Coś w tym jest, że atmosfery nadchodzących Świąt nigdzie nie czuć tak, jak w Polsce. Mówią tak, czują tak, nie tylko Polacy wracający na Wigilię do kraju, ale też obcokrajowcy, którym z rozmaitych powodów przyszło spędzać świąteczne dni w naszym kraju. Kłopot pojawia się tylko jeden. Gdy próbuję opisać tę różnicę to jedyne słowo, jakie przychodzi mi do głowy to… inaczej. W Polsce jest inaczej.

Obcokrajowcy przepytywani na ulicach, na pytanie: czym święta w Polsce różnią się od tych w Twoim kraju? Albo dla różnorodności – dlaczego podobają Ci się święta w Polsce? Najczęściej mówią, że u nich nie ma takiej rodzinnej atmosfery. No i że jedzenie u nas lepsze. Ale czy to naprawdę o rodzinę chodzi? Sprowadźcie ją do nas na święta i po sprawie!

Pamiętacie niedawny tekst o przebłysku Bożego Narodzenia w Londynie? Przeważało w nim słowo infantylnie, kolorowe karuzele i stworzenie świątecznych atrakcji nie tylko z myślą o dzieciach, ale też dorosłych. Bardzo mi się koncepcja Winter Wonderland podobała. Było jak w dobrym, anglosaskim filmie, w którym sielanka leje się strumieniami i który łapie dobrą oglądalność w świąteczny czas. Później wybrałam się na poznański jarmark przedświąteczny, podzielony w sumie na dwa, i od razu wiedziałam, że w Polsce jest inaczej.

Pal licho brak rollercoasterów dla dorosłych, stoiska z oscypkami i wędlinami z różnych stron Polski. U nas muszą być religijne akcenty. Święci, stajenka, pasterze… Ten jeden element, tak charakterystyczny dla naszej kultury naprawdę zmienia atmosferę.Grzaniec smakuje inaczej, człowiek zwalnia, zbiera mu się na refleksje.

W Londynie nikt nie zwalnia. I myślę, że to jest ta inność, która obcokrajowcom tak się u nas podoba. Nasza rodzinna atmosfera wynika z tradycji, wiąże się z religijnością i zakorzenionym przyzwyczajeniem (tradycja na to mówią), żeby Boże Narodzenie spędzać w gronie najbliższych.

Lubię te nasze tradycje. Chociaż infantylny świat kolorowej krainy, gdzie sprzedają naleśniki z pieczarkami też lubię.