JoJo była bohaterką kilku tegorocznych tekstów na blogu, ale recenzja albumu Mad Love. nigdy się tutaj nie pojawiła. POPvent okazał się wręcz idealnym miejscem, żeby kilka zdań o pierwszej od dziesięciu lat płycie JoJo napisać.

Album ukazał się 14 października. Posłuchałam go krótko po premierze, a chyba połowa utworów i tak była oficjalnie dostępna przed wydaniem sklepowym i pomyślałam:

JoJo próbuje przekonać się do nowych realiów.

Dekada to szmat czasu. W muzycznym światku, zwłaszcza dla artystów komercyjnych, to czas tak wielu zmian, że trzeba od nowa uczyć się praw, jakie rządzą niegdyś tak dobrze przez nich znanym terytorium. JoJo nigdy nie musiała narzekać na brak wokalnych zdolności. Błyskawicznie odniosła sukces – zarówno z pierwszą, jak i drugą płytą. O trzeciej niestety nie można tego powiedzieć, ale choćby wspomniana przeze mnie niedawno również przy okazji POPventu Halsey, jest idealnym przykładem na to, że kasowe albumy to nie wszystko.

JoJo wydała interesującą, świeżą płytę, która nie wypada źle na tle jej dwóch poprzednich albumów.

Otwiera ją piękna, mocna wokalnie, mocna tekstowo i naładowana dużymi emocjami piosenka Music. Otwarcie zaskakujące, ale w zestawieniu z singlem Fuck Apologies pokazuje dwa oblicza tego albumu. On często bywa płytą taneczną, popową w dobrym tego słowa znaczeniu, gdzie JoJo bawi się zabawnymi dźwiękami, figlarnie opowiadając różne historie. Ale bywa też osobisty, uczuciowy, może i nawet poważny.

Mad Love. warto posłuchać, żeby przekonać się, jak po dziesięciu latach walki o możliwość wypuszczenia płyty da się to zrobić nie tracąc twarzy, nie gubiąc siebie. Nie jest to mój ulubiony album tego roku. JoJo nie zwaliła mnie z nóg, jak udało jej się to zrobić piosenką Far From Heaven, ale nie poczułam się też rozczarowana. Nie wiem, jak fenomenalny musiałby to być album, żeby można było o nim powiedzieć: warto było czekać 10 lat. Przypuszczam, że musiałaby to być nie trzecia, a np. szósta lub siódma płyta w dorobku JoJo, żeby wiedzieć czego dokonała wcześniej i jak bardzo Mad Love. wyróżnia się na tle poprzedników. A trudno mówić tak o, jakby nie patrzeć, dopiero trzeciej płycie piosenkarki, która ma zaledwie 25 lat.

Przeczytaj także: pozostałe teksty na temat JoJo