Jak miło spędzić niedzielne popołudnie korzystając z tego, że majowa zima zamieniła się w majowe lato? Najlepiej wybrać się w przyjemne miejsce, ze świetnymi ludźmi i posłuchać dobrej muzyki. Krzysztof Zalewski już na stałe wpisał się w tematykę tego bloga i naprawdę mi z tym dobrze. Tym razem będzie krócej niż zwykle, ale za to bardziej obrazowo!

Krzysztof zagrał w Poznaniu w charakterze gościa specjalnego eliminacji do nadchodzącego festiwalu w Jarocinie. Impreza odbyła się pod szyldem Jarocińskie Rytmy Młodych w KontenerART nad Wartą. Naprawdę przyjemna miejscówka. Zarówno dla tych, którzy lubią poimprezować na łonie natury, jak i dla tych, którzy niekoniecznie są fanami szaleństw pod gołym niebem.

Krzysztof Zalewski 14 maja 2017 KontenerART Poznań

Koncert zapowiadano, jako solo act, czyli Zalewski w roli multiinstrumentalisty, uprawiający multitasking. Pierwszy raz widziałam Zalewskiego w takiej odsłonie we wrześniu ubiegłego roku podczas trasy koncertowej Spragnieni Lata. Wtedy album Złoto nie był nawet zapowiedziany, a Krzysztof popisywał się umiejętnościami robienia kilku rzeczy na raz.

Mam o tym takie sobie zdanie, czyli mieszane uczucia

Wspominałam już o moim podejściu do koncertowego multitaskingu publikując relację z poznańskiego, klubowego koncertu Krzyśka. Odsyłam do tamtego tekstu – tutaj. Wczoraj stanęłam, dosłownie, oko w oko z solo actem i zdania nie zmieniłam. Uwielbiam muzykalność, twórczość Krzyśka, ale wolę go grającego w towarzystwie zespołu. Może to tylko moje wrażenie, może fenomen człowieka orkiestry powinien to rekompensować, ale ja nie umiem pozbyć się wrażenia, że chaotyczność solo actów odbiera trochę piękna muzyki.

Wcale nie jest łatwo zapanować nad każdym instrumentem, być sobie sterem, masztem i okrętem i okiełznać elektronikę, która jak wiadomo jest czymś niesamowicie perfidnym i wrednym. Oczywiście Zalewski daje sobie z tym radę, zagrał świetny, bardzo energetyczny koncert, ale ja widziałam go już w towarzystwie zespołu i wiem, że może być mniej chaosu. Ot tak, po prostu.

Ale żeby nie było, że tylko narzekanie, teraz będzie o samych pozytywach

Muzyka fantastyczna, piosenki z płyty Złoto jeszcze mi się nie znudziły, w czym ten koncert tylko mnie upewnił. Zaskoczyła mnie też publiczność, która była bardzo entuzjastyczna. Darmowe imprezki pod chmurką mają to do siebie, że ludzi szybko irytują opóźnienia, niedziałający sprzęt. Mają często większe oczekiwania niż mieliby, gdyby zapłacili za bilet… Dziwne, co nie? Nie wiem, jak atmosfera miała się na tyłach, ale w pierwszych rzędach było naprawdę fantastycznie!

To było bardzo przyjemne niedzielne popołudnie. Po cichu liczę, że Zalewski dołączy do składu tegorocznego Męskiego Grania. W sumie przez ostatnie dwa lata zawsze się w jakiejś formie na tym festiwalu pojawiał, w tym roku ma ku temu solidny powód, czyli fantastyczną płytę Złoto, której chętnie posłuchałabym jeszcze raz w wersji full band.