Zawsze jesienią ubolewałam nad tym, że nie mam tak dużych mocy przerobowych, żeby obejrzeć w kinie wszystkie polskie filmy, które mnie interesują. Z pomocą przychodziło zawsze vod albo stacje telewizyjne, które po roku, czasem wcześniej, w zależności od popularności filmu, zaczynają dodawać do oferty pomijane przeze mnie tytuły. Zabawnie się złożyło, bo film Supernova obejrzałam dokładnie dzień przed tym, jak został okrzyknięty Najlepszym Filmem w Konkursie Polskich Filmów Fabularnych Mastercard Off Camera 2020. Reżyserem i scenarzystą jest Bartosz Kruhlik, debiutant, który właśnie za debiut reżyserki Supernova otrzymał statuetkę na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Ale ja i bez tego chciałam ten film obejrzeć.

Być może pamiętacie, że gdy w ubiegłym roku pisałam o filmie Historia małżeńska Netflixa podkreślałam, że dużą jego siłą jest pewna prostota i skupienie się na bohaterach, dialogach, historii. Że my, jako widzowie, coraz częściej łapiemy się na tym, że kasowe produkcje, ze świetnymi efektami to może i nadal jest klucz do finansowego sukcesu, ale niekoniecznie do naszego serca i pochlebnych recenzji. Niewielu nie zachwycają już spektakularne pościgi, przybysze z obcej planety, gadające roboty czy realistycznie wyglądające ujęcia kręcone na green screenach. Zachwyca natomiast to, co tak naprawdę działało od zarania kinowych dziejów – opowieść, emocje, prostota. W filmie Supernova Kruhlik właśnie na taką prostotę postawił.

Wypadek na wiejskiej drodze. Rozpędzona rządowa limuzyna potrąca matkę z dwójką dzieci. Na miejsce przybywają policjanci, a także ludzie z okolicy, którzy chcą dokonać samosądu. Sytuacja eskaluje i grozi wybuchem. Młody reżyser Bartosz Kruhlik przedstawia dramat o intensywności thrillera. Jego film został uhonorowany nagrodą za najlepszy debiut na festiwalu Gdyni – opis NC+Go

Wystarczyła mu jedna ulica, samochód, kilku aktorów umiejących zagrać targającą nimi rozpacz, bezradność, wściekłość i zaledwie kilku statystów. Zakładam, że w licznych recenzjach Supernovej podkreślano, a przynajmniej zwracano uwagę, że to pełnometrażowy debiut Kruhlika i że ta prostota może wynikać z niskiego budżetu. Ja nie mam ochoty się nad tym zastanawiać, bo oglądając nie interesuje mnie, czy prosty, ale niezwykle mocny w przekazie obraz powstał w wyniku jakichś braków. Wolę wierzyć, że przy większym budżecie również udałoby się stworzyć tak dobrą, autentyczną i mocną opowieść.

O głównych bohaterach filmu Supernova nie wiemy w zasadzie nic. Wchodzimy do ich życia, poznajemy, gdy są w trakcie kłótni i jazdy samochodem. Dowiadujemy się, kim dla siebie są, jaką wykonują pracę i z jakimi problemami się borykają, ale tak naprawdę wchodzimy w ich świat dopiero w momencie, w jakim się on drastycznie zmienia, albo wręcz kończy. Tytuł filmu nie jest przypadkowy, a wręcz idealnie oddaje charakter sytuacji, jakiej stajamy się światkami. Jedno zdarzenie, przypadek, los uruchamia lawinę zdarzeń, która burzy codzienność dwóch, a jak się później okazuje, czterech mężczyzn. I gdy już myślicie, że nic mocniejszego, bardziej emocjonalnego nie może się wydarzyć, a film skończył się jedną z pierwszych mocnych scen, Bartosz Kruhlik udowadnia jak bardzo się mylicie i zaprasza do świata, w którym w ciągu kilku godzin przelewa się morze niesamowicie silnych emocji. Naprawdę nie jeden reżyser, i to z niezłym dorobkiem i długim stażem, chciałby mieć w katalogu tak dobry film.

Z perspektywy czasu trochę się cieszę, że nie obejrzałam Supernova w kinie. Czuję, że zamykając się na nieco ponad godzinę z emocjami bohaterów wyszłabym z kina przejęta, przytłoczona i zbyt długo rozmyślała o tej historii. Z pewnością jednak jest to wielka siła tego filmu. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam oglądać właśnie tego rodzaju filmy – wbijające w fotel, zalewające emocjami, filmy o których mam ochotę rozmawiać i jakie mam ochotę polecać z nadzieją, że na innych również zrobią wrażenie.

Supernova to kolejny dowód na świetną kondycję polskiego kina i zarazem potwierdzenie, że nie potrzeba wielkich polskich nazwisk, tak zwanych sprawdzonych aktorów, żeby przenieść widza w historię opowiadającą o dramacie jednostki, o konsekwencji jednej decyzji, o problemach współczesnego społeczeństwa. W polskim kinie brakuje tak mocno osadzonych w realiach historii, filmów które nie pokazują życia w katalogowych wnętrzach, ani nie skupiają się na ich zupełnym przeciwieństwie. Kilka lat temu zachwycałam się filmem Dzikie róże, później cała Polska zachwycała się Cichą nocą – w pełni słusznie. Niestety ten ostatni to wyjątek potwierdzający regułę, że do szerokiej dystrybucji rzadko trafiają tak mocne i warte uwagi tytuły. Supernova to bezsprzecznie doskonały debiut, piękna obietnica cudownych filmów w przyszłości.