Tak, mam słabość do infantylnych, lekkich i najprościej mówiąc sympatycznych filmów z uroczymi zwierzętami w roli głównej. Do Paddingtona tym bardziej, bo jego przygody rozgrywają się w Londynie, a że miasto to nie jest mi obce, przyjemnie popatrzeć na znane miejsca z innej perspektywy. W kinach od kilku tygodni można oglądać drugą kinową część przygód rezolutnego misia w czerwonym kapeluszu i niebieskim płaszczyku. Film nosi wdzięczny tytuł Paddington 2.

Na ekranie Paddingtonowi towarzyszy nie byle kto, bo sam Hugh Grant. Chociaż, drogie panie, bo to raczej kwestia, na którą my zwracamy większą uwagę, bądźmy szczere – Grant mocno się postarzał. Już w filmie z Meryl Streep wyglądał… staro, ale tam można było wiele zrzucić na charakteryzację. Tutaj, no cóż, naprawdę bardzo mu daleko do Williama Thackera z Nothing Hill

Oprócz Granta na ekran powraca skład z pierwszego filmu, czyli przede wszystkim Hugh Bonneville i Sally Hawkins wcielający się w rolę rodziców, dorosłych, którzy przygarnęli Paddingtona. Uwielbiam ich duet, bo to takie połączenie dwóch niby różnych osobowości. On stateczny, ułożony, bułkę przez bibułkę i zawsze z rozsądkiem podchodzący do świata i do życia. Ona artystyczna dusza, wulkan pomysłów, kobieta dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Razem, choć niby tak od siebie różni, tworzą duet idealny. Za rodziną, i oczywiście za Paddingtonem staną murem, gdy trzeba on zamieni się w superbohatera, a gdy trzeba ona zamieni się w superbohaterkę, gdy ktoś powie złe słowo, on sprowadzi go na ziemię pokazując, że i bułkę przez bibułkę da się rzucić na chwilę w kąt. Bez nich przygody Paddingtona nie byłyby takie same!

Druga część szalonych i zabawnych przygód uroczego misia, którego pokochały dzieciaki i dorośli na całym świecie! Tym razem rezolutny niedźwiadek o nienagannych manierach i skłonności do wpadania w tarapaty trafi w złe towarzystwo. Pomyłkowo osadzony w areszcie wśród zepsutych do szpiku kości typów spod ciemnej gwiazdy, naiwny Paddington zrobi wszystko, by sprowadzić ich na dobrą drogę. A że siłę przekonywania ma wielką, rzecz może się udać. Każdy przecież chętnie przyjmie pomocną łapę nawet jeśli jest nieco lepka od marmolady. Szczególnie jeśli futrzasty zada swe fundamentalne
pytanie: Misia w sercu nie masz?!
Nie sądźcie misia po pazurach. – opis dystrybutora

Można nie lubić takich infantylnych filmów, głównie skierowanych do dzieci, ale trzeba wiedzieć, że Paddington to kopalnia morałów, dobrych rad i chociaż czasami Miś w płaszczyku zbyt prosto patrzy na świat, zawsze jest to ciepła i wartościowa opowieść. Ilekroć idę do kina na film skierowany głównie do dzieci bombardują mnie zwiastuny nowych produkcji. Jakieś wojownicze pandy, krasnale uciekające z ogrodu albo postaci przypominające bakterie z reklam płynów do czyszczenia toalet. Na ich tle Paddington wyróżnia się pod wieloma względami. Nie tylko tym, że jest misiem, ale choćby i tym, że nie jest filmem w pełni animowanym. Występują w nim ludzie, z krwi i kości zbudowani.

Hugh Grant gra szalonego, marzącego o wielkiej sławie aktora, którego przysłowiowe pięć minut minęło razem z pojawieniem się zmarszczek i siwych włosów. Nie może się jednak z tym pogodzić, brakuje mu zainteresowania, okrzyków zachwytu i uwielbienia tłumu. Staje się przeciwnością dla Paddingtona, który niczego takiego nie poszukuje, a znajduje to będąc serdecznym, przyjacielskim misiem. Ich drogi splatają się w trochę niecodziennych okolicznościach, ale ostatecznie wszystko kończy się dobrze. Nawet, paradoksalnie, dla postaci, w którą wciela się Grant.

Jeśli macie ochotę na przyjemny, lekki film opowiadający o przyjaźni, otwieraniu się na drugiego człowieka, pomagania drugiemu człowiekowi – Paddington 2 nie może się Wam nie spodobać. Jeśli macie ochotę na film opowiadający o tym, że z kłopotów zawsze można wyjść, trzeba tylko otaczać się dobrymi ludźmi, ufać im i wierzyć, że zrobią wszystko, żeby nam pomóc – Paddington 2 Wam to da. I wreszcie, jeśli macie ochotę przekonać się, że filmy z morałami, przyjaznym spojrzeniem na świat, które nie są osadzone w dziwnych magicznych, kosmicznych, nierealnych realiach wciąż są produkowane – Paddington 2 pokazuje, że tak właśnie jest.

Jako fanka „konkretnych” filmów z problemami, dramatami, psychicznym targaniem głównych bohaterów (i widzów) mogę śmiało powiedzieć, że czasami naprawdę dobrze oczyścić sobie mózg śmiejąc się i płacząc oglądając przygody niedźwiadka, dla którego świat jest czarno-biały, a każdy człowiek dobry i zasługujący na misią miłość bez względu na okoliczności. To w nawiązaniu do tytułu tekstu, bo podobno każdy z nas ma gdzieś głęboko w sercu… misia.

Po seansie wciąż będę większą fanką pierwszej części przygód Paddingtona. Tej, w której w czarny charakter wcieliła się Nicole Kidman. Nie pytajcie dlaczego. Nie mogę powiedzieć, żeby w Paddington 2 było coś, co szczególnie mi się nie spodobało. Produkcyjnie, aktorsko, klimatycznie jest to film na tak samo dobrym poziomie, jak pierwsza część. Być może po prostu siwy Grant jest gorszy od blond Nicole… 🙂