Mimo naprawdę świetniej obsady – Charlize Theron, Nicole Kidman, Margot Robbie, John Lithgow – Bombshell (pol. Gorący temat) przechodzi dość niezauważony. Co prawda z trzema oscarowymi nominacjami, ale bez spektakularnych recenzji i zachwytów krytyków. Wpisałam go na listę filmów do obejrzenia jeszcze przed ogłoszeniem nominacji do Oscarów, sugerując się wyłącznie poruszanym tematem oraz aktorami. Po obejrzeniu zaczęłam się jednak zastanawiać, czy te nominacje nie są trochę na wyrost, podyktowane trudnością tematu. Film nie zachwyca, a powinien wbijać w fotel i wkurzać.

Na początku chcę wyjaśnić jedną kwestię. Nominowana do Oscara w kategorii Best Actress Charlize Theron zagrała doskonale. Nominowana do Oscara w kategorii Best Supporting Actress Margot Robbie zagrała dobrze. Jeśli któraś z nich odbierze statuetkę wstydu nie będzie. Ale widziałam Theron w lepszych rolach, a Robbie mnie nie zachwyciła.

Prawdziwa opowieść o skandalu, który był jednym z najważniejszych wydarzeń dających początek ruchowi #METOO – opis dystrybutora.

Gdybym miała określić ten film jednym słowem nazwałabym go poprawnym. Poprawnie napisany scenariusz ukazujący bardzo głośny kilka lat temu temat molestowania kobiet w stacji Fox News. Ta jedna z najpopularniejszych stacji informacyjnych na świecie uchodzi za dość specyficzną. Jest kontrowersyjna, lubi szokować i bardziej niż na faktach bazuje na opiniach. Dla Ruperta Murdocha stała się jednak kluczowym elementem budowy medialnego imperium. Choćby ze względu na popularność i rozpoznawalność stacji poruszany w Bombshell temat, a raczej sposób jego prezentacji, powinien intrygować.

W 2016 roku prezenterka Gretchen Carlson tuż po tym, jak została zwolniona ze stacji pozwała jej szefa, Rogera Ailesa oskarżając go o molestowanie seksualne. O sprawie mówiło się sporo. W Polsce była jednak mniej nagłośniona niż ruch obywatelski #MeToo. Ostatecznie Carlson otrzymała 20 milionów dolarów odszkodowania, a w sprawie po jej stronie stanęły inne pracownice Fox News. To pokazało oczywiście gigantyczną skalę problemu. Twórcy Bombshell przedstawiają historię dwóch pracownic – Gretchen (Nicole Kidman) i Megyn Kelly (Charlize Theron). Na potrzeby filmu tworzą także trzecią postać, Kaylę Pospisil (Margot Robbie), która wprowadzana jest po to, aby pokazać obecną sytuację w stacji. Udowodnić, że zachowania Ailesa w stosunku do podwładnych nie zmieniło się przez lata. Było znane wśród pracowników, niepotępiane przez właścicieli.

W produkcji przyjęto, że cała opowieść toczy się z perspektywy kobiet, dziennikarek, prezenterek. Pracownic stacji na rożnym szczeblu kariery, na różnych stanowiskach. Kobiet z dorobkiem zawodowym i tych, które dopiero próbują ten dorobek zbudować, nieświadome tego, jakie czekają konsekwencje i cena. Gorący temat to film wart obejrzenia, jeśli ma się błahe lub żadne pojęcia o tym, jak działają wielkie firmy i jak trudna (pod wieloma względami) jest praca prezenterki telewizyjnej. Pomijając sam aspekt molestowania seksualnego przez Rogera Ailesa, to co w Bombshell udało się świetne pokazać to ciągłe poniżanie tych kobiet, skupianie się na ich urodzie i stawienie mężczyzn ponad nimi, traktowanie jako ładnej gadającej głowy na jeszcze ładniejszych nogach.

Nie jest to jednak produkcja, która wbija w fotel, a moim zdaniem powinna. Powinna szokować i zaskakiwać, wzbudzać w widzu chęć jej komentowania, bo tylko w taki sposób cokolwiek może się zmienić. Tymczasem wszystko wydaje się jakby już gdzieś usłyszane, już opowiedziane, już przez kogoś kiedyś zagrane. Być może nie jest to jednak problem samego scenariusza, a tego, że podobnych opowieści słyszeliśmy w ostatnich latach naprawdę wiele? Może to już pewnego rodzaju odporność, a tego rodzaju film należy traktować jako kolejny zekranizowany przykład molestowania w wielkiej, cieszącej się światową sławą firmie, w której mężczyźni przez lata są nietykalni? A starego zastąpi nowy i nic się nie zmieni?

Brakuje mi w tym filmie emocji

Te niby są, bo i łzy się pojawiają i bezsilność w obliczu sytuacji, która zwyczajnie zaczyna przerastać, ale wszystko jest takie sztuczne, przytłumione. Grana prze Kidman Gretchen, choć walczy o swoje, wydaje się wyprana z emocji. Podobnie z Megyn, która początkowo nie wie, jak powinna się zachować, ma rozterki i dylematy, ale gdy już dołącza do koleżanki po fachu jest tak powściągliwa, że można odnieść wrażenie, że praca zawodowa wyssała z niej emocje. Nawet płacząca Kayla, która dopiero próbuje przebić się do wielkiej telewizji przejawia jakieś większe emocje, ale też zdaje się być trzymana na smyczy i tylko okazjonalnie dostaje przyzwolenie na słabość.

A może o to właśnie chodziło? O pokazanie, jak walka o marzenia, sławę, pieniądze i szacunek zmieniają te kobiety? Jak z pełnych pasji, wiary w siebie babek stają się, w machinie komercjalizacji i pogoni za sensacją, jedynie ładnymi gadającymi głowami na jeszcze ładniejszych nogach? Które toczą wewnętrzną walkę z tym, co jest w oczywisty sposób nieodpowiednie, a tym jaka jest rzeczywistość i co należy zrobić, ile poświęcić, żeby być w miejscu, w którym chce się być? Jeśli tak to Bombshell chyba jednak wbija w fotel.