W ostatnich miesiącach Paweł Domagała jest częstym gościem na blogu, ale nie jako muzyk, a aktor wcielający się w główną rolę w nowym serialu Canal+, Żmijowisko. Serial debiutuje już 3 listopada, a obecnie Domagała koncertuje po całej Polsce promując wydany w ubiegłym roku album 1984. We wtorek, 22 października dzięki uprzejmości jego managementu pojawiłam się na koncercie w Sali Ziemi w Poznaniu. Mogłam przypomnieć sobie, dlaczego dwa lata temu opadła mi szczęka i dlaczego Paweł tak mnie wtedy zachwycił.

Już od dłuższego czasu mam zasadę, że unikam chodzenia na kilka koncertów jednego artysty tylko dlatego, że go lubię i gra w moim mieście. Pozwala mi to wygospodarować więcej czasu na inne aktywności, w tym poznawanie nowych artystów i ewentualnie chodzenie na ich koncerty. Domagała jest jednak na liście tych, których obecność w moim mieście oznacza, że chcę pójść na koncert. Sala Ziemi to jedno z najprzyjemniejszych obecnie miejsc koncertowych w Poznaniu. Mimo że zupełnie pozbawione jest artystycznej aury, jest miejscem typowo konferencyjnym, daje gwarancję mile spędzonego czasu w czystych okolicznościach, z klimatyzacją i optymalnym nagłośnieniem.

Nigdy nie zrecenzowałam żadnej z dwóch płyt Pawła i ogromnie tego żałuję. Gdybym to zrobiła mogłabym teraz odwołać się do mojego zdania na ich temat, a ono jest bardzo pozytywne. Jestem wielką fanką płyty Opowiem Ci o mnie, a album 1984 uważam za bardzo miłe zaskoczenie pokazujące, że Domagała i Borowiecki mają pomysł na to, żeby włączyć nowe instrumenty. Idąc do Sali Ziemi byłam ciekawa, jak zmieniły się koncerty Pawła od czasu debiutanckiej płyty. Czy jest bardziej romantycznie? A może bardziej energicznie? Jak przebój Weź nie pytaj odbierany jest przez fanów? A jak reagują na te spokojniejsze kompozycje? Pewnie się powtórzę, ale ten koncert ponownie pokazał mi, że Paweł Domagała powinien unikać siedzących koncertów jak ognia!

Na koncertach wszystko zależy od publiczności. Artysta może dawać z siebie wszystko, mieć lepszy bądź gorszy dzień, ale to publiczność wpływa na to, w jaką stronę pójdzie koncert i jakie będą podczas niego emocje. Dwa lata temu, w tym samym miejscu, publiczność reagowała zdecydowanie bardziej żywiołowo. Koncert też był siedzący, ale o wiele częściej wstawaliśmy, tańczyliśmy, jak to się mówi – rozkręcaliśmy imprezę. We wtorek była jedna Pani, która bardzo się starała rozruszać tłum – a ludzi było sporo, bo koncert był formalnie wyprzedany. Niestety ten dał się porwać do tańca dopiero podczas bisów, a więc m.in. piosenki Weź nie pytaj i Wystarczę ja. Choć przypuszczam, że gdyby ta Pani i jej partner nie ruszyli się z miejsc, nie poszli tańczyć, pozostali do końca siedzieliby na miejscach, które kupili.

To jest trochę taki paradoks, bo z jednej strony wiem, że muzyka Domagały genialnie nadaje się do siedzenia, delektowania się dźwiękami i popadania w taki stan melancholii zmieszanej z romantycznym rozmyślaniem o miłości. Z drugiej strony ma on w repertuarze też utwory, które aż proszą się o to, żeby pomachać ręką, poklaskać, tupnąć nóżką czy poruszać biodrami. Bardzo chciałabym pójść kiedyś na koncert Pawła, który będzie w pełni stojący. Myślę, że byłby to genialny koncert.

Bo Domagała to artysta przez duże A. Doskonały muzyk, który wokalnie nie kłamie na swojej płycie. Na koncercie brzmi równie dobrze, a nawet lepiej, jeśli lubicie koncerty, na których artysta nie boi się zaśpiewać mocniej i okazać emocje. To człowiek niezwykle zabawny, z poczuciem humoru, jakie mi bardzo odpowiada. Właśnie między innymi tym urzekają mnie jego koncerty. Pomiędzy piosenkami romantycznymi, o miłości, przyjaźni, życiu potrafi w niebanalny sposób zażartować z rzeczy błahych, ale też tych bardzo istotnych. Potrafi rozbawić tłum swoimi anegdotkami, jednocześnie sprawiając wrażenie, że są one bardzo naturalne, nie wymyślone pół roku wcześniej i nie powtarzane na każdym koncercie.

A jak było muzycznie? Uczta dla ucha, koncert bez dodatkowych bajerów w postaci animacji, dymu, laserów, tancerek i akrobacji. Kameralnie, intymnie na tyle, na ile może być na koncercie dla tak dużej publiczności. Koncert trwał ponad półtorej godziny.  Setlista jest bardzo przekrojowa, pojawiły się piosenki z dwóch już wydanych studyjnych płyt. Oprócz tych już przeze mnie wspomnianych rozbrzmiał, poprzedzony pięknym wyjaśnieniem singiel Najgrubszy anioł stróż, piosenka z albumu, którego premierę zaplanowano na przyszły rok oraz najnowszy singiel Żmijowisko promujący serial. Nie ukrywam, że na jego wykonanie czekałam najbardziej, bo ta piosenka powoli wyrasta na moją ulubioną kompozycję Domagały. Najpewniej dlatego, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. W koncertowej wersji poszerzona jest o outro, które można byłoby chyba nazwać agresywnym, bo zdecydowanie odbiegającym tempem od tego charakterystycznego dla Domagały.

Muszę też wspomnieć, że bardzo mi się podoba obecność skrzypiec w tak wielu utworach. To jest taki szlachetny instrument, współcześnie pomijany przez wielu artystów, a zawsze dodający kompozycjom magii i swego rodzaju „wielkości”.  Teraz czekam na trzeci album i chętnie przekonam się, że będzie to krok do przodu, podobnie jak było w przypadku albumu 1984.

A Wam, jeśli nadarzy się okazja, polecam pójść na koncert Domagały i przekonać się, że jego popularność w dużej mierze wynika z tego, że czaruje ludzi swoją charyzmą. A ta jest kluczem do sukcesu. Tworzy sympatyczną atmosferę koncertu, na którym widz nic nie musi. Choć narzekam na to siedzenie, bo wydaje mi się że krępuje ludzi przed okazywaniem emocji, to jednocześnie doceniam, że ze sceny co chwilę nie padają słowa „ręce do góry, klaszczemy, no dalej”… i inne takie, których artyści używają, żeby złapać kontakt z publicznością. Paweł Domagała sprawia, że na jego koncercie każdy czuje się bezpiecznie, otoczony tą jego gitarową romantycznością.