Niektórym płytom trzeba dać czas, trzeba się z nimi oswoić. Niektórym artystom trzeba dać szansę pokazać siebie z innej strony. Gdy jesienią ubiegłego roku Sharon den Adel, polskiej publiczności znana przede wszystkim, jako wokalistka Within Temptation, zapowiedziała premierę solowego projektu, byłam bardzo zadowolona z jej decyzji. Pierwszy singiel, tytułowe My Indigo, od razu przypadł mi do gustu, pokazując inne oblicze Sharon, ale pozostając piosenką, której nikt nie przekombinował. Niestety, co możecie pamiętać z Muzycznych szortów, im bliżej było daty premiery, im więcej piosenek było oficjalnie dostępnych w sieci, tym mniejsze było moje podekscytowanie.

Teraz, prawie miesiąc po premierze piszę o tej płycie patrząc na nią, jak na album, który miał pomóc Sharon oderwać się od codzienności, doskonale znanych jej brzmień i techniki śpiewania. Płyta My Indigo to nie jest album rewelacyjny. Bywa bardzo męczący, potrzeba do niego cierpliwości i warto go posłuchać, zostawić na jakiś czas i do niego wrócić. Ja tak zrobiłam i myślę, że moja ogólna ocena płyty na tym zyskała.

Nie mam w zwyczaju stosować się do tej zasady – posłuchaj, odłóż, wróć – przy każdej płycie z jednego powodu. Oczywiste jest, że wracając do płyty po tygodniu, miesiącu, roku i jeszcze później będziemy mieli o niej inne zdanie niż mieliśmy po pierwszym przesłuchaniu. Nie chciałam jednak skreślać My Indigo, projektu i płyty, na starcie, bo bardzo lubię Sharon i spodobało mi się, że postanowiła wydać album, który powstał, gdy chciała odpocząć od macierzystego grania. Bez presji, bez oczekiwań, dla przyjemności.

Wyszła jej płyta dość mocno pokazująca, że inspirowała się popem, topowymi artystkami i tym, co obecnie jest w muzyce modne. Czy wyszło jej to dobrze? Momentami, ale jak już wspomniałam, album jest przeładowany eksperymentami, którym zdaje się nie być końca. Można się nawet doszukać jawnych inspiracji konkretnymi artystami, np. w piosence Star Crossed Lovers słyszę Lanę del Rey.

Poza tytułowym My Indigo bardzo lubię Black Velvet Sun i Lesson Learned. Być może dlatego, że te dwie ostatnie przypominają mi Sharon z Within Temptation?