Niezbyt często zdarza się, żeby artysta wyruszał w dużą trasę koncertową promującą nową płytę na dwa miesiące przed jej premierą. Na powrót Within Temptation czekałam kilka lat, mając ich w pamięci, jako jeden z tych zespołów, do których ponownego oglądania na żywo nie trzeba mnie zachęcać. W piątek, 26 października, przyjechali do Poznania w ramach Resist Tour. Ponownie odwiedzili Salę Ziemi, gdzie tym razem stawił się komplet fanów.

Nigdy nie widziałam takich tłumów w Sali Ziemi. Byłam tam wielokrotnie, na koncertach i konferencjach, ale takiego ścisku, tłumu i zarazem braku logiki organizacyjnej jeszcze nie doświadczyłam. Przyszliśmy kilkanaście minut przed otwarciem drzwi. W holu i na schodach prowadzących na piętro, gdzie sprawdzano bilety, przeprowadzano kontrolę osobistą i sprzedawano merch stała ciasno ustawiona kolejka. Na środku holu postawiono żółty znak z napisem informującym o śliskiej podłodze. Ludzie próbowali ustawiać się w kolejkę, tworząc w pewnym momencie ślimaka, ale ostatecznie, gdy zaczęto wpuszczać, kolejka zbiła się w jeden tłum. Na szczęście schody przetrwały wzmożoną aktywność ludzkich nóg, ale wolę się nie zastanawiać, jakby to wyglądało, gdyby ten tłum przyszedł na koncert Dawida Podsiadło czy Taco Hemingwaya, a średnia wieku nie oscylowałaby w granicach czterdziestki.

Tak, jestem przeczulona na punkcie bezpieczeństwa na koncertach. Oczami wyobraźni, a ją mam rozwiniętą chyba aż nadto, widziałam, jak ktoś upada, a ludzie traktują się wzajemnie. Z plusów organizacyjnych szczegółowa kontrola osobista – dwukrotna. Tego nigdy za wiele i zawsze jest to bardzo wskazane!

Po wejściu do środka okazało się, że spora część przybyłych albo raczyła się piwem, albo powędrowała na trybuny. Pod sceną stało już kilkadziesiąt osób, ale spokojnie zajęliśmy miejsca z idealnym widokiem na scenę, na wprost mikrofonu Sharon. Czekała nas godzina oczekiwania na support, więc stwierdziłam, że usiądę na tej zawsze wyglądającej ekskluzywnie niebieskiej wykładzinie, która jest w Sali Ziemi. Pomysł, generalnie, okazał się dobry, ale jego minusem było towarzystwo – za nami stanęły cztery przyjaciółki, które też postanowiły usiąść. One, w przeciwieństwie do mnie, mówiły non stop i to niekoniecznie rzeczy, które powinny docierać do uszu obcych ludzi…

Na tej części trasy koncertowej przed Within Temptation występuje zespół Beyond the Black, z bardzo utalentowaną, młodziutką Jennifer. Występ był w pełni profesjonalny, co było miłym zaskoczeniem, bo naprawdę rzadko zdarzają się supporty, które nie brzmią, jakby wczoraj wyszły w garażu. Publiczność też reagowała bardzo pozytywnie, choć trudno było się pozbyć wrażenia, że kilka utworów brzmi tak podobnie, że osoba nie znająca ich dorobku miała prawo pomyśleć, że już to słyszała. I to kilka minut wcześniej. W ogólnym rozrachunku jednak ich występ będę wspominać pozytywnie, bo wciąż  na palcach jednej ręki mogę policzyć supporty, które zapamiętałam pozytywnie. Beyond the Black właśnie dopisali się do tej listy.

Within_Temptation_Poznan

Ponad dwa lata minęły od mojego ostatniego muzycznego spotkania z Within Temptation. Przez ten czas Sharon zdążyła wydać debiutancki album solowy, ciekawą i specyficzną płytę, a zespół wziąć się (na poważnie) za pracę nad następcą albumu Hydra. Europejską, dużą trasę koncertową, ogłoszono już tak dawno temu, że Within Temptation mogą ze spokojem stanąć w szranki z Metalliką i Katy Perry w starciu o miano artysty, którzy rozpoczyna sprzedaż biletów na koncerty na rok przed ich zagraniem. To, co jednak mocno odróżnia ich od kolegów to brak nowej studyjnej płyty. Premierę albumu Resist zaplanowano na połowę grudnia. Tym sposobem Holendrzy przyjechali do Polski z albumem w przedsprzedaży, jedną oficjalnie udostępnioną nową piosenką i koncertową oprawą, która ewidentnie nawiązuje do nowego materiału.

Trudno się więc pozbyć wrażenia, że w najbliższych miesiącach Within Temptation jeszcze odwiedzą Polskę, żeby już tak na poważnie, z albumem w dłoni, promować swój nowy materiał. Nie wgłębiałam się w zapowiedzi nowego krążka. Posłuchałam singla The Reckoning (Muzyczne szorty #26), dotarły do mnie słuchy, że podczas koncertów Resist Tour pojawi się więcej nowych piosenek i to mi wystarczyło. Nie będę udawać, że jestem jakoś szczególnie nakręcona na tę płyte. Poznałam Within Temptation w 2007 roku, gdy wydali album The Heart of Everything i od tamtej pory zarówno The Unforgiving jak i Hydra mnie nie zachwyciły. Z Resist będzie pewnie podobnie, ale nie zmienia to faktu, że przy nadarzającej się okazji chętnie oglądam ich na żywo.

Koncert rozpoczął się odważnie, bo od trzech nowych utworów, z których tylko jeden jest oficjalnie dostępny w sieci. Sharon pojawiła się na scenie z wielką, białą flagą, wymachując w rytm piosenki Raise Your Banner. Później rozbrzmiało The Reckoning, ale chyba bez puszczonego z taśmy wokalu Shaddixa, który udziela się na studyjnej wersji singla, i kolejna nowość, Endless War. Na tym etapie koncertu większość mojej uwagi przykuwała jednak świetna produkcja! Do tej, jaką Holendrzy przywieźli do Sali Ziemi w 2014 było jej naprawdę bardzo daleko. Z jednej strony było dość skromnie – bez unoszenia się w powietrze, bez wybuchów ognia, ruchomych elementów scenografii, ale fakt, że do każdego utworu przygotowano tematyczną animację, maksymalnie wykorzystano powierzchnię sceny i zgrano efekty świetlne sprawiał, że można się było zachwycać. Oczywiście do koncertowej produkcji, jaką ma Metallika czy wspomniana wyżej Katy było daleko, ale mogę chyba śmiało stwierdzić, że takiej produkcji u Within Temptation jeszcze nie widziałam.

Po nowościach przyszedł czas na dwie starsze piosenki. Wydane na albumie The Unforgiving In the Middle of the Night, które rewelacyjnie sprawdza się na koncertach, a ludzie fantastycznie się przy nim bawią, i naprawdę stare Stand My Ground z płyty The Silent Force. Bardzo ubolewam, że w setliście nie pojawiło się więcej utworów z tego albumu. Na szczęście pewną rekompensatą były aż cztery utwory z The Heart of Everything, w tym All I Need i Forgiven. Dominowały jednak utwory z Resist – zagrano aż pięć kompozycji. Jedynym z tych nowych, poza pierwszym singlem, który utkwił mi w pamięci była Supernova. Być może dlatego, że pojawiła się zaraz po All I Need. Najmniej, bo zaledwie jeden utwór, zagrano z albumu Hydra. Singiel Paradise (What About Us?) to nie jest moja ulubiona piosenka z tej płyty, ale fakt, że zespół praktycznie zrezygnował z grania materiału z Hydry to duży plus. Zwłaszcza, że każdy singiel z tego albumu to duet, a na koncertach zawsze puszczano je z taśmy, co przy trzech utworach tego typu szybko przestaje być przyjemnością.

Nie mogło oczywiście zabraknąć Mother Earth, kolejnej obowiązkowej kompozycji w setliście chyba każdego koncertu Within Temptation. To jest jeden z tych utworów, na które publiczność reaguje rewelacyjnie, dając jednocześnie Sharon do zrozumienia, że zna dyskografię zespołu nieco głębiej niż single z trzech ostatnich albumów. Sharon, w charakterystyczny dla siebie sposób, doceniała wszelkie przejawy sympatii. Podchodziła po przekazywane jej prezenty w postaci wielkiego bukietu róż i dwóch pluszowych miśków, kłaniała się dziękując i słała całusy w stronę publiczności. Nie jest może najlepszą performerką jaką widziałam w swoim życiu, ale bije od niej szczera wdzięczność, a gdy się uśmiecha widać to w jej oczach. Nie udaje i mimo wielu lat w zawodzie, nie wydaje się sztuczna, zmanierowana i wciąż zdaje się reagować spontanicznie.

Koncert zakończono utworami What Have You Done i Stairway to the Skies oraz odśpiewaniem Sto lat, w języku polskim dla basisty Jeroena van Veena, który urodził się właśnie 26 października. Z boku sceny można było zobaczyć kolorowe balony oraz napis Happy birthday. Jeroen nie należy jednak szalonych ekstrawertyków. Inni, stojąc na scenie w otoczeniu kilku tysięcy gardeł śpiewających Sto lat, zrobiliby pewnie wielkie szoł, uronili łezkę albo rzucili się w tłum. On podziękował, ukłonił się i nie miał ochoty na powtórkę.

Within_Temptation_Poznan

Jak zatem brzmi nowy album na żywo? Na tle starszych i nowszych piosenek Within Temptation nie słychać diametralnej zmiany brzmienia. Porównując nowe piosenki do tych z pierwszych płyt Holendrów zmiana będzie olbrzymia, ale porównując do dwóch poprzednich krążków trudno mówić, że poszli w zupełnie nową dla siebie stronę. Po koncertowych wersjach trudno też wyrokować, jak album będzie brzmiał w wersji studyjnej. Na ile brzmienie nowych piosenek dostosowano do brzmienia starego materiału? Czy koncertowe wersje zagrano w innych aranżacjach? Przekonamy się w grudniu, po premierze.

Album Resist z całą pewnością nie będzie strzałem w kolano. Zespół może z optymizmem planować przyszłoroczną trasę koncertową i ponowną wizytę w Polsce. Fanów chętnych do oglądania ich na żywo z pewnością nie zabraknie, czego dowodem był wyprzedany koncert w Poznaniu i niemalże wyprzedany w Warszawie. Po Europie nie będą za nimi jeździła, ale chętnie skorzystam z kolejnej okazji, żeby zobaczyć ich gdzieś blisko domu.

Podobne Posty