W mijającym roku przeżyliśmy apogeum powrotów do lat 90., ale też do kultowych produkcji sprzed dekady. Jedną z nich jest trafiający do POPventu serial Kochane kłopoty: rok z życia, który pod koniec listopada wylądował w ofercie Netflixa. Regularna emisja serialu zakończyła się w brutalnym stylu w 2007 roku.

Zanim dobrniemy do odpowiedzi na pytanie: dlaczego Gilmore Girls: A Year in the Life ląduje w POPVencie? wypadałoby zagaić trochę w temacie samego serialu.

Kochane kłopoty pamiętam tak naprawdę, jak przez mgłę. To musiał być jeden z tych amerykańskich seriali, które emitowano akurat o tej porze, o której wracałam ze szkoły. Pewnie jadałam przy nim obiad. Fascynowało mnie niesamowicie, jak wszyscy bohaterowie potrafią wymówić imię Rory – spróbujcie, to wcale nie jest proste! A sam serial był dla mnie takim totalnym, pięknie namalowanym obrazkiem wyidealizowanego amerykańskiego miasteczka. Dokładnie takie było bajkowe Stars Hollow i jego mieszkańcy. A mała ja właśnie tak wyobrażałam sobie Amerykę – cudowny, pełen serdeczności kraj.

Był to bardzo ciepły, bardzo rodzinny serial ewidentnie tworzony przez ludzi z pasją, wielkim sercem.

Jego powrót, i stworzenie czterech odcinków pod nazwą Kochane kłopoty: rok z życia okazał się strzałem w dziesiątkę i pięknym ukłonem w stronę fanów, którym miał prawo nie podobać się siódmy, ostatni sezon produkcji. Ujmując to najkrócej, jak się da – scenarzyści pokłócili się z produkcją serialu i w efekcie ostatni sezon nakręcono opierając się na scenariuszu kogoś innego. Efekt był taki, że do dzisiaj aktorzy wolą mówić, że tamtego sezonu w ogóle nie było…

Lauren Graham, serialowa Lorelai Gilmore, powiedziała w jednym z wywiadów promujących nowy sezon, że ma ogromne szczęście móc wejść dwa razy do tej samej rzeki i spróbować zrobić coś lepiej, inaczej niż zrobiła to dekadę temu. Nie odnosiło się to bezpośrednio do kwestii nieudanego siódmego sezonu, ale oglądając Rok z życia widać, że wszystkim miło było wrócić na stare śmieci.

Świetne jest to, że udało się skompletować stary skład głównych bohaterów, nie trzeba było uciekać się do sztuczek w scenariuszach albo zastępować ich kimś innym.

Zatem dlaczego Gilmore Girls: A Year in the Life trafia do POPventu? Trafia, bo to dobrze przygotowany powrót starego, przyjaznego serialu. Liczba zgrabnie wplecionych nawiązań do poprzednich odcinków, wszystkie zdania: „mam wrażenie, że nie widziałyśmy się całe lata” albo „dawno tego nie robiłyśmy” brzmią autentycznie i bardzo nostalgicznie.

Cieszę się, że Netflix pokusił się o wskrzeszenie sympatycznych dziewczyn o nazwisku Gilmore. Jeśli zastanawiacie się, jak spędzić domowego Sylwestra 2016/2017, a telewizyjna oferta rozrywkowa polskich stacji Was nie zadowala, rozważcie obejrzenie tych 4 odcinków Kochane kłopoty: rok z życia. Czeka Was 6 godzin wspaniałej, rodzinnej atmosfery.

Podobne Posty