Film Kamper zapowiadano, jako obraz o współczesnych trzydziestolatkach, których każdy z nas doskonale zna. Po takiej zapowiedzi momentalnie pojawia się w głowie pytanie o definicję współczesnego trzydziestolatka, bo przecież każdy ma inną. Po obejrzeniu zwiastuna uznałam, że jest to film z gatunku tych przyjemnych, w dodatku według opisu komediowy. A do wybrania się do kina przekonali mnie aktorzy – Piotr Żurawski i Marta Nieradkiewicz.

Lubię chodzić do kina na polskie filmy, jeśli aktorzy nie odgrywają tej samej roli powtórnie. Wiecie, taka rola życia powtarzana w serialach i filmach aż do znudzenia… Piotra najszybciej skojarzyć można z rolą Żyda, bo faktycznie nie raz się w nią wcielał, ale był też żołnierzem w Karbali. Jeśli chodzi o Martę to zaintrygowała mnie rolą w Pakciegdzie grała u boku Dorocińskiego. Tutaj wcielili się w małżeństwo, na pozór szczęśliwe.

Głównym motywem filmu są gry komputerowe, do których nawiązuje ciekawie zrobiona czołówka. Zwróciła moją uwagę i wywołała lekki uśmiech na twarzy nawiązując do starych gier. Później wchodzimy w świat gamerów jeszcze głębiej, poznając ich żargon i żarty, które mogą być nie zrozumiałe dla tych, którzy nie odróżniają Xboxa od Playstation. Podobnie jest z tytułem filmu, który nie zostaje wyjaśniony i, jak czytałam na forach, ludzie w ciemno szli do kina na film o… podróżowaniu. Nie robiąc spoilera, ale uchylając rąbek tajemnicy zdradzam, kim jest główny bohater filmu:

Kamper to określenie kogoś, kto grając w sieci chowa się i strzela z ukrycia

Warto to wiedzieć, bo na głównego bohatera wszyscy znajomi mówią właśnie tak, Kamper. W rzeczywistości ma na imię Mateusz, pracuje jako tester gier komputerowych i ma śliczną żonę Manię, która zawodowo chciałaby zajmować się gotowaniem. Film rzeczywiście ma w sobie dużo humoru, ale za tymi zabawnymi scenami kryje się to, czego wszyscy uwielbiamy doszukiwać się w filmach – drugie dno, czyli zawiłość relacji Kampera z żoną oraz ich odmienne oczekiwania od życia.

Żurawski i Nieradkiewicz poradzili sobie w tych rolach naprawdę nieźle, chociaż bywały momenty, w których wątki bez akcji niepotrzebnie trwały tak długo. Wynagradzały to jednak zabawne parodie, zrobione naprawdę ze smakiem – dosłownie i w przenośni. Scena w telewizyjnej kuchni to najprawdopodobniej najlepsza scena z całego filmu! Jacek Braciak zagrał fenomenalną rolę i choćby dla niego warto było ten film obejrzeć! Ciekawe, jak pierwowzór jego postaci postrzega siebie w takiej wyraźnie karykaturalnej odmianie.

Jeśli chodzi o Żurawskiego i Nieradkiewicz to ciekawie było oglądać ich w rolach lżejszych niż te, do których się przyzwyczaiłam.

Ona stała się uosobieniem stereotypu kobiety odpowiedzialnej i dojrzałej, której już nie bawią żarty męża i która ma silną potrzebę stania na własnych nogach. On stał się uosobieniem wiecznego chłopca, co postanowiono zobrazować poprzez zamiłowanie do gier komputerowych, któremu niby dobrze jest tak, jak jest, ale gdy się nad tym głębiej zastanowi chciałby coś zmienić. Tylko, że średnio mu się tak naprawdę chce. Stan dobrze znany wielu ludziom, bez względu na wiek.

Po obejrzeniu filmu nie jasna pozostaje dla mnie głębokość relacji między Mateuszem i Manią. Patrząc na ich mieszkanie, zapchane rozmaitymi przedmiotami, można uznać, że mieszkają razem długo. Sam film też sugeruje, że nie pobrali się wczoraj, ale ja chciałabym wiedzieć, czy ich odmienne życiowe pragnienia związane są ze zbyt pochopną decyzją o wspólnym życiu, czy to kwestia skonfrontowania się z rzeczywistością.

Mam też wątpliwości, czy to film o współczesnych trzydziestolatkach, czy po prostu film o ludziach, którzy w pewnym momencie życia dochodzą do wniosku, że jest im nie po drodze. A to może nas spotkać i przed i długo po trzydziestce.