W ostatnich dniach opublikowałam króciutką listę seriali, czterech tytułów, które wracają wiosną tego roku. Na liście znalazło się uwielbiane przeze mnie w ostatnich miesiącach Fear the Walking Dead, obejrzane z Waszego polecenia w wakacje The 100 i Colony, które przyciąga mnie obsadą. Zestawienie ich w jednym tekście ma sens choćby z tego powodu, że tematycznie są w gruncie rzeczy takie same. Chwilowo jestem na bieżąco z ich nowymi odcinkami, więc mogę dać znać, co słychać u moich ulubionych bohaterów?

Muszę jednak zaznaczyć, że bardzo nie lubię oceniania serialu po obejrzeniu jednego bądź dwóch odcinków. Próbowałam zmienić to przekonanie, założyłam sobie nawet, że opublikuję artykuł o serialu Kruk. Szepty słychać po zmroku po emisji połowy sezonu, ale cały czas czułam, że nie mam pełnego obrazu historii, nie znam wszystkich zachowań bohaterów. Tamten artykuł wisi w szkicach… W przypadku Fear the Walking Dead, The 100 i Colony sytuacja wygląda inaczej. Te seriale nie są nowe, mają po kilka sezonów, znam te postaci od kilkunastu (kilkudziesięciu) odcinków. Dużą radość sprawia mi patrzenie na nie z perspektywy czasu i zastanawianie się, w jaką stronę zmierza fabuła.

Colony

Liczba sezonów: 3
Główni aktorzy: Sarah Wayne Callies, Josh Holloway, Peter Jacobson

Zawsze, gdy spoglądam na nazwiska aktorów grających główne role w Colony zastanawiam się, dlaczego ten serial nie jest popularniejszy. Zaczął od półtora miliona widzów, obecnie z trudem przekracza pół miliona. Pomijając aspekty promocyjne czy emisję na USA Network myślę, że główny powód jest taki, że podobnych seriali jest w amerykańskiej telewizji wiele. Historii, w których bohaterowie próbują przetrwać po zagładzie, apokalipsie, najeździe obcych cywilizacji, czy jak w tym przypadku, żyjąc pod okupacją. Schematy tych produkcji również są do siebie bardzo zbliżone – zawsze chodzi przecież o to, żeby nie dać się zabić, przechytrzyć wroga.

Zaczęłam oglądać Colony ze względu na Sarah Wayne Callies i Josha Hollowaya i póki oni będą grali w tym serialu, nie przestanę go oglądać. Peter Jacobson, którego pamiętam z Doktora Housa gra tutaj specyficzną rolę. Taki z niego wrzód na tyłku, który nie potrafi się zdecydować, po której chce stać stronie, z kim bardziej opłaca mu się trzymać. Wydaje się niezbyt rozgarnięty, komiczny w swoich zachowaniach, ale jest przebiegły i inteligentny.

Po obejrzeniu dwóch odcinków nowego sezonu nie czuję się zawiedziona, chociaż nie jestem też zaskoczona. Podoba mi się, że wrócono do takiej realnej ucieczki, porzucono wypasione mury partii, marmurowe wille prominentnych obywateli. Las, polowanie na zwierzynę, łowienie ryb, zakurzeni bohaterowie przemawiają do mnie zdecydowanie bardziej. Intrygują mnie też nowe postaci, które wprowadzono w drugim odcinku.

The 100

Liczba sezonów: 5
Główni aktorzy: Eliza Taylor, Marie Avgeropoulos, Isaiah Washington, Henry Ian Cusick

Moja historia zaangażowania się w ten serial ma dwie strony. Pierwsza jest taka, że to Wy kilkakrotnie polecaliście mi ten serial. Druga, która wpłynęła, gdy zaczęłam oglądać serial, to aktorzy, którzy grali główne role. Grali, bo obecnie Isaiah Washington i Henry Ian Cusick to raczej postaci drugoplanowe. Jeśli ktoś jest na bieżąco z serialem szybko dodam, że nie chcę zdradzać fabuły.

The 100, porównując do Colony, to serial trzy raz bardziej popularny. Zbiera półtoramilionową widownię, która oczywiście maleje z sezonu na sezon, ale nadal jest pokaźna. Fabularnie znów mamy do czynienia z walką o przetrwanie, ale tym razem jest to trochę bardziej skomplikowane. Jak to ujęła jedna z głównych bohaterek, w The 100 świat skończył się kilkakrotnie. Obecnie jesteśmy w momencie, w którym kilka osób przetrwało globalne ocieplenie, większość przetrwała w bunkrze, z którego nie może się wydostać, a pozostali wrócili w przestrzeń kosmiczną, w której ludzkość przetrwała po pierwszej zagładzie. Fabuła może się wydawać nieco zawiła, ale jak to w takich serialach bywa, w pewnym momencie znów chodzi o to samo, czyli żeby przetrwać – albo w obliczu zagrożenia, nad którym nie można zapanować albo w obliczu wroga, który chce nas zabić.

Był taki moment, że miałam ochotę pożegnać się z bohaterami i przestać oglądać. Trzeci sezon był naprawdę trudny do oglądania. Przesadzony, z wątkami sztucznie wydłużanymi, sprawiającymi wrażenie rozciągniętych, żeby wypełnić plan na szesnaście odcinków. Dałam jednak scenarzystom szansę i o ile czwarty sezon był nudnawy, to jego zakończenie pozytywnie nastroiło mnie na piąty sezon. Po obejrzeniu pierwszych trzech odcinków myślę, że to może być lepszy sezon od czwartego, a już na pewno dużo lepszy od trzeciego.

Na korzyść serialu zadziałało przesunięcie go w czasie o sześć lat. Wprowadzono nowe postaci, pod wpływem doświadczeń tych sześciu lat zmieniły się też cechy osobowości głównych bohaterów. Zmienił się też układ sił i do władzy doszło tzw. młode pokolenie, które jeszcze niedawno pozostawało pod kontrolą starszych. Podoba mi się kierunek, w którym scenarzyści rozwijają postaci. Fabularnie na razie zaskoczyło mnie tylko to, co dzieje się w schronie, chociaż jest to bardziej związane z tym wspomnianym nowym układem sił i dorastaniem bohaterów.

Jeśli podobnie jak ja mieliście mieszane uczucia po trzecim sezonie bądź w ogóle przestaliście oglądać ten serial, możecie śmiało rozważyć nadrobienie zaległości.

Fear the Walking Dead

Liczba sezonów: 4
Główni aktorzy: Kim Dickens, Alycia Debnam-Carey, Maggie Grace, Lennie James

Jako wielka fanka Fear the Walking Dead, a w zasadzie przemiany, jaką ten serial przeszedł od pierwszego sezonu do teraz, z czystym sumieniem ogłaszam, że czwarty sezon trzeba oglądać. W porównaniu do Colony i The 100 jest to zdecydowanie najpopularniejszy serial, ale jak wiecie jest to serial będący pochodną The Walking Dead, więc ma podwójną promocję i wyjściowo miał łatwiejszy start. Chociaż błyskawicznie stracił też widzów, ale temu zupełnie się nie dziwię – pierwszy sezon był fatalny, o czym juz pisałam.

W czwartym do obsady dołączył Lennie James, jedna z czołowych postaci The Walking Dead i, jeśli pamięć mnie nie myli, jedyna, która pojawiła się na początku serialu, zniknęła na kilka sezonów, po czym wróciła i z postaci drugoplanowej stała się główną. Lennie pożegnał się z The Walking Dead i dołączył do obsady Fear the Walking Dead, co przyciągnęło ponad dwa miliony widzów. Oczywiście to, jak scenarzyści wprowadzą jego postaci do fabuły, jaka będzie jego rola w całej historii jest interesujące, ale po obejrzeniu czterech odcinków mam wrażenie, że fani Lenniego się rozczarują.

Jego postać stała się przeźroczysta, straciła swoją wyrazistość, schowała się za głównymi bohaterami. Można byłoby powiedzieć, że to normalne, że Morgan (tak nazywa się bohater grany przez Lenniego) musi wejść w środowisko, nie od razu stanie się silną, wypływową postacią. W teorii tak, jest to logiczne i zrozumiałe. W praktyce moją uwagę zwraca inna nowa postać, a tych nowych jest w tym momencie pięć. Do obsady dołączyła Maggie Grace, aktorka, którą możecie kojarzyć z serialu Lost. Całe wieki jej nie widziałam, a tutaj wraca w ciemnych, krótkich włosach, z kamerą w dłoni i zaczyna zadawać bohaterom trudne pytania. Bardzo mnie intryguje, o wiele bardziej niż Morgan.

Oczywiście serial będę oglądała, bo uważam, że zestawiając ze sobą Fear the Walking Dead i The Walking Dead ten pierwszy wciąż potrafi zaskoczyć, ten drugi stał się przewidywalny i nudny, a jedyne czym zaskakuje to nakład pracy włożony w charakteryzację zombie.

W tym miesiącu chcę też przekonać się, jak potoczą się losy serialu 13 Reasons Why. Na blogu nie znajdziecie o nim żadnego artykułu. Czas to zmienić!