W skupieniu śledziłam informacje na temat tego filmu, dzieląc się z Wami plakatami, zdjęciami postaci czy wreszcie oficjalną zapowiedzią. Podczas gdy nie wszyscy byli zadowoleni z wyglądu postaci, inni prowadzili dyskusje na temat polskiej nazwy kultowego lasu, ja wiedziałam, że obejrzę ten film bez względu na to, jakie dostanie recenzje. Krzysiu, gdzie jesteś?, czyli ciąg dalszy przygód Kubusia Puchatka i Krzysia to opowieść wzruszająca, ale daleka od ideału.

Nie ciągnie mnie do oglądania współczesnych bajek, więc bardzo słabo znam się na możliwościach kina dla najmłodszych. Istnieją jednak takie dwa misie – Puchatek i Paddington – których losy nie są mi obojętne, a twórcy filmów musieliby się bardzo postarać, żebym skrytykowała zrobiony przez nich film. Nie ukrywam też, że to nie są produkcje, z którymi wiążę specjalnie duże nadzieje, a jedyne na czym mi zależy to łezka w oku i pewność, że mój wewnętrzny dzieciak na dwie godziny odżyje i zatęskni za przeszłością.

Kubuś Puchatek to kultowa postać, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Jedni się na nim wychowali, innym nie było to dane lub upodobali sobie inną postać. Powiedzonka Kubusia, misia o małym rozumku, na zawsze zapisały się na liście charakterystycznych cytatów z bajek, a produkcja Krzysiu, gdzie jesteś? miała pokazać, że Kubuś po latach nadal ma swój urok. Uczy, bawi, umila czas… I muszę przyznać, że się udało, choć mam wątpliwości, czy to film skierowany do młodego widza.

Bo co ten film ma dziecku powiedzieć?

Z jednej strony Krzysiu, gdzie jesteś? sypie morałami aż miło. Pokazuje dorosłego Krzysia, którego gra Ewan McGregor, zabieganego, wiecznie zajętego. Z rodziną, dla której nie ma czasu i córką, którą kocha, ale zapomina, że jest dzieckiem, które oprócz nauki powinno znaleźć czas na zabawę i pasje, które niekoniecznie zaowocują rewelacyjną pracą czy sukcesem zawodowym. Przez ponad połowę filmu patrzymy na dorosłego mężczyznę, który przestał bawić się w Stumilowym lesie, a zamiast tego pracuje i jest… po prostu, dorosły. Ma zobowiązania, szefa i nie w głowie mu bieganie po lesie i odwiedzanie Kubusia.

W trakcie oglądania filmu zastanawiałam się, do kogo ma on być skierowany? Czy do ludzi, którzy wychowali się na bajkach z Kubusiem Puchatkiem? A może do dzieci tych osób? Film trwa nieco ponad 100 minut, nie ma w nim przemocy, trudno też mówić o porywającej i trzymającej w napięciu akcji. To raczej gra na emocjach i wspomnieniach z dzieciństwa, a Christopher Robin, tytułowy bohater, ma być metaforą dorosłego człowieka, który w natłoku zajęć zagubił dziecięcy luz.

Jeśli urzekają Was urocze animacje zwierząt i lubicie dopieszczać swój dziecięcy pierwiastek, a jednocześnie nie oczekujecie kina wysokich lotów, Krzysiu, gdzie jesteś? skutecznie umili Wam wieczór. Coś dobrego do picia, np. kakao powinno spotęgować efekt zadowolenia. Obejrzałam ten film z przyjemnością, ale bez bicia przyznaje, że zabrakło mi w nim tego czegoś. Ewan wcielający się w rolę Krzysia podobał mi się mniej niż nastoletni Krzyś, za to postaci typu Kubuś, Prosiaczek czy Kłapouchy skradły moje serce już na etapie oglądania plakatu.

Wciąż się tylko zastanawiam, czy założeniem scenarzysty było zwrócenie mojej uwagi na to, że za dużo pracuję i za mało czasu poświęcam na rzeczy dla ducha, pielęgnację przyjaźni i więzi z bliskimi, czy chciał mi jedynie przypomnieć, że każdy ma taki Stumilowy (bądź Stuwiekowy) las i raz na jakiś czas warto go odwiedzić? A może dać znać, że jak będę miała swoje dzieci to powinnam pamiętać, że dzieciństwo ma swoje prawa?

Być może niepotrzebnie doszukuję się większego sensu w tym filmie. Możliwe, że chodziło po prostu o stworzenie przyjemnego kina familijnego, które będzie relaksować dorosłych i czarować dzieci.

AKTUALIZACJA: Przyznaję, pomyliłam się w tytule filmu. Od początku miałam problem z zapamiętaniem polskiego tłumaczenia – jak można z oryginalnego tytułu Christopher Robin przejść do Krzysiu, gdzie jesteś?! – i wyszło tak, że go przekręciłam. Chyba nigdy jeszcze nie pomyliłam się w tytule filmu, na szczęście przespałam się i sobie przypomniałam, że to Krzysiu, gdzie jesteś? a nie Gdzie jesteś Krzysiu?.