To miała być miłość od pierwszego wejrzenia. Genialny serial, w którym przepadnę po obejrzeniu pierwszego odcinka. Wszystkie zapowiedzi nastrajały mnie bardzo pozytywnie, ale chyba najbardziej podobała mi się obsada. Po obejrzeniu pierwszego odcinka liczyłam, że drugi będzie lepszy. Po obejrzeniu trzeciego czekałam na czwarty. Dlaczego nie oszalałam z zachwytu? Dlaczego Rojst nie skradł mojego serca?

W ostatnich latach naprawdę bardzo wiele się zmieniło w podejściu do produkcji polskich seriali. Oczekiwania widzów również się zmieniły. Zostaliśmy przyzwyczajeni do tego, że podział na aktorów serialowych i filmowych przestał istnieć. Ci, których chwalimy za role kinowe chętnie decydują się na scenariusze serialowe i to te nie tylko realizowane na zlecenie Canal+ czy HBO, ale także internetowych wypożyczalni czy ogólnodostępnych komercyjnych stacji telewizyjnych. Gdybym miała wskazać jedną stację, która w moim odczuciu tworzy obecnie najlepsze seriale  w Polsce (oparte na autorskim lub nieautorskim scenariuszu) wskazałabym na HBO Polska. Po cichu liczyłam, że dzięki serialowi Rojst szala przechyli się na korzyść Showmax.

Andrzej Seweryn i Dawid Ogrodnik to fantastyczny duet aktorów, którzy genialnie zagrali Beksińskich w filmie Ostatnia Rodzina. Niektórzy twierdzą, że do Ogrodnika ta rola przylgnęła tak bardzo, że nie może się odkleić. Chyba nie oglądali Cichej Nocy, następnego świetnego filmu z Dawidem w roli głównej. W Rojst gra także Piotr Fronczewski, jedyny polski aktor, którego darzę wielką sympatią połączoną z sentymentem. Jest Agnieszka Żulewska, która mam wrażenie że nie ma szczęścia do dobrych, głównych ról i Zofia Wichłacz, o której mówi się, jak o wielkim polskim talencie, którego ja niestety dostrzec nie potrafię. Obsadę uzupełnia jeszcze Magdalena Walach, Ireneusz Czop, Marek Dyjak i Zbigniew Waleryś. Akcja serialu to lata 80. w małym miasteczku, które jak na małe miasteczka przystało, kryje tych, których kryć trzeba, a każdy wie o wszystkich wszystko. Reżyserią, i częściowo także scenariuszem, zajął się Jan Holoubek.

Z Rojstem nie zaprzyjaźniłam się już od samego początku

Pamiętam, że po obejrzeniu pierwszego odcinka najbardziej intrygował mnie wątek doświadczonego, lokalnego dziennikarza Witolda Wanycza, którego gra Seweryn. Duże wrażenie zrobiła na mnie czołówka – warto ją zobaczyć, bo jest naprawdę świetna! – i przywiązanie do szczegółów w aranżacji pomieszczeń. Wizualnie i pod względem klimatu, oddania realiów tamtych lat, Rojst należy docenić i zrobiłam to już w trackie oglądania pierwszego odcinka. Czekałam jednak na drugi, bo w pierwszym nie wydarzyło się zbyt wiele. Zaplanowałam sobie nawet, że po tym pierwszym podzielę się tutaj moimi wrażeniami, ale poza komplementami w stronę czołówki, charakteryzacji i scenografii niewiele miałam do powiedzenia.

Tak naprawdę sytuacja zmieniła się dopiero z czwartym odcinkiem, a serial ma ich zaledwie pięć. Pierwsze trzy obejrzałam czekając, aż akcja znaczenie posunie się do przodu. Co więcej, czekałam, aż Piotr Zarzycki, postać grana przez Ogrodnika, przestanie mnie drażnić, a jego żona (w tej roli Wichłacz) przestanie być dodatkiem do fabuły. Po obejrzeniu całego sezonu mogę powiedzieć, że gdyby zrezygnowano z wątku młodego dziennikarza nie miałabym nic przeciwko.

Rozumiem, że ma on stanowić przeciwwagę, kontrastować z doświadczonym, a życiowo samotnym i smutnym dziennikarzem. Rozumiem, że na tym kontraście zbudowano tę postać i wiem, że dla rozwoju fabuły była ona kluczowa, ale mimo to moją uwagę i sympatię skradł Wanycz. Nie powiem, żeby Ogrodnik zagrał źle. Odnoszę wrażenie, że wątek Zarzyckiego został okrojony. A już zupełnie skrócono wątek postaci granej przez Wichłacz, której w tym serialu jest niewiele. Teresa, gdy się już pojawia, to przeważnie trzyma się za ciążowy brzuch i głaszcze męża po głowie.

Czuję olbrzymi niedosyt myśląc o Rojście. Finałowy odcinek momentami mnie śmieszył, a akcja powędrowała do przodu tak szybko, że znów zaczęłam się zastanawiać, czy ten serial nie miał mieć przynajmniej 8 odcinków. Pięć wydaje się być efektem jakiegoś nagłego skrócenia scenariusza. Niewyjaśnione zostały niektóre wątki, inne wyjaśniono w bardzo szybki i płytki sposób. Ten, który intrygował mnie najbardziej, czyli przeszłość Wanycza i niespełniona miłość, wyjaśniono, ale zrobiono to w taki sposób, że stracił wiele ze swojej magii. W dodatku okazało się, wszak to polski serial z akcją w latach 80., że w całej opowieści są też wątki rasowe.

Dwa powody, dla których warto obejrzeć ten serial

Pierwszym jest klimat, bo naprawdę czuć te lata 80., powiew przemian zmieszany z trudnymi realiami tamtych czasów. Drugi powód to Andrzej Seweryn, który zagrał świetną rolę! Powinnam pewnie powiedzieć, że dla Piotra Fronczewskiego również warto poświęcić temu serialowi czas, ale tutaj prawda jest nieco bardziej brutalna – znów dostał małą rolę i niewiele jest go w całym serialu. Najwięcej w prologu, który można obejrzeć w odtwarzaczu powyżej.

Na mapie polskich seriali Rojst, w ogólnym rozrachunku, wypada oczywiście bardzo dobrze, bo to świetnie realizowany serial, z bardzo dobrą obsadą i scenariuszem z potencjałem. Dla pasjonatów seriali, którzy oglądają dużo i mają duże oczekiwania, Rojst może nie być spełnieniem oczekiwań, bo potencjał scenariusza nie został wykorzystany. Dla tych mniej doświadczonych, którzy mają ochotę obejrzeć dobry polski serial, Rojst będzie propozycją idealną.

Pierwszy odcinek Rojst można oglądać za darmo na YouTube. Pozostałe są dostępne na Showmax.com.