Ostatnie miesiące były dla mnie czasem odkrywania polskiego kina na nowo. Mimo że zawsze lubiłam wiedzieć, i widzieć, co słychać w polskich kinach, w ostatnim czasie chętnie i często wybierałam się na polskie produkcje. Efektem było kilka recenzji (zapraszam tutaj) oraz ogólne pozytywne przekonanie, że coraz częściej mamy się czym pochwalić, a nie czego wstydzić. Nowy rok zaczęłam również po polsku. Był film Dzikie róże i najnowsza propozycja Kingi Dębskiej, czyli Plan B. Czy to idealny film na Walentynki?

Kinga Dębska zaskarbiła sobie serca widzów i krytyków filmem Moje córki krowy, w którym u boku Mariana Dziędziela pojawiła się Agata Kulesza i Gabriela Muskała. Obejrzałam ten film przy okazji jakiejś emisji w święta lub inny z definicji wolny dzień. Recenzji nigdy nie napisałam, ale pamiętam, że film zrobił na mnie bardzo pozytywnie wrażenie – kina mocno kobiecego, emocjonalnego, z jednak dość nieoczywistą rolą Marcina Dorocińskiego, faceta pod pantoflem. Przeplatającymi się scenami śmiechu, płaczu, radości i skutku, gdzie śmierć wcale nie była w centrum uwagi. Na pokaz Planu B poszłam z przypadku, korzystając z okazji i chęci zrobienia sobie dnia wolnego od wszystkiego.

To film o miłości – pełen emocji, humoru i życiowej prawdy. Bohaterów poznajemy kilkanaście dni przed Walentynkami w chwili, gdy w ich życiu wydarza się coś całkiem nieoczekiwanego – coś, co wywraca je do góry nogami. Sytuacje, z którymi się konfrontują, prowadzą do zaskakujących rozwiązań. Dają nadzieję na to, że trudne początki nieraz prowadzą do odnalezienia prawdziwych uczuć i autentycznych więzi, a w życiu zawsze jest jakiś plan B! – opis dystrybutora

Nie miałam więc oczekiwań, niespecjalnie interesowałam się zapowiedziami filmu, a główną rzeczą, jaką o nim wiedziałam (poza reżyserką i obsadą) był udział Darii Zawiałow w nagraniu singla promującego. Jak się później okazało była to wiedza o tyle kluczowa, że Daria stała się jedną z bohaterek filmu. Najpierw mimochodem wspomniano o niej w luźnym dialogu między bohaterami, później przez trzy ostatnie minuty filmu można było oglądać koncertowe popisy Darii. Mocno mnie to zaskoczyło, bo nie do końca rozumiem, jaki był cel pokazywania tych ujęć przez tyle czasu.

W zespole Zawiałow, na kontrabasie, grała Kinga Preis, czyli filmowa Natalia, ale sposób, w jaki kadrowano Preis, próbując schować fakt, że z kontrabasem spotkała się dopiero na planie filmu do najszczęśliwszych nie należał. Nie będę przecież pisała wprost, że ostatnia scena powinna być magiczna, a wyszła tragicznie…

Najprzyjemniej oglądało mi się Agnieszkę graną przez Edytę Olszówkę. To jedna z tych polskich aktorek, które gdzieś się zagubiły, schowały, przeniosły do seriali i to niekoniecznie tych dobrych i wartych oglądania. W filmie Plan B miała zdecydowanie najmocniejszą, najodważniejszą i chyba też najciekawszą rolę. Przeszła wszystkie stany emocjonalne – od miłosnych uniesień, przez olbrzymią rozpacz, po odzyskiwanie równowagi i budowanie relacji z osobą, z którą najpewniej, w normalnych okolicznościach, by się nie zaprzyjaźniła. Tą osobą jest Ania grana przez fantastyczną Małgorzatę Gorol.

To taka z jednej strony silna i twardo stąpająca po ziemi babka, która w rzeczywistości jest krucha i delikatna. Potrzebuje jednak bodźca, w tym przypadku Agnieszki i jej historii, żeby spojrzeć na własne życie z innej perspektywy i zmienić sposób patrzenia na świat. Dla mnie duet Olszówka-Gorol to najlepszy duet całego filmu. Dla nich warto było obejrzeć Plan B!

Dębska lubi, a przynajmniej tak twierdzę pamiętając Moje córki krowy kręcić filmy pokazujące kobiety w trudnych życiowych sytuacjach. Stąd w tym filmie tak naprawdę niewielu jest mężczyzn. Niewielu, chociaż na relacjach z nimi opiera się cały tytułowy Plan B. Przeciwwagą dla wątków, w których dominują kobiety i ich problemy jest wątek Mirka, postaci granej przez Marcina Dorocińskiego. Dębska ponownie obsadziła go w roli, powiedźmy w ten sposób… Dorociński nie gra maczo. Smaży naleśniki, zaprzyjaźnia się z psem, jest zagubiony. Aż chciałoby się dowiedzieć, jak potoczyła się jego historia, ale jego wątek, podobnie jak wszystkie inne, nie został rozwinięty.

Brak rozwinięcia postaci, zostawienie historii niezamkniętych, niewyjaśnionych to główny zarzut, jaki może paść w kierunku Dębskiej. Faktycznie, chciałoby się więcej i głębiej, ale z drugiej strony trudno się czepiać, bo ewidentnie taka ma być konwencja tego filmu. Trudno mu zarzucić złą grę aktorską, bo przecież dostajemy śmietankę polskiego aktorstwa, świetne kreacje i poznajemy Małgosię Gorol. Na deser serwowana nam jest bardzo udana wersja Jeszcze w zielone gramy z repertuaru Wojciecha Młynarskiego. Aż chciałoby się powiedzieć, że film idealny…

Plan B to idealny film na Walentynki dla tych, którzy nie cenią komedii romantycznych (zarówno polskich jak i zagranicznych), a chcą spojrzeć na miłość nie tylko z perspektywy seksownej bielizny, czekoladek w kształcie serc i wiecznego love story. Tutaj dostajemy opowieść o miłości, do której Walentynki są tylko tłem.

Poznajemy miłość damsko-męską, która toczy się w cieniu małżeńskiej zdrady, szczęśliwe małżeństwo, które z dnia na dzień przestaje być szczęśliwe, bo jedna z osób postanawia się z tego małżeństwa wypisać. Poznajemy miłość córki do ojca, która oblana troską i przywiązaniem nie pozwala córce żyć własnym życiem. Poznajemy człowieka, który siedząc w więzieniu karmił się miłością do kogoś, kto w ogóle nie istniał, ale dawał mu olbrzymią chęć wyjścia na wolność. I wreszcie dostajemy opowieść o tym, że zaprzyjaźnienie się z drugim człowiekiem może mieć bardzo duży wpływ na nas samych, na to jak patrzymy na świat, czego od świata oczekujemy.

Film z pewnością wart obejrzenia, ale nie nazwałabym go filmem wyciskającym łzy. Filmem przejmującym czy mocnym.

Tutaj jest podobnie, jak z filmem Moje córki krowy – Dębska lubi bawić widzów i stara się to robić, gdy tylko może. Śmiech przeplata się ze łzami, ale to zdecydowanie nie jest historia zahaczająca o stany depresyjne. Łzy strumieniami się nie poleją. Chyba, że ze śmiechu, gdy ktoś w kinowej sali zacznie komentować dialogi między bohaterami dając znać, że ma pewne nieprzyjemne doświadczenia w relacjach z mężczyznami… Tak, to anegdotka z mojego seansu.