Within Temptation poznałam w 2008 roku i jeśli dobrze pamiętam stało się tak dzięki jednej z rozgłośni radiowych. Zakochałam się w płycie The Heart of Everything, później w albumie The Silent Force i od tamtej pory czekam na każdy nowy album. The Silent Force było jedną z dwóch płyt, jakie przywiozłam sobie z pierwszej w życiu wizyty w Londynie. Lata mijały, Within Temptation eksperymentowali z brzmieniem, a ja doceniałam ich starsze płyty i koncertowe zaangażowanie. W lutym tego roku wydali nowy album, Resist.

Nie miałam żadnych oczekiwań. Within Temptation zdecydowanie mają już w dorobku najlepszy album, jaki mogli stworzyć, więc nie łudzę się, że przebiją samych siebie. A zarazem wiem, że po tylu latach wspólnego grania tak naprawdę należy się cieszyć, że wciąż chcą to robić i nadal chcą się bawić muzyką, a nie nagrywać nowe wersje sprawdzonych przebojów. Na Resist trzeba było trochę poczekać, ale w gruncie rzeczy było warto.

Po Hydrze i The Unforgiving przyszło wreszcie przyjemne odświeżenie! Jak widać przerwy od wspólnego grania, jeżdżenia po świecie, muzykowania i po prostu siebie samych dobrze wpłynęły na nowe piosenki. Zanim jednak o nich, na chwilę wrócę do poprzednich płyt. The Unforgiving słuchałam naprawdę dużo, bo była to ich pierwsza płyta, jaką wydali, gdy mogłam nazwać siebie ich fanką. W przypadku Hydry od początku nie byłam zachwycona licznymi duetami i ich brzmieniem, w czym z resztą utwierdziłam się podczas koncertów – partie płytowych gości specjalnych leciały z taśmy. Jednocześnie to ta płyta dała mi możliwość zobaczenia zespołu dwukrotnie na żywo, po raz pierwszy w życiu, więc cieszę się, że się ukazała.

Gdy Sharon poinformowała, że zamierza wydać solową płytę, a później to zrobiła, zastanawiałam się, jak wpłynie to na Within Temptation. Możliwości widziałam dwie – Sharon albo zatęskni za withinowym stylem grania, albo utwierdzi się w przekonaniu, że czas poszukać nowego brzmienia. Okazało się, że sprawdziły się oba scenariusze.

Resist nazwałabym naturalną ewolucja, która musiała się dokonać. Zespół już od lat nie ukrywał, że szuka na siebie pomysłu, próbuje zmienić brzmienie. Efekty były różnie, ale Resist nazwałabym płytą lepszą od Hydry i mniejszym zaskoczeniem niż The Unforgiving, dobiciem do brzegu, którego przez przynajmniej pewien czas, będą się trzymali.

Jesienią ubiegłego roku Within Temptation zagrali dwa koncerty w Polsce. Cała europejska trasa miała pierwotnie promować nową płytę, ale jej premierę przesunięto na luty, więc koncerty były dobrą okazją, żeby wybadać formę Holendrów. Relację z poznańskiego koncertu publikowałam tutaj. Gdy Within Temptation grali w Europie, w sieci zaczynały się pojawiać kolejne single z nadchodzącej płyty, ale jeszcze wtedy większość utworów, które zdecydowali się grać było nowościami. Tak poznałam Supernova, utwór o niezbyt oryginalnym tytule, który okazał się jedną z najciekawszych piosenek na płycie!

To utwór, w którym słychać przebłyski starego Within Temptation, ale nowe jest zdecydowanie na pierwszym planie. Słychać to też w Mad World czy Holy Ground. Oczywiście jest w tym dużo elektroniki, której na starych, bardzo przeze mnie lubianych płytach zespołu, nie było. Oczywiście, że Sharon nie śpiewa już tak, jak dawniej – czemu się nie dziwię, bo wszystko ma swoje granice, głos też się niszczy, a prześpiewanie całego koncertu w sposób charakterystyczny np. dla albumu Mother Earth byłoby bardzo męczące. Natomiast jeśli ktoś chciałby upierać się, że ten zespół zupełnie pozbył się swoich dawnych, charakterystycznych elementów, kłóciłabym się.

Myślę, że wieloletni fani Within Temptation, którzy przeżyli duży szok słuchając The Unforgiving i mają w głowie utwory z poprzedniej płyty, powinni przyjąć ten album z ulgą. Jako album udany, dający nadzieję na to, że Holendrzy nie odłożą prędko instrumentów na haczyk. Ja podchodziłam do tej płyty ostrożnie. Po koncercie pamiętałam, że spodobała mi się Supernova oraz że zupełnie nie mogłam się skupić na utworze Raise Your Banner, który otwierał show a dla mnie był zupełnie nieznaną piosenką (nie lubię takich nieznanych mi otwieraczy). Po przesłuchaniu całości dochodzę do wniosku, że póki nadal grają stare kawałki, a to robią, a w nowej muzyce słyszę zamysł, pomysł i udaną realizację, jestem na tak.

Szanuję zespoły, które potrafią, pomimo różnych trudności, grać ze sobą tyle lat i nadal chcą eksperymentować, rozwijać się, bawić się graniem. Szanuję, że Within Temptation mają na siebie pomysł i konsekwentnie go realizują.