O tym, jak bardzo 2020 rok był specyficzny dla branży koncertowej (artystycznej) wiedzą chyba wszyscy, bo każdy w pewnym momencie zatęsknił za dobrymi koncertami, dobrymi filmami w kinie czy dowiedział się, że uwielbiany serial będzie miał dłuższą przerwę między sezonami. Moja pierwsza myśl była taka, że w publikacjach podsumowujących 2020 roku nie uwzględnię Najlepszych koncertów. Dopiero po namyśle uznałam, że przecież to nie tak, że nie byłam na żadnym, a z tych, na jakich byłam bez trudu mogę wybrać pięć najlepszych. Nie było może zagranicznych przygód, jak te z pamiętnego 2019 (Najlepszy koncerty 2019, na jakich byłam!), ale to nie znaczy, że nie działo się zupełnie nic.
W Mój 2020 w liczbach wspomniałam już, że byłam na 9 koncertach. Mniej więcej połowa odbyła się jeszcze przed ogłoszeniem pandemii – w lutym i marcu, co zdecydowanie podniosło moje prywatne statystyki i sprawiło, że 2020 zaczął się dobrze. Na cztery następne koncerty wybrałam się w wakacje, korzystając z letniego poluzowania i imprez plenerowych. Przyznaję, że ewentualna wizja jesiennych koncertów w zamkniętych obiektach – która jeszcze w wakacje była przyjmowana jako ewentualność – wydawała mi się przerażająca.
Podsumowanie najlepszych koncertów 2020 roku to chyba najlepszy tekst, żeby pochwalić organizatorów. Doskonale zdaję sobie sprawę, że minionego roku żaden nie będzie wspominał z uśmiechem na twarzy wracając wspomnieniami do sukcesów – no chyba, że pomyśli: uff, te kilka(naście) wydarzeń mimo wszystko nam wyszło, ale 2020 pokazał, że w Poznaniu można robić plenerowe koncerty nie tylko w jednym miejscu. Może nie wszystkie lokalizacje wydają mi się dogodne (teren lotniska czy plac przy Stadionie Lecha są tak daleko…), ale był to pierwszy koncertowy sezon od lat, który pokazał, że w lecie w Poznaniu jest nie tylko Malta, Warta i Plac Wolności. Nastroiło mnie to bardzo optymistycznie, bo może w przyszłości, gdy wróci stara normalność, w letnie popołudnia i wieczory będzie w czym wybierać. Tym pięknym, jakże krótkim wstępem, przejdźmy do podsumowania.
1. Karaś/Rogucki – Tama, Poznań
Wspólna płyta duetu Karaś i Rogucki to idealny dowód na to, że można nie być fanem solowej twórczości artystów, ale gdy połączą siły wszystko się zmienia. O albumie Ostatni Bastion Romantyzmu pisałam tutaj, wrócę do tej płyty jeszcze w podsumowaniu Moich ulubionych płyt 2020 roku. Myślę, że gdyby ubiegły rok potoczył się inaczej Karaś i Rogucki podbiliby serca większej liczby Polaków i byli gwiazdami wszystkich możliwych letnich festiwali. Gdy widziałam ich na żywo pod koniec lutego byli na początku wspólnej przygody koncertowej. Mimo to, z perspektywy całego roku, był to jeden z najlepszych koncertów, na jakich byłam. Energia muzyków, energia publiczności, radość z muzyki. Więcej o wydarzeniu pisałam tutaj.
2. Artur Rojek – Sala Ziemi, Poznań
Jak ja się cieszę, że poznański koncert Artura Rojka promujący album Kundel wydarzył się na początku marca! Rzutem na taśmę muzyk zagrał w Poznaniu przed wprowadzeniem pierwszych obostrzeń. Wtedy, idąc na koncert, ubolewałam, że nowa płyta ukaże się dopiero za kilka dni, bo chciałam już znać grane utwory i móc się bardziej zaangażować. Rojek to marka sama w sobie, artysta który nie pozwala sobie na gorsze koncerty. W trakcie tego przypomniał mi piosenki Myslovitz, co nawet teraz, po prawie roku, wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Wiem, że w 2020 zobaczyłabym go w trasie jeszcze nie raz… Więcej o wydarzeniu pisałam tutaj.


