Dobrze jest dobrze zacząć nowy rok, a ten rozpoczął się od premiery dwóch nowych piosenek Edwarda Sheerana. Najpewniej przeszłabym obok nich obojętnie zakładając, że Brytyjczyk znów chwycił za gitarę i nagrał dwie ballady. Tymczasem okazało się, że roczna przerwa od mediów społecznościowych potrafi dobrze wpłynąć na kreatywność!

Rozwiewając ewentualne wątpliwości od razu powiem, że wiedziałam, kim jest Ed Sheeran, jak wygląda, ile wydał płyt i że za swoje spokojne kompozycje dostał Grammy. Nie umknęło to mojej uwadze, jak i to, że od kilku lat może uchodzić za jednego z najpopularniejszych brytyjskich wokalistów młodego pokolenia. Tylko brakowało mi w jego piosenkach energii i w ostateczności nic więcej, poza singlami nie dotarło do moich uszu. Nie wiem, czy płyta o jakże wdzięcznej nazwie ÷ to zmieni, ale przynajmniej ma szansę.

Być może singiel Shape of You, pierwszy z tej nowej pary, to nie jest najbardziej porywająca piosenka, jaką w życiu słyszałam. Być może media trochę za bardzo rozdmuchały jej pojawienie się w obiegu. Być może nie brzmi, jak singiel z którym można byłoby utożsamiać piosenki Sheerana. I z tego ostatniego powodu stało się to z punktu przedostatniego. I z tego powodu ja poczułam, że Edward mnie zaskoczył.

Pozytywnie mnie zaskoczył próbą pójścia w inną stronę

Spróbowania dźwięków, brzmień, feelingu, o który nikt go nie podejrzewał uważając, że to już zawsze będzie chłopak z gitarą, ocierający się o folkowe brzmienie. Może to Rudimental tak na Eda podziałali? A może on sam uznał, że wydanie trzeciego albumu oczywistego w brzmieniu, niezaskakującego to gwóźdź do artystycznej trumny? I zero samorozwoju? A chłopak, jak widać, jest ambitny i chce eksperymentować!

Sprytnie, stając w rozkroku i zostawiając sobie otwarte drzwi powrotu do bezpiecznych melodii, razem z Shape of You wypuścił Castle on the Hill. Piosenkę dla siebie już zdecydowanie bardziej typową, sheeranową i mniej zaskakującą. Idealną dla tych fanów, którzy niekoniecznie zaakceptowaliby kierunek Shape of You. Wydaje się, że fani są jednak zadowoleni z nowego kierunku swojego idola… W sekrecie powiem Wam, że Castle on the Hill podoba mi się bardziej, czuję w niej większą prawdziwość, ale wiem, że to tylko złudzenie wynikające z tego, że po prostu właśnie z takim graniem kojarzy mi się Ed.

Album ÷ ukaże się w tym roku i już żałuję, że nie wspomniałam o Edzie tworząc ranking płyt, na które czekam w tym roku. Bardzo dobrze wpasowałby się pomiędzy Harrego Stylesa, a Miley Cyrus, na których płyty nie czekam wcale jakoś szczególnie od strony muzycznej, a bardziej marketingowo-prowskiego splendoru. Już wydając te dwa single Sheeran pokazał, że spróbuje zawalczyć o nowych fanów, a jednocześnie nie chce odstraszyć starszych, którym przecież sporo zawdzięcza. Ciekawe, czy ÷ też będzie takie wyważone, kompromisowe, w rozkroku?

Podobne Posty