W ubiegłym tygodniu muzyczne szorty skradła wieść o nowym singlu i jednocześnie o nowej płycie Metalliki. Nie było sensu wplatać w to innych piątkowych nowości, zwłaszcza, że ta jedna, którą mam na myśli zasługiwała na większa uwagę niż dwa zdania na odczepnego. W tym tygodniu do zestawu idealnie wpasowała się wczorajsza nowość. Może to lepiej, że tak wyszło?

Dobra piosenka promująca film to element układanki, która prawidłowo poskładana daje przepis na kinowy sukces. Nie jeden film został kasową produkcją między innymi dlatego, że producent pomyślał o dobrym soundtracku i nie jeden film zyskał widzów tylko dlatego, że wykorzystano w nim dobre piosenki.

Ellie Goulding – Still Falling For You

Ellie już nie raz pokazała, że ma nosa do tworzenia świetnych utworów pod produkcje filmowe. Mało jest na świecie osób, które nie znają jej wielkiego przeboju Love Me Like You Do. Piosenka może i nie promowała najambitniejszego kina, ale w kategorii muzycznej zasługiwała na wyróżnienie. Goulding można więc śmiało zaliczyć do grona tych artystów, których indywidualne projekty często przechodzą bez echa, porównując do sukcesu soundtrackowych utworów, ale nos do dobrych kontraktów na ścieżki dźwiękowe działa bardzo sprawnie.

Singiel Still Falling For You nagrano do nowego filmu o zabawnej, nieporadnej, pogubionej i przesympatycznej Bridget Jones. Ellie pasuje tam głównie z jednego powodu – ona Angielka, film brytyjski. Początkowo byłam mocno sceptycznie nastawiona do tego nagrania. Chodziło mi głównie o to, że dostrzegam w nim jakieś dziwne próby stworzenia piosenki mającej szansę powtórzyć sukces Love Me Like You Do. Jest spokojnie, lirycznie, pojawiają się nawet podobne frazowania, żeby się odpowiednio kojarzyło.

Po tym tygodniu, który nie powiem, żeby upłynął mi na ciągłym słuchaniu Still Falling For You, z radością odkryłam, że to jedna z tych piosenek, które dojrzewają w człowieku z czasem. Mostek zrobił na mnie wrażenie już po pierwszym przesłuchaniu i czytając różne opinie wiem, że nie tylko ja spodziewałam się zupełnie innego, bardziej upbeatowego, rozwinięcia piosenki. Teraz podoba mi się już cała piosenka.

Brawa dla Tove Lo za stworzenie nowej, bardzo dobrej piosenki na ścieżkę dźwiękową. A dla Ellie brawa za trzeźwość umysłu i nie przepuszczenie okazji do utrzymania tytułu królowej soundtracków.

Florence + The Machine – Wish That You Were Here

Ellie powinna mieć się na baczności, bo pod jej nosem wyrasta mocna soundtrackowa konkurencja. Z równie niecodzienną barwą głosu, potrafiąca czarować wokalizami i pisać nieziemsko brzmiące melodie. Ellie i Florence w ogóle mają wiele wspólnego. Kontynent to jedna sprawa, ale ważniejszą jest właśnie barwa głosu. W czystej teorii, która w ich przypadku się nie sprawdza, ich głosy są na tyle charakterystyczne, że powinny być ignorowane przez duże, mainstreamowe rozgłośnie radiowe. Im udało się zrobić coś odchodzącego od normy – rozkochać w tych głosach ludzi.

Po Songs From Final Fantasy XV, nad którymi rozpływałam się dwa tygodnie temu przyszedł czas na prawdziwą piosenkę do filmu. Florence napisała utwór Wish That You Were Here do ekranizacji Osobliwego domu Pani Peregrine. Kawałek trwa prawie siedem minut i jest kolejnym dowodem na to, że Florence jest czarodziejką.

Tak, jak często jest mi bardzo trudno polubić wszystkie piosenki z albumów Florence and the Machine, tak w ostatnich tygodniach czuję się, jakbym odkrywała Florence na nowo. Mimo że Wish That You Were Here mogłoby spokojnie wylądować na albumie Machine, bo muzycznie nie odbiega od tego, do czego już nas przyzwyczaili.

W tej piosence czuć moc. W słowach, w wokalu, w melodii. Szacunek wielki dla producentów filmu za chęć zaangażowania Florence do stworzenia tego utworu. Kto inny, jak nie ona, potrafiłby stworzyć bajkowo-magiczną piosenkę do tak bardzo magicznego filmu? I niech zamilkną wszyscy ci, którzy twierdzą, że piosenka trwająca 6 minut i 45 sekund to za długa piosenka.