Bardzo dużo wydarzyło się w styczniu 2019 roku, ale nie będę do tego wracać. Skupiam się na pozytywnych wydarzeniach oraz krótkiej zapowiedzi tego, co mnie czeka w lutym. Już się nie mogę doczekać, bo zapowiada się intensywny, pełen wrażeń miesiąc, ale o tym później!

Monthly na styczeń 2019 okazuje się być bardzo filmowe i bardzo muzyczne, co raczej nie jest zaskoczeniem, bo ogłoszono nominacje do Oscarów i naszych polskich Fryderyków. Piszę też o pewnej reklamie, pewnej okładce magazynu i pewnym koncercie z Los Angeles.

Big Little Lies powraca!

W czerwcu zadebiutuje pierwszy odcinek drugiego sezonu serialu Big Little Lies, jednego z najlepszych seriali ostatnich lat. Nie jestem, na szczęście, osamotniona w tym przekonaniu. Pierwszy sezon Big Little Lies (pol. Wielkie kłamstewka) najpierw otrzymał pozytywne recenzje, później morze nominacji do nagród Emmy i Złotych Globów, a później kilka z nich zgarnął. Jeśli jakimś cudem nie widzieliście pierwszego sezonu, macie mniej niż pół roku, żeby nadrobić zaległości! Więcej o serialu pisałam tutaj.

Ikona powraca, czyli Fronczewski w reklamie

Ikona powraca to hasło najnowszej kampanii marki Coca-Cola. Chodzi o to, że na sklepowe półki powraca Coca-Cola w szklanej butelce, co dawniej było… No kiedyś innej nie było. Jest nawet taki odcinek Rodziny zastępczej, w którym o tym wspominają. A ja wspominam o Rodzinie zastępczej nie bez powodu. Powodem jest Piotr Fronczewski, który gra malutki, tyci wręcz epizod w nowym spocie reklamowym marki. To jedyny aktor, który kojarzy mi się z dzieciństwem i zarazem jedyny, którego w jednej i tej samej roli, Jacka Kwiatkowskiego, widziałam niezliczoną ilość razy. Dla niego mogłabym nawet regularnie kupować Coca-Colę.

Marvel’s The Punisher. Frank Castle wrócił!

W przedostatni weekend stycznia odbyła się premiera nowego sezonu Marvel’s The Punisher, mojego aktualnie ulubionego serialu o komiksowym bohaterze. Kiedyś oglądałam jeszcze Arrow, ale było to tak dawno, że nawet nie pamiętam, na jakim sezonie (i odcinku) skończyłam. Spędziłam więc ten premierowy weekend oczarowana powrotem Franka, o czym mam w planach napisać więcej w lutym. Na razie powiem tylko tyle – tęskniłam!

I Am The Highway

16 stycznia w The Forum w Los Angeles odbył się wyjątkowy koncert. I Am The Highway. A Tribute to Chris Cornell, czyli koncert ku pamięci muzyka, który współtworzył Soundgarden czy Audioslave. Koncert był o tyle wyjątkowy, że mniej i bardziej znane przeboje Chrisa wykonywali jego znajomi i przyjaciele. Pojawiła się Metallica, Foo Fighters, Ryan Adams czy Taylor Momsen, której zespół The Pretty Reckless koncertował z Soundgarden. Właśnie w noc jednego ich wspólnych koncertów Chris odebrał sobie życie.

Oprawa wydarzenia była skromna, choć zaproszeni goście zacni i doskonale przygotowani do występu. Dochód ze sprzedaży biletów przekazano na cele statutowe m.in. Chris and Vicky Cornell Foundation, fundacji Cornellów, która pomaga dzieciom. Bardzo fajna inicjatywa, chociaż oczywiście okoliczności smutne.

Joanna Kulig na okładce Vogue Polska

W dniu opublikowania okładki lutowego wydania Vogue Polska zamieściłam na Facebooku wpis, w którym się delikatnie śmiałam z tego, że skoro Joanna Kulig to obecnie tak kochana przez Polaków aktorka, to z pewnością Vogue Polska zanotuje wzrost sprzedaży. Był to oczywiście żart wynikający z tego, że Joanna nie jest debiutantką, zagrała już w karierze kilka znaczących ról (nie mam tutaj na myśli tych serialowych), ale dopiero za sprawą Zimnej wojny stała się ulubioną aktorką naszych rodaków.

Śmieję się z tego też dlatego, że mam świadomość, że spora grupa osób, które aktualnie w mediach społecznościowych, pod każdym możliwym postem na temat Zimnej wojny, nominacji dla filmu czy jakiejś nagrody, wystawia Joannie laurki w ogóle nie widziała tego filmu. Natomiast inna część krytykowała ją za rolę w filmie Sponsoring Małgorzaty Szumowskiej.

O Zimnej wojnie pisałam tutaj i zdania na temat filmu nie zmieniłam, ale w oparach przedoscarowych artykułów zaczęłam się dusić tym uwielbieniem. Joanna, zostań w Stanach jak najdłużej!

3x Cold War

Będąc w temacie Asi i Zimnej wojny nie mogę nie wspomnieć o nominacjach do Oscarów. W tym roku mamy możliwość wygrania w trzech kategoriach, ale realnie szanse mamy chyba tylko na jedną nagrodę. Patrząc na naszych konkurentów stwierdzam, że Łukasz Żal ma największe szanse, żeby dostać statuetkę za Najlepsze zdjęcia. Oczywiście byłoby niezwykle miło, gdyby Paweł Pawlikowski został Najlepszym Reżyserem, a Zimna wojna Najlepszym Filmem Nieanglojęzycznym, ale akurat w tym przypadku Roma depcze nam po piętach. Jedyna nadzieja w tym, że Roma zostanie Najlepszym Filmem, a nam dadzą nagrodę za Film Nieanglojęzyczny. Oscary wręczają 4 marca.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Cold War (@coldwarmovie)

Fryderyki, czyli Dawid szykuje półkę na nowe trofea

W styczniu ogłoszono też nominacje do najważniejszych nagród muzycznych polskiego przemysłu fonograficznego. W tym roku faworytem do zgarnięcia worka nagród jest (bez zaskoczeń) Dawid Podsiadło, którego nominowano zarówno za solowy album, jak i współpracę z Krzysztofem Zalewskim i Kortezem w ramach Męskiego Grania. Pełną listę nominowanych można przejrzeć tutaj. W tym roku uroczysta gala odbędzie się w Katowicach. Będzie wyjątkowo, bo to 25-ta ceremonia, więc przygotowano atrakcje. Jedną z nich jest fakt, że można kupić bilet na galę i zasiąść na widowni! Tak, nie będzie to uroczystość zamknięta, dla zaproszonych ludzi z branży i dziennikarzy, a wydarzenie kulturalne otwarte dla każdego.

Jednym się takie rozwiązanie podoba, innym nie, bo Fryderyki tracą w ten sposób swego rodzaju elitarność. Wydarzenie rozbito też na kilka dni, całości mają towarzyszyć koncerty i konferencje, więc powiedzmy, że z uroczystej gali Fryderyków, która zawsze odbywała się w Warszawie zrobiła się taka katowicka wersja poznańskiego Spring Break. Bo Spring Break, choć nagród nie przyznaje, też łączy koncerty z edukacją.

Tzw. Gala Muzyki Rozrywkowej i Jazzu odbędzie się 9 marca w Międzynarodowym Centrum Kongresowym. Będzie ją można oglądać na żywo w TVN.

Madrugada, there we go!

Okazuje się, że nie ma rzeczy niemożliwych. W lutym, dzień po koncercie twenty one pilots w Łodzi i jednocześnie dzień po premierze szóstej studyjnej płyty Avril Lavigne będę robić zdjęcia na koncercie Madrugady. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że pogodziłam się z faktem, że zobaczę ich dopiero w kwietniu, bo z Łodzi do Berlina w sumie jest całkiem daleko, a biletów i tak już nie ma.

Efekt będzie taki, że w jednym tygodniu wydarzą się cztery ważne rzeczy – w poniedziałek zobaczę na własne oczy spektakl z Piotrem Fronczewskim, w noc z czwartku na piątek posłucham nowej płyty Avril, w piątek pierwszy raz na żywo usłyszę twenty one pilots, a w sobotę posłucham powracającej po latach Madrugady. Poznam też Siverta, na którego koncert od kilku lat było mi zawsze nie po drodze. Przeważnie dlatego, że grał w pobliżu akurat wtedy, gdy miałam jakiś egzamin. Tak sobie myślę, że do moich urodzin (22 lutego) będę emocjonalnym wrakiem człowieka, któremu pozytywne endorfiny będą wylatywać w uszu.

Zawsze lubiłam luty. Wiadomo, w końcu w tym miesiącu się urodziłam, ale luty 2019 lubię bardziej i zapamiętam go na długo.