Właśnie mija dziesięć lat od dnia, w którym w sieci pojawiła się strona Paramore-Music.com. Gdy ją zakładałam miałam 16 lat, zaczynałam liceum i poza marzeniami miałam też wielką wiarę w to, że strona, którą otwieram będzie fantastyczna. Te dziesięć lat temu wirtualny świat wyglądał trochę inaczej, rządził się innymi prawami, ale pod wieloma względami był taki sam. Byli ludzie pełni pasji i ludzie pełni negatywnych emocji, lubiący podcinać innym skrzydła. Bardzo rzadko piszę tutaj takie sentymentalne, wspominkowe, osobiste teksty, ale ta mijająca dekada to dobra okazja, żeby opowiedzieć o marzeniach.

Dziesięć lat temu było zdecydowanie więcej stron fanowskich niż teraz. Wtedy, gdy było się czyimś fanem zakładało się o nim stronę i spędzało całe godziny wyszukując informacji, publikując je u siebie, rozmawiając z innymi fanami i marząc o spotkaniu ze swoim idolem. Pójściu na koncert, premierę filmu… Media społecznościowe, te których używamy dzisiaj albo nie istniały, albo służyły do innych celów. Dopiero kilka lat później zrobił się boom na przenoszenie stron na cudze platformy i gromadzenie fanów, serduszek i udostępnień.

Dziesięć lat to szmat czasu. Nie chodzi tylko o to, że teraz artyści inaczej promują swoją twórczość, a prowadzenie stron fanowskich w dużej mierze oznacza publikowanie sprawdzonych informacji, a nie kilka tygodni spekulacji, domysłów i wyczekiwań. Dziesięć lat temu byłam nastolatką, która bardzo wierzyła we wszystko, co robi i jeszcze bardziej przeżywała, gdy ktoś napisał jej, że na pewno jej się nie uda, bo są już inni, którzy robią to lepiej. A poza tym jestem głupia, brzydka i gruba. Zawsze byłam ambitna i akurat to zostało mi do dzisiaj.

Początki Paramore-Music.com nie były łatwe, bo strona powstała na gruncie niezadowolenia ze wcześniejszej, nie do końca udanej współpracy z autorem innej strony właśnie o Paramore. Efekt był taki, że przez pierwsze dwa lata atmosfera w komentarzach na stronie była taka ciężka, że w pewnym momencie się poddałam. Wtedy opiekę nad stroną przejęły osoby, którym chyba nigdy nie podziękowałam za to, że to zrobiły. A jeśli podziękowałam wtedy, teraz dziękuję jeszcze raz.

Nie wiem, czy przez pół roku stałam się silniejsza czy bardziej zaczęłam stosować się do zasady: miej wyjebane, a będzie ci dane… Cokolwiek się nie wydarzyło uznałam, że trzeba spróbować wdrożyć w życie pierwotny plan. Zbudować stronę od nowa bazując na treściach w języku angielskim. Od samego początku był taki plan, ale dobrym momentem okazała się wakacyjna wizyta Paramore w Europie w 2011 roku. Odnowiłam stare kontakty, ustaliłam szczegóły i podjęliśmy decyzję, że po powrocie z Czech, po spotkaniu z Paramore i przeprowadzeniu z nimi wywiadu, wystartujemy z odświeżoną wersją strony. Ta historia jest dłuższa, warta opowiedzenia, ale może w innym poście.

W wakacje 2011 roku Paramore-Music.com zaczęło być stroną, która przez kolejne lata rosła w siłę i pomogła mi spełnić jeszcze kilka marzeń. Chociaż ten pierwszy wywiad z Paramore nie był moim marzeniem. Nigdy nie marzyłam o tym, żeby go przeprowadzić. Marzyłam, żeby pójść na ich koncert, ale wywiad sprawił, że mieliśmy otwarte drzwi do tego, żeby przedstawić Paramore-Music.com ludziom z całego świata. Od tamtej pory stronę zaczęło odwiedzać coraz więcej osób. Najwięcej było ich w 2013 roku, gdy na fali popularności zespołu strona tętniła życiem, a na maila przychodziły coraz to ciekawsze oferty współpracy.

Po co o tym piszę? Dzisiejsza rocznica skłoniła mnie do przemyśleń na temat pasji, zaangażowania, ciężkiej pracy i marzeń. Marzyłam, żeby stworzyć rzetelne, interesujące i przyjazne miejsce dla fanów Paramore z całego świata. Zaangażowałam się w to całym sercem, z większą i mniejszą pomocą wielu utalentowanych osób. Pracowałam nad tym projektem wiedząc, że to nie do końca jest coś, co może przerodzić się w główne źródło utrzymania.

Dziesięć lat temu nie zakładałam, że Paramore-Music.com przetrwa dziesięć lat, ale te dziesięć lat pokazało mi, że jeśli się czegoś chce, można to osiągnąć. Potrzeba czasu, pracy, pomysłu, zaangażowania, dobrych ludzi wokół i szczęścia. Ono jest w tej układance ważne, ale ten przełomowy wywiad z Paramore z 2011 roku nie wydarzyłby się, gdyby te wszystkie elementy nie złożyły się w całość. Wiem, że w oczach wielu ludzi prowadzenie stron fanowskich to zabawa, strata czasu i pieniędzy. Ja patrzę na to z innej perspektywy.

Prowadzenie strony fanowskiej to pasja, hobby, forma spędzania wolnego czasu, która wiążę się z poznawaniem nowych ludzi, ciągłym rozwojem umiejętności. To taki mały poligon ćwiczeniowy z dziennikarstwa, promocji, marketingu, języków obcych, grafiki, programowania, edycji, mediów społecznościowych, geografii i relacji międzyludzkich.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego postanowiłam o tym dzisiaj napisać. Przez prawie siedem lat nie przyznawałam się do tego, że Paramore-Music.com jest stroną tworzoną przez fanów z Polski. Nie wstydziłam się tego, ale pamiętałam niemiłe komentarze z początków istnienia strony i nie chciałam, żeby wróciły. Chcę, żeby wszyscy o tym wiedzieli! Teraz, nawet gdyby ktoś chciał mi napisać, że ta strona nie ma sensu i jest wiele innych, mogę mu powiedzieć, żeby spadał, bo przez 10 lat realizowałam dzięki niej swoje małe, fanowskie marzenia. Dziękuję osobom, które mi w tym pomogły i przepraszam tych, których w jakikolwiek sposób uraziłam.

Morał tej historii powinien być taki, że nie warto się poddawać. Gdyby jutro Paramore ogłosili, że kończą karierę, gdyby jutro ktoś wyłączył internet, już zawsze będę mieć w głowie myśl, że stworzyłam najbardziej rozpoznawalną stronę internetową o Paramore na świecie. Być może ktoś uzna teraz, że się chwalę i że nie wypada używać takich słów mówiąc o własnych projektach, ale dlaczego nie? Fakty są takie, że Paramore-Music.com stało się marką, rozpoznawalną, silną, przyciągającą tysiące ludzi. To mega uczucie, które wywołuje uśmiech na mojej twarzy w momentach, w których tracę wiarę w siebie, swoje możliwości i ludzi.

Podobne Posty