Czego można się spodziewać po Zacu Farro, który przez lata ukrywał się za perkusją w zdobywającym coraz większą popularność zespole Paramore? Muzyku, który nawet za czasów swojej przygody z Paramore rzadko udzielał wywiadów, nie opowiadał o swoich inspiracjach, nie tworzył muzyki, a zamiast tego grał rolę uroczego, zabawnego misia? Osobie, która w myśl braterskiej solidarności opuściła dochodową pracę w Paramore i niewinnie została wplątana w wojnę na linii Williams-Farro? Pozytywnego muzycznego zaskoczenia zatytułowanego Volcano Crowe.

Zac zabrał się za tworzenie muzyki pod szyldem HalfNoise na krótko po tym, jak oficjalnie rozstał się z Paramore. Nie napisał kontrowersyjnego pożegnalnego listu i nie wystąpił w MTV. Nagrał epkę, która pokazała, że ten niepozorny chłopiec, mówiący niezbyt wyraźnie, potrafi pięknie śpiewać. W 2013 roku spędził ponad pół roku w Nowej Zelandii, państwie które najbardziej doceniło jego muzyczne próby i wspólnie z Danielem James’em stworzył pierwszy studyjny album. W maju 2014, publikując piosenkę Mountain wyjaśnił, że nazwa Volcano Crowe wywodzi się od lokalizacji studia nagraniowego – u stóp wulkanu – i nazwiska przyjaciela, – Rowana Crowe – który zaprosił go do Nowej Zelandii.

Efektem nowozelandzkiej przygody jest dwanaście utworów utrzymanych w klimacie indie rocka. Spokojnych, pięknych muzycznie i ciekawych instrumentalnie piosenek. Mnie, poza klimatem tej płyty, cały czas pozytywnie zaskakuje głos Zaca. To, w jaki sposób potrafi zaśpiewać, zbudować liryczny klimat i zaczarować. Album jest też małym dowodem na to, że Zac, chyba podobnie, jak Josh, świetnie czuje się w niszowej muzyce, na małej scenie z garstką publiczności.

Nie wybiorę jednej piosenki, która jest najlepsza, ani jednej, której koniecznie trzeba posłuchać. Volcano Crowe to zestaw dwunastu niezwykle klimatycznych utworów, idealnych na spokojne wieczory, idealnych do rozmyśleń i snucia planów na przyszłość. To płyta, na której nie szuka się przebojów. Na tej płycie szuka się spokoju i inspiracji. Słuchajcie całej, od początku do końca.

Volcano Crowe ukazało się z końcem września 2014 i poza BandCamp można je nabyć na iTunes. Niestety płyta przeszła w Europie bez echa, a Zac cały czas pozostaje niezwykle popularny w Nowej Zelandii. W USA, gdzie koncertuje okazjonalnie i głównie w Nashville, ma jednak grono oddanych fanów. Może kiedyś wpadnie na Off Festival?

Podobne Posty