumu, poprzedzoną niezbyt przemyślanymi akcjami ulicznymi w Nowym Jorku, wraca Lorde! Nie da się ukryć, że to jeden z najbardziej wyczekiwanych powrotów tego roku, w którym pokładane są duże nadzieje. Debiutując w 2013 roku zachwyciła tak bardzo, że od tamtej pory poprzeczka nie spada, teraz jest wysoko choćby dlatego, że to pierwsza nowość od czterech lat. Jak wypada?
What Was That brzmi… poprawnie. Trudno ją uznać za spektakularny powrót, ale cieszy możliwość usłyszenia nowej piosenki z wokalem Nowozelandki. Mam wrażenie, że to jest jeden z tych powrotów w świecie muzyki popowej (zahaczającej o alternatywę), który wybrzmi dopiero po premierze całego albumu. Na razie Lorde zagrała spokojnie, nikogo nie zaszokowała, szczególnie też nie poruszyła. Wróciła, to najważniejsze. Premierę płyty Virgin zapowiedziano na 27 czerwca.
Co jeszcze nowego z muzyce? Więcej nowości, m.in. od sióstr HAIM, Toma Odella i Linkin Park na mojej playliście.

