Materiały prasowe

Maraton z serialami TVN. Część 2: Chyłka. Inwigilacja

Wydaje mi się, a wręcz jestem prawie pewna, że nie ma obecnie drugiego polskiego serialu ukazującego się w sezonach, którego oglądanie sprawiałoby mi taką frajdę, jaką sprawia mi oglądanie kolejnej odsłony przygód Joanny Chyłki. Śmiało i bez cienia przesady można powiedzieć, że Chyłka to już sztandarowy serial w ofercie stacji TVN, wyjściowo ukazujący się na platformie Player, a po czasie trafiający do emisji telewizyjnej. Napisałam już dwa obszerne teksty o serialowej Chyłce – Chyłka: Zaginięcie i Chyłka: Rewizja – oraz jeden krótszy (Chyłka: Kasacja), więc możecie się zastanawiać, co nowego mogę dodać na temat kolejnego sezonu? Przekonajmy się, co zapamiętałam z obejrzenia Chyłka: Inwigilacja.

Zacznijmy od rzeczy, którą delikatnie wyśmiałam pisząc o pierwszym sezonie i na którą nie dało się nie zwrócić uwagi w następnym. Ku mojemu zaskoczeniu, co pewnie niespecjalnie spodobało się producentom, ale widz miał prawo odetchnąć z ulgą, lokowanie produktów zostało mocno ograniczone. Wiem, że nie od tego stwierdzenia należałoby zaczynać recenzję, ale takie szczegóły mają ogromny wpływ na odbiór serialu. Chyłka bywa kuriozalna, sezon Kasacja był tego najlepszym przykładem, ale sposób wyeksponowania jednej z marek był przesadnie nachalny. W Inwigilacji szeroko reklamuje się raptem jeden produkt, reklamowany niezmiennie od początku.

Chyłka nie ma wątpliwości. Piotr Langer junior jest zdolny do wszystkiego. Jedynym sposobem na zapewnienie bezpieczeństwa Magdzie i Darii jest spełnienie jego żądań. Prawniczka rezygnuje z wyjazdu i wraca do kancelarii, by zgodnie z jego poleceniem zająć się obroną ojca. Obertał to główny podejrzany w sprawie o morderstwo Piotrowskiego, psychopaty odpowiedzialnego za śmierć żony i córki Bukano. Czy prawniczka zdoła zapomnieć o tym, co spotkało ją w dzieciństwie i pojednać się z ojcem?

TVN Series/YouTube

Przechodząc jednak to istotniejszych kwestii, czyli scenariusz, gra aktorska, zdjęcia, reżyseria i scenografia. Zakładam, że widzami Chyłki nie są osoby, które na co dzień sięgają po seriale kryminalne z wysokiej półki. To nigdy nie był i raczej już nigdy nie będzie tego typu serial, ale pod względem scenariusza Inwigilacja to obok Rewizji mój drugi ulubiony sezon. Pierwszy był bardzo bezpieczny, zachowawczy i sztampowy. Ile znamy seriali, w których ginie dziecko, rodzice rozpaczają, a w toku śledztwa na jaw wychodzą brudy, sekrety i romanse? Z drugiego sezonu niewiele już pamiętam, co niezbyt dobrze o nim świadczy. Z Rewizją i Inwigilacją jest inaczej, bo to pierwsze chyłkowe sezony, w których można dostrzec pewnego rodzaju inspiracje zaczerpnięte z realiów współczesnej Polski.

Tytułowa Inwigilacja to temat, który powinien zainteresować wszystkich, bez względu na poglądy polityczne, wyznanie czy liczbę godzin spędzanych w sieci. Remigiusz Mróz, bo to on stworzył Joannę Chyłkę i to na podstawie jego licznych książek o jej przygodach powstają te seriale, pokusił się o poruszenie tematu odmienności kulturowej i rasowej oraz nadmiernego, czasem bezpodstawnego i opartego jedynie na domysłach, szpiegowaniu obywateli oraz wewnętrznych układach na wysokich szczeblach władzy. W dialogi wpleciono nawet kilka kąśliwych uwag skierowanych w stronę polityków, partii rządzącej i głowy państwa. To mógł być naprawdę mocny sezon, zakończony morałem, ale scenariusz serialu o Chyłce nie byłby scenariuszem serialu o Chyłce, gdyby nie skończyło się mniej spektakularnie niż się zapowiadało.

To jest moja największa uwaga. Scenariusz Inwigilacji miał potencjał, którego w pełni nie wykorzystano, sprowadzając go to łatwego zakończenia, nie wymagającego rozwijania wątków. Ucięto je, na koniec wystawiając wręcz laurkę państwu, któremu władzy wcześniej wbijano szpileczki. Jeden, dwa dodatkowe odcinki, wydłużenie scenariusza pomogłoby zakończyć opowieść nie zostawiając wrażenia, że w trakcie zdjęć nagle, z niewyjaśnionych przyczyn, wycięto kilka scen. Ja takie wrażenie odniosłam, choć czwarty sezon Chyłki nie jest krótszy od poprzednich.

To, co wciąż ratuje produkcję przed upadkiem – nie wliczając Mroza, który stale dba o kontynuacje przygód nieposkromionej adwokat – to odtwórczyni głównej roli, Magdalena Cielecka i wątki poboczne, w tym ten, za którego aktorskie powodzenie odpowiada Jakub Gierszał. Co prawda wciąż czekam na sezon, w którym Piotr Langer Junior stanie się głównym bohaterem, a nie jego imitacją pojawiającą się osobiście w dwóch odcinkach, a w dwóch kolejnych w wymianie zdań pomiędzy Chyłką a Zordonem, ale jestem ciekawa, co Remigiusz Mróz wymyślił i w jaką stronę pociągnięty zostanie ten wątek. Na razie młody Langer czai się niejako za kulisami, czasem wystawiając głowę i o sobie przypominając, żeby widz przypadkiem nie pomyślał, że gdzie się zgubił i już nigdy nie wróci.

Gdy w listopadzie 2020 roku pisałam o sezonie Chyłka: Rewizja już w tytule zaznaczyłam, że zakończenie było zapowiedzią kolejnego sezonu. Nie inaczej stało się w finałowym odcinku Inwigilacji, który nie dość, że skończył się w mało imponujący sposób to był wprowadzeniem do piątego. Czy go obejrzę? Pewnie tak, bo ta wspomniana przeze mnie frajda w oglądaniu Chyłki polega na tym, że to jeden z seriali, przy którym się relaksuję. On zupełnie niczego ode mnie nie wymaga, nie muszę się skupiać, nie muszę analizować. Mogę śmiać się z absurdów i dziwić, gdy coś mnie pozytywnie zaskoczy.

Mogę dać się wciągnąć w zwariowane pomysły Chyłki i poczuć oczarowana pewną naiwnością Zordona. To jest naprawdę wdzięczny serial do relaksu i dokładnie takie powinno się odpalać, gdy człowiek nie ma ochoty na ambitne i zagmatwane historie. A że Inwigilacja porusza istotny problem to dodatkowy plus.