W videografii Paramore nie ma zbyt wielu teledysków, do których chętnie wracam i które mogłabym oglądać w nieskończoność. Znalazło się na szczęście pięć takich, o których śmiało mogę powiedzieć, że uważam je za najlepsze. Niezamierzenie, bo naprawdę nie taki był plan, po raz chyba już trzeci powstała lista pokazująca przekrojowy rozwój artysty. Aż się dziwię, że teledyski mogą tak wiele mówić o podejściu wykonawców do kariery, publiczności i fanów.

O ile najczęściej szukam w teledyskach dobrej, ciekawej fabuły, o tyle u Paramore równie mocno cenię sobie spontaniczność, naturalność i niewymuszone pomysły na klipy.

1. That’s What You Get

Pierwszy teledysk Paramore, który mnie zauroczył. Pamiętam dzień jego premiery, czekanie aż pojawi się w sieci. Spodobał mi się już po kilku pierwszych sekundach, bo był, najprościej mówiąc, zwyczajny. Wypuścili go w tym momencie kariery, w którym już mogli poszaleć ze scenariuszami i produkcją, ale postawili na nagranie teledysku w domu, z gronem przyjaciół w tle. W takiej scenerii powstał przyjazny, bardzo ciepły teledysk, który do dziś chętnie oglądam. Nie ma tam niepotrzebnego przepychu, jest ta naturalność, na jaką wciąż początkujące amerykańskie zespoły chętnie sobie pozwalały w 2008 roku.

2. Monster

Rok 2011 to był totalny kosmos, jeśli chodzi o moje przygody z Paramore. Nie żebym jakoś szczególnie wyczekiwała tego teledysku, raczej nie liczyłam na fajerwerki, ale spotkałam się z zespołem zaledwie kilka dni po tym, jak go nagrali i pamiętam rozmowę z Hayley, w której cieszyła się, że fioletowy siniak przywieziony z planu zdjęciowego zmienia się w żółty. Ot takie sympatyczne wspomnienie. Muszę jednak przyznać, że Monster to jeden z ciekawszych teledysków Paramore – nagrany w ciekawej, mrocznej aranżacji. Uciekanie, zwarcia prądu, ściany, z których schodzi farba… Ma to klimat, którego zawsze szukam w filmach.

3. The Only Exception

Gdyby ktoś poprosił mnie o wskazanie jednego klipu Paramore, w którym dzieje się najwięcej i zarazem jednego, w którym fabuła jest jasno określona, poleciłabym obejrzenie właśnie tego teledysku. Niby wszystko jest tam bardzo oczywiste – zakochana dziewczyna, chłopak, ślub, ale nie ich wspólny. Taka historia wyjęta z hollywoodzkiego filmu. Dla Paramore, mimo że to piosenka z ich już trzeciej płyty, to pierwszy tak romantyczny, liryczny teledysk, w którym wykorzystano aż tak dużo różnych scen. A ja zwracam na to uwagę, bo niewiele jest teledysków, które potrafią mnie zainteresować na tyle, żebym obejrzała je do końca. Temu się to udało. Jest to też pierwszy z tych, w których to Hayley jest na pierwszym planie, za co niektórzy ówcześni fani mieli do zespołu trochę pretensji. Według mnie niezbyt uzasadnionych, bo scenariusz napisano tak, żeby przedstawić historię z perspektywy kobiecej, ale przecież nie od dziś wiadomo, że wszystkich zadowolić się nie da.

4. Careful

Uwielbiam koncertowe teledyski. Uwielbiam koncertowe teledyski pokazujące materiały zakulisowe. Uwielbiam koncertowe teledyski zrobione ze smakiem i odpowiednią dynamiką. Wszystko to można znaleźć oglądając teledysk do Careful. Brandon Chesbro był nie tylko świetnym fotografem zespołu, ale znał też zespół tak dobrze, że stworzenie live teledysku nie było dla niego żadnym wyzwaniem. Nie ma tam specjalnych efektów, kombinowania i dogrywania scen tak, żeby wszystko pasowało. Nagrywał ich regularnie tworząc pewnego rodzaju dokumentację z trasy. Część trafiała do sieci w mini odcinkach, część miała trafić na koncertowe DVD nagrane w Londynie, ale nigdy się ono nie ukazało. Careful to świetny materiał pokazujący Paramore z roku 2009 oraz Paramore pracujących nad brand new eyes. Lubię ten teledysk o wiele bardziej niż Daydreaming, w którym występuję. Taki paradoks.

5. Now

Najdziwniejszy teledysk Paramore? Wydaje mi się, że tak. Począwszy od dziwnego makijażu Hayley, po specyficzne role Taylora i Jeremy’ego. Widać, że mocno pracowano nad tym, żeby te wszystkie ujęcia walki, szamotaniny i unoszących się w powietrzu kolorowych proszków wyglądały realistycznie i dobrze. Pamiętam, jak pierwszy raz słuchałam Now i zaskakiwała mnie dynamika tej piosenki, brzmienie niby odświeżone, ale trochę zahaczające o Misery Business. Potem wypuścili ten teledysk i całość zaczęła do mnie przemawiać. Jest na tej liście dlatego, że to mój ulubiony klip z albumu Paramore.

NIESPODZIANKA…

Dzień Dziecka to jeden z moich ulubionych dni w kalendarzu. I to wcale nie dlatego, że liczę na wysyp prezentów od rodziców, dziadków, cioć i wujków. To ten magiczny dzień, w którym wszyscy dookoła wreszcie przyznają się do tego, że uwielbiają dzieciaka, który wciąż w nich żyje. Przestają udawać, że nie mają ulubionych misiów, nie wykrzywiają twarzy na wiadomość, że idziesz do kina na film animowany i nie chowają po kątach infantylnych gadżetów, które każdy z nas ma. Świętując ten dzień z przytupem – małym, bo małym, ale zawsze! – oddam w dobre ręce nienoszoną, nowiutką i pochodzącą z oficjalnego merchu Paramore koszulkę (*rozmiar M) nazwaną Still Into You. Oddam, ale nie za darmo i nie byle komu. Co trzeba zrobić? Trzy rzeczy.

W komentarzu (tutaj, pod tym tekstem) napisz, który teledysk Paramore jest Twoim ulubionym, i dlaczego? Polub Medleyland.pl na Facebooku i polajkuj (może być też serduszko – jak wolisz) TEN wpis.

Na odpowiedzi czekam do niedzieli, 5 czerwca. Zwycięzcę wybiorę na podstawie subiektywnego, pozytywnego odczucia po przeczytaniu komentarza. I oczywiście biorąc pod uwagę wykonanie dwóch pozostałych próśb. Skontaktuję się z nim odpowiadając na komentarz, a koszulkę wyślę w ciągu 5 dni roboczych.

Konkurs rozstrzygnięty.

Podobne Posty

  • Angelika Izdebska

    Moim ulubionym teledyskiem Paramore jest teledysk do utworu Brick By Boring Brick. Teledysk można różnie interpretować,ja go lubię za bajkowy klimat. Dla mnie piosenka jak i zarówno teledysk jest o dziewczynie,która zbyt bardzo trzymała się fantazji,po zderzeniu z okrutną rzeczywistością przestała marzyć. A przecież marzenia są ważne,podtrzymują nas w najcięższych chwilach.

  • Natalie

    Szczerze mówiąc, chyba najkochańszym teledyskiem dla mnie jest ten z Miz Biz, szczególnie moment, kiedy zespół podchodzi do femme fatale..Dlaczego? Ponieważ w moim otoczeniu dostrzegam podobieństwa do niego, zarówno wśród ludzi, jak i sytuacji przedstawionych w tym teledysku, Poza tym, jest jeszcze cała paleta żywych barw, która się tam ukazuje! Dorzućmy jeszcze scenę z napisami RIOT!, kreatywność i wykorzystanie tytułu okładki, nadanie klimatu małego rozgardiaszu i szału, Motyw grania i skakania w tej scenerii niesamowicie ukazuje energię zespołu, a to też jest duży plus dla mnie 😉

  • Angelika Angela Oik

    Moim ulubionym teledyskiem Paramore jest teledysk do „Aint it fun”. Gdy po tylu latach czekania na ich nowy krążek, po pierwszym przesłuchaniu „Aint it fun” poczułam,że ta piosenka zostanie singielm, pewnie nie ja jedna. Teledysk który zobaczyłam w styczniu dwa lata temu, bardzo mnie rozweselił. Widać,że od początku ery Paramore mieli pomysły na to jak teledysk mógłby wyglądać do danego utworu. Zdecydowanie moim ulubionym momentem jest to jak zespół niszczył płyty, i aż sama chciałam wziąć w nim udział! 🙂 Jednak szkoda by było niszczyć tak cudowne i odżywiające na nowo płyty vinylowe.

  • agia123

    Moim ulubionym teledyskiem Paramore jest zdecydowanie teledysk do utworu Now. Jest bardzo klimatyczny i przemyślany od początku do końca. Stroje i motyw walki idealnie pasują do konwencji utworu. Najbardziej ujmująca jest jednak końcówka teledysku, kiedy Hayley zwycięża walkę. Myślę, że Now jest teledyskiem z największym przekazem, jeśli chodzi o twórczość Paramore. Porusza wiele trudnych aspektów, jednak zespół zachowuje przy tym oryginalność i smak, co jeszcze bardziej przykuwa uwagę widza, który niekoniecznie jest zaznajomiony z twórczością Hayley, Jeremyego i Taylora.

  • Rafał Romejko

    Moim ulubionym teledyskiem jest ten z piosenki Monster. Pierwszym z powodów jest to, że dzięki temu poznałem ten inspirujący zespół który nie raz ratował mi tyłek w kryzysowych sytuacjach i wspomagał swoją muzyką. Drugim z powodów jest to, że ten teledysk pokazuje nam doskonale jak świat się zmienia w tytułowego potwora przez nas- ludzi. Bez naszego działania i inicjatywy, nasza Ziemia którą dotychczas znamy może zniknąć i już nigdy nie wrócić, dlatego inspiruje mnie do walki o lepsze jutro dla mnie i dla następnych pokoleń by nasz świat nigdy nie został złamany, a ludzkość nigdy nie doprowadziła do samounicestwienia.

  • Kristyna

    Najpierw chciałbym przeprosić za polskiego tłumacza, Google musiał mi pomóc. (Jestem z Czech) Mój ulubiony teledysk przez Paramore jest The Only Exception.. to jest moja ulubiona piosenka i teledysk już od kilku lat. Daje naturalny urok .. zarówno teledysk i piosenka .. Lubię go na siłę miłości i szczęścia. Bardzo podobały mi się środowisko, w którym jest nakręcony. To takie miłe i przytulne. I podoba mi się pomysł przetwarzania. Lubię też, że nie pojawia się prawdziwym ojcem Hayley, to miłe. I to strzał w Hayley, gdzie śpiewa w milionach listów miłosnych jest po prostu niesamowite!!! Paramore prostu kocham najlepsze. Oni są moim ulubionym zespołem od 7 lat i nigdy nie zmieniło, mimo że nigdy nie widziałem ich na żywo, nawet po tym pragnę tak bardzo. I naprawdę nie chcę nic więcej. ♥

  • Ola Wiśniewska

    Dla mnie Last Hope! Nie wiem czy do końca można mówić tu o teledysku, ale dla mnie jest on bardzo magiczny. Przede wszystkim dlatego, że pokazuje więź jaką Paramore dzieli z fanami. To jest piękne i bardzo naturalne. W normalnych teledyskach raczej tego nie ujrzymy tak jak w koncertowych. Najbardziej podobają mi się momenty kiedy Hayley zaczynając śpiewać ‚Gotta let it happen’ bierze mikrofon i idzie w kierunku fanów. To jest przepiękne! Jak Taylor i Jeremy w cudowny sposób czują tą muzykę, jak się poruszają. Zawsze sobie wyobrażam jakby to było gdybym przeżyła taki koncert, już dobre 7 lat. I myślę, że też wystrój sceny ma wpływ na to, że tak uwielbiam ten teledysk. Jest on w sumie jednym z tych do których zawsze mogę wracać i marzyć o lepszym jutrze, cieszyć się, że jest taki zespół, który tak wiele osiągnął i tak wiele dobrego zmienił w moim życiu. Dla mnie ma on w sobie wielką magię!

  • carmen

    Monster. Teoretycznie – teledysk, w którym troje dorosłych ludzi bardzo złości się na ścianę, kopie ją i uderza w nią gitarami wydaje się być dość słaby. Praktycznie – przez całe 3 minuty i 20 sekund nie mogę oderwać od nich wzroku. Ich złość i energia przekazana wizualnie w połączeniu z muzyką daje coś baaaaardzo dobrego.

  • Kubu

    Moim ulubionym teledyskiem Paramore jest teledysk do „Ain’t It Fun”. Jest prosty jak tak jak teledysk do „That’s What You Get” – mamy zespół, który pobija kolejne rekordy w, powiedzmy sobie szczerze, dość dziwnych „konkurencjach”. W teledysku widać jak Hayley, Taylor i Jeremy świetnie bawili się kręcąc ten teledysk. Najbardziej lubię to, że i piosenka i teledysk są bardzo optymistyczne i kojarzą się, a przynajmniej mi, z latem. No i chór gospel w samej piosence jest świetnym dodatkiem do głosu Hayley.

  • Kina

    Zdecydowanie Playing God, nie tylko przekaz piosenki jest ukazany w ironiczny sposób, ale także Hayley idealnie wdaje się w role „psychopatki”, jej różowe włosy i słodka buźka dają sporo do myślenia po zinterpretowaniu tekstu piosenki, ogółem piosenka oddaje prawde o życiu i wiele osób może sie z tą piosenką w jakiś sposób połączyć, wiem że było o video no ale tak na prawde piosenka tworzy całosć :p

  • Zuza Jełowicka

    Careful! Tak samo jak Ty uwielbiam koncertowe teledyski, ALE z domieszką paru (wielu) ujęć z backstage’u. W Careful jest ich mnóstwo i za to ten teledysk już od dawna jest moim ulubionym. Widać tam piękne podejście zespołu do fanów, widać też jak wiele nas jest. No ale całym sednem są wygłupy naszej kochanej ekipy poza sceną. Zdecydowanie wygrywają ujęcia Taylora z Zac’iem (pół życia zastanawiam się z czego mogli się tak śmiać). Uwielbiam też urocze ujęcia Hayley, podróż Paramore po kontynentach i wszystkie inne ujęcia z kulis czy prób. No i na samym końcu epicki już headbang Hayley. Nic dodać, nic ująć, teledysk cudo!

  • wikorybek

    Witam serdecznie! 😀 Paramore jest już od kilku lat jednym z moich najbardziej ulubionych zespołów. Trudno było mi więc wybrać tylko jeden teledysk – w końcu każdy z nich jest oryginalny, wyjątkowy, specyficzny i ma swój własny urok. Właśnie dlatego, zaryzykuję i w swoim konkursowym wpisie, pozwolę sobie wyróżnić kilka wideoklipów 😉 :

    1. Nie wiem, czy moją pierwszą propozycję można zaliczyć do grona teledysków (nie jest to nawet klip do singla), ale uwielbiam oficjalnie udostępnione i profesjonalnie sfilmowane wykonanie piosenki „Last Hope” z koncertu w Chicago, który odbył się w lipcu 2014 r. na trasie „Monumentour”. Już sama piosenka jest – według mnie – jedną z najlepszych w katalogu Paramore – ale właśnie ta wersja live w pełni pokazuje piękno tego utworu. W wokalu Hayley – pięknym i czystym, jak (właściwie) zawsze – słychać także szczere emocje. Przyznaję, że trudno jest mi je w tej chwili opisać. O tym, jak „na żywo” prezentują się Jeremy i Taylor chyba nie muszę się rozpisywać – to, co Chłopaki potrafią / potrafili robić ze swoimi gitarami to coś wspaniałego. Tak się składa, że wszyscy członkowie Paramore (oficjalni, bądź nie) są dla mnie równie ważni, a ponieważ mamy do czynienia z klipem koncertowym, ogromnie cieszę się, że można w nim też zobaczyć Tych, którzy wspierali (i nadal wspierają) zespół na scenie. Chodzi mi tutaj o gitarzystów: Jona Howarda (który jest też wspaniałym multiinstrumentalistą) i Justina Yorka (brata Taylora), a także o jednego z moich Największych Idoli wśród perkusistów, czyli Aarona Gillespie. Co prawda, na trasie „Monumentour” ci trzej panowie byli zainstalowani dość wysoko (na podeście pełniącym też rolę ekranu LED-owego), ale i tak widać ich doskonale, kiedy kamera obejmuje całą scenę. Takie ustawienie zespołu od początku uznawałem za interesujące – trójka na dole, trójka u góry (och, czemu musiało się to skończyć?)… Do tego, o czym dotąd napisałem dołóżmy jeszcze wspaniałe ujęcia, magiczną atmosferę (zarówno na widowni, jak i na scenie), a także samą końcówkę numeru, w wykonaniu Hayley i Taylora – w pewnym momencie Hayley wykonuje wokalizę, która w moich (i nie tylko w moich uszach) brzmi, jak motyw z najpiękniejszych scen w „Titanicu”. 😉 Moim zdaniem, mamy więc wprost wyjątkowe nagranie, do którego chciałoby się wracać i wracać… Baaaardzo chciałbym zobaczyć cały tamten koncert. Ponoć został on sfilmowany profesjonalnie w całości, ale do dziś pełny zapis nie ujrzał światła dziennego. Nie tracę jeszcze mojej „last hope”! Może kiedyś to marzenie się spełni – kto wie?…

    2. Moim drugim typem jest klip do utworu „Daydreaming”. No, wiem, wiem – znów mamy koncert w tle, ale tym razem widz może towarzyszyć dwójce dziewczyn (wygląda na to, że są one najlepszymi przyjaciółkami) w podróży, której celem jest zobaczyć Hayley i Spółkę „na żywo”. Baaaaardzo utożsamiam się z tym teledyskiem. Na pewno to dlatego, że – do tej pory – nie miałem jeszcze okazji być na Para-koncercie (ostatnie koncerty u nas lub blisko nas zespół zagrał jeszcze wtedy, kiedy nie byłem ich miłośnikiem). Ile bym dał, żeby poczuć ten dreszczyk emocji w takiej koncertowej podróży. A jeszcze, gdyby Hayley mrugnęła do mnie z uśmiechem tak, jak do patrzących na Nią za kulisami bohaterek teledysku… Mission accomplished! 😉

    3. Jeśli chodzi o takie bardziej „klasyczne” teledyski, wybieram ten nakręcony do „crushcrushcrush”. To właśnie od tego numeru (i tego klipu) zaczęło się moje „crushcrushcrush” do twórczości zespołu. Ognistowłosa Hayley oraz Josh, Zac i Jeremy w (może trochę) drapieżnych stylizacjach, grają na pustyni, obserwowani przez „małych szpiegów”… No, no… To jest sposób, żeby przyciągnąć uwagę widza i słuchacza – przynajmniej tak było w moim przypadku. 😉

    4. Ostatnim wybranym przeze mnie teledyskiem będzie „Ain’t It Fun?”. Paramore bije światowe rekordy – pomysł nietypowy, ale jednocześnie oryginalny. W dodatku, zabawy jest co niemiara! 😀 Właśnie teraz przyszło mi do głowy pewne określenie (zaznaczam, że tym razem użyję go w innym znaczeniu, niż to ogólnie przyjęte): Paraolimpiada. Pasuje, prawda? 😉 Na sam koniec mojej opinii dotyczącej tego teledysku, poruszę jeszcze jedną rzecz: Otóż, są takie osoby, które uważają, że cały klip (choć pełen wspaniałej zabawy) nie oddaje właściwie przesłania, które niesie ze sobą piosenka. No, tak – być może nie przekazuje go dosłownie, ale – moim zdaniem – to wcale nie znaczy, że kompletnie nie ma nic wspólnego z tekstem. Może chodzi właśnie o to, że zanim przekroczymy próg „prawdziwego świata”, mamy prawo jeszcze trochę się wyszaleć… Chyba najlepiej pokazuje to ostatni rekord (i zarazem moja ulubiona scena), czyli „Kto będzie krzyczał najgłośniej i najdłużej stojąc w jadącym kabriolecie?”. 😉
    Dodatkowo, chciałbym zwrócić uwagę na niuanse, które słychać w „teledyskowej” wersji piosenki. Jedną tych najbardziej zauważalnych różnic jest dla mnie inny dźwięk werbla, a także świetnie brzmiące, wyfiltrowane echo w wokalu Hayley podczas niektórych linijek refrenu. Szkoda, że genialna, gospelowa końcówka została baaaardzo skrócona, ale… No, cóż… Coś trzeba było przecież poświęcić… 😉

    Oto są właśnie moje cztery konkursowe typy. Szczerze powiedziawszy, moich ulubionych Para-teledysków jest o wieeeele więcej i każdy z nich mógłbym w jakiś sposób wyróżnić (najchętniej nagrodziłbym wszystkie)… Mam nadzieję, że udało mi się sprostać zadaniu i że moje uzasadnienia mogłyby zabrzmieć przekonująco. 😉 Pozdrawiam gorąco i życzę przemiłej lektury! 😀 😀 😀 😀

    P.S. nr 1.: Wśród moich teledyskowych ulubieńców szczególne miejsce zajmują także klipy do „That’s What You Get” i „The Only Exception” – właściwie z wielu tych samych powodów, które wymieniła autorka głównego postu. 😉

    P.S. nr 2.: Wiem, że napisałem baaaaardzo dużo, ale kiedy rzecz dotyczy tak Wspaniałego Zespołu, jak Paramore, nie sposób mi się nie rozpisać… Na pewno wiecie, o co mi chodzi… 😉

    • wikorybek

      Chciałbym sam wprowadzić poprawkę do tego, co napisałem w części o „Daydreaming”: „A jeszcze, gdyby Hayley mrugnęła do mnie z uśmiechem (…)” Sprawdziłem przed chwilą ten fragment teledysku. To nie było mrugnięcie – Hayley pomachała ręką… Ale reszta się zgadza! 😉

  • Patrycja Kowal

    Teledysk do Still Into You. Nie był to pierwszy teledysk Paramore jaki zobaczyłam, ale właśnie od tego klipu zaczęła się moja przygoda z tym zespołem także wiąże się z nim wielki sentyment 😀 Plus to że wszyscy w nim są szczęśliwi i wyglądają pięknie 😉 gdyby nie pojawił się w moich propozycjach na yt to prawdopodobnie żyłambym w nieświadomości że mają tyle wspaniałych piosenek.

  • Ola Williams Szadyn

    Moim ulubionym teledyskiem dotychczas był ten do „Brick By Boring Brick”, jednak po obejrzeniu tego do „Now”- to właśnie on stał się moim faworytem. Dlaczego? Już od pierwszych sekund urzekł mnie swoim tajemniczym klimatem. Cisza, w tle przez chwilę można usłyszeć śpiew ptaków, a następnie widzimy Hayley i mężczyznę, który odgrywa w teledysku ważną rolę. Sam motyw wojny został ukazany w świetny sposób, widzimy członków zespołu walczących z resztą ludzi, jednak momentami można zauważyć ich wahanie, np. wtedy kiedy jeden z „żołnierzy” chciał uderzyć Hayley, ale zatrzymał się, ponieważ zobaczył, że to kobieta. Moim zdaniem to wszystko jest pewną metaforą ludzkiego myślenia. I tutaj właśnie Paramore pokazują nam na ile ich stać. Żeby nie było za nudno, w klipie bardzo charakterystyczne są kolorowe proszki i pył z nich unoszący się w powietrzu- to kolejna rzecz nadająca temu teledyskowi świetny klimat.
    Jednak najbardziej spodobała mi się końcowa scena, kiedy Hayley przytula mężczyznę, który chciał ją pokonać. Zrobiło to na mnie olbrzymie wrażenie, gdyż uświadomiłam sobie wtedy jak ważne jest przebaczanie- czasami tylko to może nam pomóc. Tak, Paramore naprawdę mi wtedy zaimponowali. To było coś czego nigdy wcześniej w żadnym teledysku nie widziałam. Za każdym razem kiedy to oglądam całe ciało mam pokryte gęsią skórką a w głowie mam tylko myśli, które mówią mi jak bardzo kocham ten zespół. Od obejrzenia tego za pierwszym razem moje myślenie w pewien sposób się zmieniło, zrozumiałam pewne rzeczy. ONI otworzyli mi umysł, ukazali nowe perspektywy. W pewien sposób czuję się im wdzięczna i właśnie dlatego teledysk do „Now” jest moim ulubionym.

    • Olu, gratuluję wygranej!! Odezwij się proszę albo mailowo (kontakt@medleyland.pl) albo przez wiadomość prywatną na Facebooku.

    • wikorybek

      Witaj, droga Olu! 😀 Wiem, że to trochę nietypowe, pisać o tym właśnie
      tutaj, ale tak się składa, że mam do Ciebie pewną sprawę i – dziwnym
      trafem – nigdzie nie mogę się z Tobą skontaktować… Czy mógłbym
      poprosić Ciebie o jakikolwiek kontakt?… 😉 Pozdrawiam gorąco! Miłego
      dnia! – Wiktor 😀

  • Ania

    Moim ulubionym teledyskiem Paramore jest ten do piosenki „Now”. Kocham ich wszystkie teledyski, ale oglądając ten wcześniej wspomniany, zapominam o Bożym świecie, dosłownie. Żaden ich teledysk nie budzi we mnie tyle emocji. Hipnotyzuje mnie, mogę go obejrzeć kilka razy pod rząd, a z każdym razem mnie zachwyca. Ten klimat jest magiczny. W miarę jednolite, szarawe kolory to idealne tło dla kolorowych proszków, świec dymnych i oczywiście, włosów Hayley. Jest doskonale nakręcony, a gra aktorska wszystkich to mistrzostwo. Według mnie w teledysku ukazana jest droga przez życie i pokonywanie trudności, Hayley pokazuje żeby się nie poddawać. Dlatego mnie strasznie motywuje, dodaje odwagi i siły. Zawsze kiedy idę i słucham „Now” przez słuchawki to teledysk mam przed oczami. Jednym słowem jest świetny i sama do końca nie potrafię opisać jego fenomenu, trzeba go po prostu obejrzeć.