Studenckie życie jest mi momentami tak obce, że aż się dziwię, że wybrałam się na Juwenalia. Byłam tam, co prawda, dopiero dwa razy w życiu, ale i tak wiem, że tylko dobry line-up jest mnie w stanie tam zaciągnąć. W tym roku była to Brodka i LemON, a tekst dotyczy, oczywiście, juwenaliów w Poznaniu.

Nie zrozumcie mnie źle. Wiem, że student to nie tylko chlanie, inne używki i doznania cielesne, ale Juwenalia z tym pierwszym kojarzą się mocno. W dodatku to przecież forma festiwalowa, a ona zdecydowanie nie jest moją ulubioną, więc tym bardziej nigdy mnie tam nie ciągnie.

Poznańskie Juwenalia przypadają w niewdzięcznym okresie pewnego festiwalu, w pewnym nadmorskim mieście naszego malowniczego kraju. Mocno zawęża to listę potencjalnych zainteresowanych graniem dla studentów. W tym roku, drugiego dnia, na scenie najpierw zjawił się LemON. Wcześniej byli inni, ale nie miałam przyjemności ani ich oglądać ani tym bardziej słuchać.

To chyba pierwszy raz, gdy w ogóle wspominam tutaj o LemONie. A jakby nie patrzeć od kilku lat jest to czołowa grupa na naszym rynku muzycznym. Znam ich twórczość z radia, które podobnie jak telewizyjne festiwale uwielbiam obserwować łapiąc panujące obecnie trendy w naszej krajowej muzyce. Przesłuchałam najnowszy album grupy, ale upewnił mnie on jedynie w przekonaniu, że taka forma liryczności zmieszana z depresyjnością to nie jest moja bajka. Chociaż doceniam charyzmę Igora, show które niewątpliwie potrafi zrobić. Podczas występu LemON miał też świetne oświetlenie, które, jak to z oświetleniem bywa, można było docenić dopiero, gdy  zaczęło się ściemniać…

W przypadku Brodki mam większe pole do porównań, bo widziałam ją z setem inspirowanym albumem Clashes już dwukrotnie. I powiem Wam, że o ile doceniam przygotowanie wczorajszego koncertu w bardziej juwenaliowej konwencji – pomieszanie repertuaru, dodanie skocznych kawałków, to jednak wolę Monikę w bardziej dopracowanej wersji. Na Męskim Graniu, czy nawet podczas debiutanckiego koncertu z Clashes na Spring Break, bardziej czułam brodkowy klimat. Ale taki urok imprez dedykowanych! Ludziom zdecydowanie bardziej podobał się jej występ, obserwowało go też znacznie więcej ludzi, co nawet mnie zaskoczyło, bo wydawało mi się, że to LemON bardziej trafia do studentów. Mój błąd!

Łapcie fotorelację 👇

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.