Oto przed Wami najdłuższe muzyczne szorty w historii tego bloga! Nie pamiętam, czy kiedykolwiek w jednych szortach znalazło się aż osiem propozycji i to każda od innego artysty. Zaczyna się bowiem ten ciekawy czas, w którym pojawia się coraz więcej zapowiedzi albumów, których będziemy mogli słuchać w ciepłe miesiące. W maju, w czerwcu… Muzyczne szorty #22 to opowieść o nowościach od Kylie Minogue, Thirty Seconds to Mars, Tancred, Martyny Jakubowicz, Lady Gagi, Jesse’ego McCartney’a, Mike’a Shinody i Chvrches. 

Początkowo zastanawiałam się, czy nie powinnam ograniczyć muzycznych szortów do czterech propozycji, ale ileż można pisać o nowych piosenkach Kylie Minogue i Thirty Seconds to Mars? Po pierwsze nie chciałabym Was zanudzać, a po drugie ich płyty ukażą się w przyszłym tygodniu, więc pewnie zdarzy się tak, że będę chciała o każdej z nich napisać kilka słów. Nie mogę jednak zupełnie pominąć ich nowych propozycji, ale obiecuję, że będzie krótko, zwięźle, ale treściwie.

Kylie Minogue – Raining Glitter & Golden

Z każdą kolejną nowością z albumu Golden jestem coraz bardziej gotowa na premierę i jednocześnie coraz bardziej cieszę się, że Kylie tak miło mnie zaskakuje. Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu fanowi, który zakochał się w brzmieniu poprzednich albumów Minogue podoba się to, co ma znaleźć się na Golden. Być może mnie, właśnie dlatego, że nigdy nie byłam fanką Kylie, wszystko, co ma trafić na Golden bardzo się podoba. Najbardziej chyba wciąż pierwszy singiel, czyli Dancing, ale myślę, że wynika to z tego, że najbardziej mnie zaskoczył.

W sieci można znaleźć dwie kolejne piosenki z płyty – Raining Glitter i tytułowe Golden, choć ono zostało na razie wypuszczone w wersji koncertowej. Piosenkarka wykonała je w australijskim programie 60 Minutes. Jak moje wrażenia? Raining Glitter jest ciekawsze od Stop Me From Falling, czyli piosenki, która ukazała się kilka tygodni temu, a o której pisałam w poprzednich muzycznych szortach. Czuję w tym disco-popie zmieszanie dźwięków, z którymi przez lata kojarzyła mi się Minogue oraz tych nowych, które tak mnie u niej urzekają. Nie mogę się doczekać premiery tej płyty! Do tego stopnia nie mogę, że myślałam, że dzisiaj jest 6 kwietnia…

Thirty Seconds to Mars – Rescue Me & One Track Mind

Chciałabym napisać, że Thirty Seconds to Mars nareszcie pokazali takie piosenki z albumu America, które zwaliły mnie z nóg, albo przynajmniej wywołały uśmiech na mojej twarzy, ale niestety tak się nie stało. Wręcz przeciwnie. Zarówno One Track Mind z A$AP Rocky, jak i Rescue Me jedynie utwierdziły mnie w przekonaniu, że szykuje się najsłabsza płyta w dorobku tego zespołu.

Panowie kazali nam trochę poczekać na ten krążek. Czas nie dla każdego artysty jest zbawienny. W tym przypadku, po przesłuchaniu czterech piosenek mam nieodparte wrażenie, że Marsi weszli do studia nie do końca wiedząc, co chcą stworzyć. Zafascynowali się elektroniką lub postanowili jej użyć, bo to obecnie wyznacznik nowoczesności, otwartości na zmiany i coś, do czego słuchacze są przyzwyczajeni. Premiera płyty za tydzień i jedyny utwór, w jakim pokładam nadzieje to duet z Halsey. Chociaż i tutaj może być różnie, bo Halsey, mimo olbrzymiej popularności Closer nagranego z The Chainsmokers i Him & I z G-Eazy ma w dyskografii kilka znacznie mniej udanych kolaboracji.

Tancred – Reviews

Po dwóch latach od wydania Out of the Garden Jess Abbott zapowiedziała nowy studyjny album, a wraz z zapowiedzią zaprezentowała pierwszy utwór. Piosenka nosi tytuł Reviews i trafi na album Nightstand, który ukaże się 1 czerwca. Chwilę po premierze nowej płyty zespołu Now, Now, w którym przez lata występowała Jess. To będzie już czwarta płyta w dyskografii Tancred i tylko po tym jednym singlu wnioskuję, że znów będzie to coś innego. Niekoniecznie oznacza to, że Nightstand będzie złą płytą. Na takie oceny jest zdecydowanie za wcześnie!

Charakterystycznego dla Tancred brzmienia można się doszukać w Reviews, ale zaskakujący jest wokal Jess. Brzmi na tyle inaczej, że gdy słuchałam tej piosenki po raz pierwszy miałam wrażenie, że partie wokalu żyją swoim życiem, a muzyka gra sobie gdzieś obok. Teraz, po kilku przesłuchaniach, nie mam już takiego wrażenia, a nawet zaczęłam doszukiwać się dźwięków, które przypominają mi Now, Now. Jess kibicuję od lat i kibicować będę nadal, więc możecie się spodziewać, że jeszcze nie raz dam Wam znać, co u niej słychać.

Martyna Jakubowicz – Skąd Tyle Zmian

Martyna Jakubowicz wydaje w maju bardzo ciekawy album. Płyta otrzymała tytuł Zwykły włóczęga i poświęcona jest twórczości Boba Dylana. Dzisiaj odbyła się premiera pierwszej z piosenek, jakie trafią na płytę. Jeśli wpiszecie na YouTube albo po prostu w Google frazę Martyna Jakubowicz jedną z pierwszych piosenek, które wyskoczą będzie kultowe W domach z betonu. Odważnie stwierdzę, że jest to jedna z tych polskich piosenek, które zna każdy Polak.

Nową piosenkę można znaleźć w serwisach streamingowych i na tle tych wszystkich nowoczesnych piosenek naszpikowanych elektroniką, samplami i dziwnymi efektami propozycja Jakubowicz brzmi, jak przepiękny powrót do przeszłości. Przeszłości, w której liczyła się melodia, żywe instrumenty, a barwy głosu wykonawcy nie zakłócało dosłownie nic. Miło tak czasem tam wrócić!

Jesse McCartney – Better with You

Ręka do góry, kto pamięta singiel Beautiful Soul młodego Jesse’go McCartneya? To był rok 2004, jego pierwszy singiel i zapowiedź debiutanckiego albumu. Chyba do tej pory największy przebój, jaki udało mu się wylansować, ale nie oznacza to, że Jesse przestał nagrywać albumy. Nie przestał i robi to z całkiem niezłą regularnością, bo średnio co cztery lata. Właśnie zbliża się premiera kolejnej, a zapowiada ją singiel Better With You. Dlaczego o nim piszę?

Po pierwsze gdzieś tam głęboko w sercu mam sentyment do Beautiful Soul, a po drugie chciałam zwrócić Waszą uwagę na nowe brzmienie Jesse’ego. Nowe w znaczeniu inne niż to, z którego możecie go kojarzyć. Nazwałabym je nowoczesnym, ale niezbyt oryginalnym. Pewnie dlatego, pomimo regularności w wydawaniu płyt, nazwisko McCartney kojarzy się już tylko z Paulem. Jesse próbuje znaleźć swoje miejsce we współczesnej muzyce rozrywkowej, ale niespecjalnie mu to wychodzi.

Mike Shinoda – Crossing A Line & Nothing Makes Sense Anymore

Zazwyczaj to, co Mike Shinoda robił poza Linkin Park nie trafiało w moje gusta. Było obojętne, co i kiedy wydaje. Nie chcę powiedzieć, że album Post Traumatic, którego premierę zapowiedział na czerwiec będzie jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie płyt, ale na pewno jej posłucham. Choćby dlatego, że sądząc po singlach Crossing A Line i Nothing Makes Sense Anymore będzie to bardzo ciekawy album pod względem tekstów. One są oczywiście rezultatem przeżyć Mike’a z ostatnich miesięcy.

Na początku roku Mike wydał EPkę, zatytułowaną z resztą właśnie Post Traumatic. Przy jej publikacji często podkreślał, że piosenki, jakie na niej umieścił to jest jego muzyka, jego teksty, jego emocje. Nie chodziło tylko o to, żeby uspokoić fanów Linkin Park, którzy w zawieszeniu czekają na powrót zespołu, a o to, żeby zasygnalizować, że oto Mike za pomocą muzyki ujawnia swoje uczucia. Te, które towarzyszyły mu, gdy dowiedział się o śmierci przyjaciela. I właśnie z powodu tych emocji przelanych na papier, a później zaśpiewanych do mikrofonu wiem, że muszę wysłuchać tej płyty. Nawet, jeśli muzycznie solowy Mike nigdy nie był mi bliski.

Lady Gaga – Your Song

Wspominałam już, że Lady Gaga nigdy nie umiała trafić do mojego serca. Zainteresowała mnie dopiero albumem Joanne i myślę, że nie przez przypadek piosenki z tej płyty wydają mi się ciekawsze niż wszystko, co wypuściła wcześniej. Dzisiaj Gaga zaprezentowała swoją wersję piosenki Your Song z repertuaru Eltona Johna. Utwór jest częścią projektu zainicjowanego przez samego Eltona.

Projekt nosi nazwę Revamp i biorą w nim udział zarówno gwiazdy muzyki pop, jak i te słynące z bardziej rockowego brzmienia. Elton każdą z nich poprosił o wykonanie jednej z jego piosenek, dał dowolność w interpretacji i przyznał, że jest niezwykle ciekaw, co może powstać z piosenek, które on, i jego fani, znają tylko z jego wykonań. Lady Gadze przypadł w udziale piękny i z pewnością doskonale Wam znany utwór Your Song. Jak sobie poradziła? Bardzo dobrze!

Chvrches – Never Say Die

Szkoci są na dobrej drodze, żeby wydać jedną z najciekawszych i potencjalnie najlepszych płyt w swojej karierze. Wspominałam już kilka tygodni temu, że pokładam w materiale, jaki trafi na płytę Love Is Dead olbrzymie nadzieje ze względu na producenta, który pomagał CHVRCHES w stworzeniu tego albumu.  Greg Kurstin, bo jego mam na myśli, wyprodukował dziewięć z trzynastu kompozycji, a więc większość materiału. Czy to wystarczy, żeby Love Is Dead okazało się albumem wyśmienitym?

Na razie, po przesłuchaniu trzech utworów, stwierdzam, że… nie wiem. Nie jest, co prawda tak źle, jak w przypadku Thirty Seconds to Mars, gdzie już naprawdę nie wiem, co mogłoby się wydarzyć, żeby ten album został uratowany, ale nie mam też poczucia, że CHVRCHES mnie zaskakują. Nowe piosenki brzmią dobrze, ale efekt wow jeszcze nie został wywołany. Czekam na więcej i mam nadzieję, że dopiero się rozkręcają.