Połowa lutego za nami, więc czas na pierwsze Muzyczne szorty w 2019! Nie wiem, jak Wasz muzyczny 2019, ale mój rozkręcał się powoli aż nastał luty i wszystko gwałtownie przyspieszyło. Do tego stopnia, że już czuję, że nie nadążam, a to dopiero początek roku! Te Muzyczne szorty to tak naprawdę wprawka, i to bardzo króciutka, do tego, co przyniesie będzie się działo w kolejnych tygodniach. Jeśli pamiętacie Muzyczne wróżenie to wiecie, że czekam na naprawdę wiele płyt.

Na pierwsze Muzyczne szorty w tym roku wybrałam dwie piosenki, w których udzielają się lubiane przeze mnie wokalistki. Jedna to gwiazda światowego formatu, a druga ma wielkie szanse, żeby za kilka lat, gdy ta pierwsza będzie już legendą, mówić o niej w ten sposób. Piosenki ukazały się w ubiegłym tygodniu.

Zedd & Katy Perry – 365

Od pewnego czasu głośno komentowało się informacje o wspólnej piosence Katy Perry i Zedda. Byłam jej bardzo ciekawa, bo Katy to zdecydowanie moja ulubiona topowa piosenkarka pop, a Zedda pamiętam z piosenki, którą zrobił lata temu z Hayley Williams z Paramore. Liczyłam na genialną piosenkę, utwór który będę nucić przez następne tygodnie. Tymczasem 365 wpadło jednym uchem, wypadło drugim, a jedyne co pamiętam to kosztowny teledysk z przynajmniej dwoma lokowaniami produktu. Jestem szczerze zaskoczona, że ta współpraca jest taka… zwykła.

 

Zastanawiam się, czy Zedd od dawna robi taką zwyczajną, nudnawą popową muzykę, czy po prostu zawsze tak było, a Stay the Night z Hayley spodobało mi się dlatego, że było inne od brzmienia Paramore? Bardzo się rozczarowałam tą wspólną propozycją z Katy. Nawet teraz, pisząc te słowa próbuję sobie przypomnieć cokolwiek z tego utworu i jedyne, co przychodzi mi to głowy to wypowiadany przez Katy tytuł piosenki, czyli 3-6-5.

Przypomniał mi się utwór Feels, do którego Calvin Harris zaprosił Katy i Pharrella w 2017 roku. Ta piosenka była dużo lepsza, bardziej wpadała w ucho i Katy mnie tam pozytywnie zaskoczyła. W tym przypadku sytuację ratuje teledysk w wersji na bogato, z reklamą samochodu i wódki, w którym Katy czaruje swoimi wielkimi, pięknymi oczami. Ale rozczarowanie i tak jest.

YUNGBLUD & Halsey – 11 minutes ft. Travis Barker

Halsey uwielbia duety. To przykład młodego, popularnego artysty, który z jednej strony buduje karierę na własnych utworach, a z drugiej doskonale wie, że nic tak nie pomaga we wspinaniu się na szczyt, jak współpraca z innymi znanymi osobami. Zwłaszcza, gdy pozwala to w odstępie kilku miesięcy wypuszczać nowe utwory i manipulować kalendarzem premier w ten sposób, żeby nowe piosenki podbijały popularność autorskiego materiału. Yungblud to postać znana mi jedynie z pseudonimu, którego nigdy bym nie posłuchała, gdyby nie duet z Halsey. W ubiegłym tygodniu wypuścili utwór 11 Minutes.

 

W przeciwieństwie do Katy i Zedda tutaj poczułam się mile zaskoczona! Może dlatego, że nie miałam żadnych oczekiwań, a do Halsey podchodzę z dystansem od momentu, w którym zaczęła zapowiadać nowy album (wydany w 2017) i okazało się, że do fenomenu debiutanckiej płyty daleka droga. Okazuje się jednak, że Halsey cały czas potrafi mnie zaskoczyć i udowodnić, że jak chce to może zamknąć dziwne dźwięki na klucz i pokazać, że ma ciekawą barwę głosu. Bardzo jestem wdzięczna za ten duet! No i mam kolejny dowód na to, że Halsey świetnie odnajduje się we współpracy z innymi, nierzadko wychodzi jej to lepiej niż praca nad własnymi kompozycjami.