Zacznijmy od tego, że nic nie musisz. Zwłaszcza, jeśli nigdy nie oglądałeś tego serialu i nie zamierzasz, bo uważasz go za jeden z najbrudniejszych, najbardziej odrażających seriali w historii amerykańskiej telewizji. Ale jeśli dziś zamierzasz zarwać noc czekając na pierwszy odcinek siódmego sezonu to mam dla Ciebie listę 7 rzeczy, które musisz wiedzieć przed dzisiejszą premierą The Walking Dead. 

 1. Czekałeś na ten dzień od kwietnia

Skoro już tyle czekałeś to go doceń. Żyjemy sobie w takich fajnych czasach, że seriale możemy oglądać wtedy, kiedy mamy na to ochotę i czas. Z opcjami VOD i innymi dobrodziejstwami nie trzeba zarywać nocy, żeby obejrzeć premierowy odcinek w momencie premiery. Choć oczywiście można, co umożliwia FOX emitując nowy, pierwszy odcinek sezonu w noc z niedzieli na poniedziałek, o 3:30.

A więc skoro już czekałeś na nowy odcinek pół roku to ciesz się jego premierą, jak tylko możesz. Wyłącz telefon, odłącz domofon. Internet też wyłącz, jakby Cię kusiło, żeby sprawdzić, co akurat robią znajomi. Z zombi nie ma żartów, a ze złymi ludźmi już w ogóle ich nie ma.

2. Dwa najdłuższe odcinki w historii

Nie telewizji, tylko w historii serialu The Walking Dead. Premierowy będzie o sześć minut dłuższy od regularnej długości odcinka, a drugi łącznie z reklamami ma potrwać 76 minut, czyli bez reklam można się spodziewać jakiejś godziny serialu. Mając na uwadze fakt, że The Day Will Come When You Won’t Be i The Well zapowiadane są na dwa najbardziej krwawe, premierowe odcinki, pokazujące siłę Negana w całej jego krasie, sporo tej krwi zostanie przelane. Fajnie, że wreszcie nie podwójny i nie ostatni odcinek dostaje ekstraminuty!

3. Wreszcie poznasz Negana

Fajnie, co nie? Kreowany na najstraszniejszego ze strasznych. Najbardziej brutalnego bohatera, jaki kiedykolwiek pojawił się w The Walking Dead. Przekornie powiem: się zobaczy. Z tymi najgorszymi różnie w serialach bywa. Jasne, że jego postura, wzrok szaleńca i ten kij bejsbolowy owinięty drutem kolczastym, czy jak kto woli kolczasta maczuga, który trzyma na każdym zdjęciu zapowiadającym ten sezon budzą grozę. Ktoś w końcu musi być tym złym!

4. Wiadomo, że ktoś zginie

Bo ktoś umiera w każdym sezonie. Tutaj nie będzie wyjątków, a w długotrwałe uszczerbki na zdrowiu scenarzyści bawią się niezwykle rzadko. Tylko nie mów, że wystarczy przeczytać komiks, żeby wiedzieć, kogo uśmiercą. To tylko teoria!

W praktyce wprowadzają przecież postaci, których w komiksie nie było. Z resztą, nie do końca chodzi tu o to, kogo zabiją, tylko o sposób, w jaki zostanie to pokazane. Brutalność to jest ten element The Walking Dead, który odgrywa kluczowe znaczenie. I przecież zawsze ma być formą zaskoczenia…

5. Będzie wielu nowych bohaterów

Tak sobie przeszłam przez te sześć pierwszych sezonów i doszłam do wniosku, że najczęściej miałam w nosie nowych bohaterów. Żyli sobie poukrywani w tych prowizorycznych, jak się potem okazywało, osadach i udawali, że życie za murami chroni ich przed niebezpieczeństwem nowego świata. Niebezpieczeństwem za które uważali z resztą tylko zombie. Było raczej oczywiste, że dziewięćdziesiąt procent z nich zginie przed końcem sezonu. Tak ich konstruowano.

Tymczasem oglądam ten niby najbardziej trzymający w niepewności, ostatni odcinek szóstego sezonu i przed moimi oczami ukazuje się człowiek na koniu, w zbroi rycerza. A potem koleś w dredach wspierany przez ryczącego tygrysa. Zaczęłam się śmiać, mimo że Negan machał już tym swoim kijem.

Jestem bardzo ciekawa bohaterów The Kingdom, Ezekiela i nawet tego cudnej urody tygrysa. Wreszcie na raz pojawia się wiele silnych, mocnych charakterem postaci. A nie matki dzieci, ojcowie mniej męscy od nastoletniego Carla i osady udające, że nic się nie stało.

6. Zawsze chodzi przecież o to samo

O przetrwanie. Taki to serial, że nie chodzi w nim o sadzenie marchewek, zarabianie kokosów i wydawanie kapusty. Wiem, że niektórym taka powtarzalność wydaje się nudna. Ciągła walka o życie z przypadkowo napotkanymi na drodze ludźmi. Ciągłe zakładanie nowych osad, a potem rezygnowanie z nich w dramatycznych okolicznościach.

Sęk w tym, że okoliczności nigdy nie są dokładnie, kropka w kropkę takie same, a postaci z każdym odcinkiem się zmieniają. Wystarczy sobie przypomnieć Ricka na początku tego serialu. Nie wiem, na czym polega fenomen The Walking Dead, ale gdybym miała stworzyć listę powodów, dla których warto oglądać ten serial to wymieniłabym na niej sposób prezentacji bohatera pokazujący, jak człowiek szybko potrafi przystosować się do świata.

7. Będzie 8 sezon

Jakoś tak milej ogląda mi się serial ze świadomością, że nawet, jeśli coś poszło nie po mojej myśli to może da się to odkręcić w kolejnym sezonie. Potwierdzono już prace nad ósmym sezonem The Walking Dead zapowiadającym tym samym, że serial doczeka się setnego odcinka!

Tak sobie myślę, że oglądając te wszystkie fajerwerki w siódmym ciężko będzie nie mieć z tyłu głowy pytania: to co wymyślą z okazji 100 odcinka?

Podobne Posty