Muzyczne szorty #148: Freya Ridings, Holly Humberstone, Hilary Duff i Katy Perry

Halloween już dawno za nami, ale mam wrażenie, że przynajmniej dwie z czterech bohaterek Muzycznych szortów #148 są miłośniczkami tego święta. Skąd ten pomysł? Ich nowe single doskonale pasowałyby na imprezę pełną tajemnic, sztucznych pajęczyn i mrocznych rozmów. Do ich grona dołączają miłośniczki popowych melodii, tych które zapadają w pamięć i komponowane są z myślą o czołówkach list przebojów. O kim tym razem? Z nowym utworem wraca Freya Ridings, Holly Humberstone, Hilary Duff i Katy Perry. Mieszanka wybuchowa? Zdecydowanie, ale też cztery piosenki warte uwagi!

Freya Ridings – Wicker Woman

Jeśli miałabym wskazać jedno niespełnione koncertowe marzenie 2023 roku byłoby to ominięcie trasy koncertowej, w którą Freya Ridings wyruszyła promując drugi solowy album, Blood Orange. Postaram się nie zmarnować okazji, gdy już wyda trzecią płytę, jaką właśnie zapowiedziała singlem Wicker Woman. Freya zawsze miała w sobie jakiś mroczny pierwiastek, który kryje się w jej niskim, głębokim głosie. Pasuje więc do tajemniczych, odymionych kompozycji jak Wicker Woman, który zdaje się być – nieco analogicznie do nowej studyjnej płyty Florence + The Machine – muzyczną formą wyzwolenia. Odważna Firings, kobieca, ale wciąż urzekająca wokalem!

Produkcyjnie zadbano o to, żeby utwór nie był bardzo daleki od przebojów, które rozsławiły Angielkę. Jest radiowo, jest dynamicznie, można wyczuć, że mamy do czynienia z nowością od Ridings, co nie pozostaje bez znaczenia, gdy jesteś autorką przebojów z ponad 400 i 200 milionami odtworzeń na Spotify. Życzę jej, żeby nowy singiel przyjął się choćby w połowie tak dobrze, jak utwór Castles z 2019 roku.

Holly Humberstone – Die Happy

Do wydania drugiej studyjnej płyty przygotowuje nas też Holly Humberstone, druga Angielka w tych Muzycznych szortach. Holly na moment wycofała się ze światła reflektorów, a teraz po dwóch latach wraca z baśniową opowieścią o miłości, dla której, dzięki której i w imię której warto umrzeć. Jeśli ktoś pamięta jej debiutancki album Paint My Bedroom Black z 2023 roku ten wie, że Humberstone lubi romanse z gotyckimi inspiracjami, łączenie mocniejszych riffów z popową estetyką. Singlowi Die Happy blisko do tego, do czego zdążyła już przyzwyczaić.

Hilary Duff – Mature

Informacja o tym, że Hilary Duff podpisała muzyczny kontrakt z jedną z największych wytwórni płytowych na świecie, Atlantic Records, był tak szeroko komentowany, że trudno było nie wrócić wspomnieniami do jej muzyki. Od premiery ostatniej płyty minęło w tym roku dziesięć lat, więc tym bardziej fani Duff, i popowej sceny amerykańskiej, zacierali ręce. Czy było warto? Zdecydowanie, przede wszystkim dla tej drugiej grupy, która może szukać w singlu Mature wszystkiego, co we współczesnym popie dobre.

Może ciut za mało w tej piosence wyrazistości i stylu, który mógłby wyróżnić Hilary na tle innych artystów. Co zarazem pozwala poddać w wątpliwość, jak bardzo jest to piosenka napisana dla niej, a jak bardzo wyjęta z szuflady i przepisania pod jej potrzeby. Trzeba jednak pamiętać, że Duff miewała lepsze i gorsze płyty, i zawsze bazowała na połączeniu popu z rockiem, co było domeną artystek-aktorek śpiewających na początku lat 2000. Wraca robiąc dokładnie to samo, jednocześnie już teraz zaliczając jeden z najciekawszych powrotów ostatnich lat. A to przecież dopiero początek!

Katy Perry – Bandaids

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie informacja, że Katy Perry ma przygotowany nowy singiel! Rozkochana w niej po dwóch październikowych koncertach (w Londynie i w Krakowie) nie potrafię obiektywnie ocenić utworu bandaids, ale myślę, że nie jestem odosobniona w radości wynikającej z tego, że Katy przestaje być “artificial”. Jej ostatni studyjny album był mocno krytykowany za sztuczność wizualną i tematyczne niedopasowanie do współczesnych realiów, a zarazem pozwala jej zagrać jedną z największych popowych tras koncertowych tego roku. A to rozbudziło w wielu fanach wspomnienia z czasów Teenage Dream czy Prism. Pływanie na fali nostalgii powoli przemija, ale potrwa wystarczająco długo, żeby Perry udało się włożyć stare jeansy i biały t-shirt – kto był fanem Teenage Dream ten pamięta! – i zawalczyć o listy przebojów.

Po zajawkach utworu miałam cichą nadzieję, że muzycznie będzie to bardziej surowa, mniej komputerowo wyprodukowana piosenka. Chciałam dużej zmiany względem tego, co ukazało się na albumie 143, oddechu. Nie do końca to dostałam, ale jeśli bandaids, tak jak śpiewa Katy, to pożegnanie z wielką miłością, czyli most pomiędzy ostatnim albumem, a tym miejmy nadzieję, nadchodzącym w 2026 roku, wszystko zdaje się mieć sens. A ja będę się cieszyła, że Perry zdjęła zbroję!