Gdy dwa tygodnie temu po raz pierwszy pisałam tekst, jakże modnie nazwany, Muzyczne szorty #1 zastanawiałam się, ile tekstów o tym samym tytule jeszcze się tu pojawi i jak szybko znudzi mi się robienie takich mini recenzji. Wczoraj wieczorem sama siebie zaskoczyłam zdając sobie sprawę, że oto zbliża się kolejny piątek z nową muzyką, o której warto byłoby coś napisać. 

Więc oto i są cztery króciutkie recenzje świeżynek, nowinek, na które powinniście zwrócić uwagę. Interesujące są z naprawdę rozmaitych powodów, ale o tych powodach niżej.

JoJo feat. Wiz Khalifa – Fuck Apologies

Zaraz minie rok od tekstu, w którym rozpływałam się nad pomysłem wydania trzech singli jednego dnia. Piosenki miały być tzw. buzz singles zwiastującymi nowy, naprawdę długo wyczekiwany album JoJo. Dziewczyna swoje z wytwórniami przeszła, w międzyczasie wypuściła parę obiecujących utworów, ale tego właściwego singla wciąż nie było. Ale oto i jest – Asia wraca w towarzystwie Wiza Khalify we wspólnym utworze Fuck Apologies. 

Piosenka zapowiada płytę Mad Love, która ukaże się 14 października i sądząc po singlu będzie ukłonem w stronę współczesnej muzyki pop. Brzmieniem nie zanosi się na drastyczną zmianę poglądów, mimo upływu ponad dziesięciu lat od poprzedniej pełnoprawnej płyty. Chociaż chyba można liczyć na dobre ballady, bo buzz single pokazały, że i na takie utwory jest pozwolenie. Widać, że wytwórnia tak zainwestowała w promocję zatrudniając Khalifę, ale piosenka i bez niego powinna się wybronić. Pytanie tylko, czy mainstream chętnie by ją dostrzegł? A szansę na czołowe miejsca na listach przebojów są spore. To kawałek naprawdę wdzięcznej popowej roboty, z wpadającym w ucho refrenem, kilkoma wokalnymi popisami JoJo i ładnym teledyskiem. Warto było czekać!

Kenny Chesney feat. P!nk – Setting the World on Fire

Uwielbiam głos P!nk w towarzystwie gitary akustycznej. Pokazuje się wtedy jej ciekawa, charakterystyczna barwa pozbawiona komputerowych ozdobników, jakie towarzyszą jej na solowych albumach. Czekałam na duet Kennyego z P!nk po cichu licząc na piosenkę zbliżoną stylistycznie do duetu You + Me. Niestety Chesney to nie Green.

Wyszło bardzo przeciętnie, powiedziałabym, że mocno klasyczne to połączenie popu z muzyką country. Mnie nie powaliło, niestety, a wręcz trochę rozczarowało. Nie ma w tej piosence zaskoczeń, no chyba, że zaskoczeniem nazwiemy to mocno popowe właśnie wykończenie. Szkoda!

Taco Hemingway – Wosk

Po poznańskim koncercie mam wciąż bardzo mieszane uczucia, co do mojego zainteresowania Taco. Na palach jednej ręki potrafię policzyć teksty, które przypadły mi do gustu, ale za to bardzo mi się podoba jego podejście do popkultury, pomysł na sprzedawanie muzyki – a wręcz jej rozdawanie – i dbanie o fanów. Nie chce pisać, że EP-ki Wosk warto posłuchać, bo gościnnie śpiewa na niej Dawid Podsiadło. To kiepski argument. Wdzięczny, zabawny, ale kiepski.

Warto jej posłuchać dla tekstu w kawałku Koła i tego w BXL. Nie potrafię stwierdzić, który podoba mi się bardziej. Jeden nawiązujące do poprzednich publikacji Taco, jego obecnego życia i pracy zawodowej. Naturalnie napisany jest z jajem i dużym dystansem, także ze strony pana Podsiadło. Drugi osadzony jest w rzeczywistości, choć przedstawiany z perspektywy Taco. Ściągnijcie EP-kę, lub posłuchajcie poniżej. Warto!

The Chainsmokers feat. Halsey – Closer

Mówiło się o tej współpracy od dłuższego czasu. Zdaje się, że The Chainsmokers wykonali już Closer w towarzystwie Halsey w zeszłym miesiącu, ale ja wolałam poczekać na studyjną wersję i usłyszeć wszystko to, nad czym pracowano w studiu. Uwielbiam barwę głosu Halsey i po raz pierwszy słuchając Closer pomyślałam, że w tej piosence brzmi niezwykle dziewczęco. Dla Halsey może to być nowe określenie, bo na solowych piosenkach brzmi raczej zadziornie i buntowniczo.

Tymczasem tutaj zanosi się na nowego pretendenta do hitu lata, przynajmniej w pewnych kręgach. Oczywiście jest popowo, z ukłonami w stronę współczesnych trendów elektronicznych, z zabawną melodyjką, która wkręca się w głowę. O ile w przypadku Fuck Apologies to JoJo niesie całą piosenkę na swoich barkach, o tyle tutaj to Halsey odwala kawał dobrej roboty i spokojnie mogłaby nagrać Closer sama.