Ekranizację powieści Call Me by Your Name André Aciman pokochały miliony widzów na całym świecie. Opowieść o 17-letnim Elio i 24-letnim Oliverze, których w upalnych Włoszech połączyło uczucie szturmem weszła do popkultury. André Aciman stał się poczytnym pisarzem, reżyser Luca Guadagnino nakręcił swój najgłośniejszy film, a Timothée Chalamet stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych aktorów młodego pokolenia. Od kilku miesięcy na księgarnianych półkach można znaleźć kontynuację losów Elio i Olivera zamkniętą w powieści Znajdź mnie. W jednym z najnowszych wywiadów reżyser Luca Guadagnino oznajmił, że ekranizacja także tej książki to już tylko kwestia czasu, a w projekt zaangażowana będzie obsada z filmu Call Me by Your Name. Timothée Chalamet znów stanie się Elio, a Armie Hammer Oliverem. Dlaczego warto czekać na sequel? 

Najprostsza odpowiedź brzmiałaby: żeby poznać dalsze losy głównych bohaterów. Jasne, że tak, ale je można poznać także czytając Znajdź mnie. Zrobiłam to jesienią ubiegłego roku i już wiem, jaki los Aciman zgotował swoim bohaterom. Zakładam, że jeśli czytasz ten tekst to znasz zakończenie filmu Tamte dni, tamte noce. Jeśli jednak tak nie jest, uprzedzam, że możesz je poznać czytając tekst dalej.

Publikując recenzję Znajdź mnie zarzuciłam pisarzowi, że dla pieniędzy zdecydował się stworzyć kontynuację losów Elio i Olivera. Nie da się ukryć, że taka jest prawda, bo książka Call Me by Your Name została wydana już w 2007 roku. Dopiero po premierze filmu i bardzo pozytywnym przyjęciu historii Aciman uległ namowom czytelników, i pewnie też wydawnictwa. Usprawiedliwiać go może fakt, że nad Call Me by Your Name w filmowej wersji pracowano dziesięć lat, a więc na dekadę pisarz zastygł z 17-letnim Elio i 24-letnim Oliverem. Po premierze mógł wreszcie ruszyć do przodu.

W wywiadzie udzielonym La Repubblica Luca Guadagnino przyznał, że prace nad ekranizacją Znajdź mnie zostały wstrzymane z powodu koronawirusa. Reżyser przyznał, że przed wybuchem pandemii poleciał do Stanów Zjednoczonych na spotkanie ze scenarzystą, z którym chce rozpocząć prace nad scenariuszem. Nie zdradził nazwiska tej osoby, ale przyznał, że dogadali się na tyle, żeby zaplanować kolejne spotkanie. Niestety obecna sytuacja je uniemożliwiła. Tutaj można byłoby powiedzieć, że to wielka szkoda, że na film będzie trzeba czekać dłużej. Jednak ja widzę w tej sytuacji plus.

Kto czytał Tamte dni, tamte noce ten wie, że książka od filmu się różni. Nie mam na myśli tylko zmian w fabule. To normalne, że w adaptacjach czasem rezygnuje się z danej sceny, inną wydłuża, a jeszcze kolejną skraca. Dla twórców to zabiegi pozwalające osiągnąć to, na czym im zależy – utrzymać dynamikę, wprowadzić napięcie czy upewnić się, że widz nie pogubi się w fabule. Pracując nad Call Me by Your Name zmiany wprowadzano najpierw na etapie pisania scenariusza, a później także w trakcie prac na planie. James Ivory, który odpowiada za scenariusz, zmienił też nieco charakter Elio i mówiąc szczerze wolę jego pomysł na postać. Patrząc na efekt końcowy wszystkie zmiany – te większe i te mniejsze – przysłużyły się całej produkcji. Lata pracy dały świetny, doskonale napisany, zrealizowany i zagrany film. Musiał podobać się widzom i nic dziwnego, że został tak pozytywnie przyjęty.

O ile pandemia nie jest niczym pozytywnym, o tyle być może da twórcom czas na wyciągnięcie ze Znajdź mnie tego, co w tej książce dobre. A nie będzie to tak łatwe, jak było w przypadku Call Me by Your Name. Dalsza część losów Elio i Olivera jest, niestety, gorsza i w niewielkim stopniu skupia się na ich relacji, czy na nich samych. Ewentualny dodatkowy czas na popracowania nad wizją sequala może pozytywnie odbić się na finalnym scenariuszu, który rzeczywiście będzie opowiadał dalsze losy głównych bohaterów, a nie dalsze losy bohaterów, którzy byli jedynie tłem w pierwszej części historii.

Być może stanie się tak, że scenarzysta sequela zepchnie na drugi plan to, co u Acimana było na pierwszym i dzięki temu napis „dalsze losy” przestanie być jedynie napisem, zachętą do kupienia biletu na film, bo jak napisałam w recenzji książki: Znajdź mnie to w 65% książka o Samuelu, ojcu Elio, w 25% o Elio i w zaledwie 10% o Oliverze. Nie chciałabym, żeby te proporcje zachowały się także w ekranizacji. Chociaż nie, chciałabym, ale wtedy naprawdę trudno mówić o kontynuacji.

Jestem też ciekawa, jak film pokaże przemiany społeczne, które zaszły na przestrzeni dekad, jakie dzielą Call Me by Your Name i Find Me. Czy wątek AIDS/HIV i społecznego postrzegania osób homoseksualnych wybrzmiał mocniej? Na czym skupi się scenarzysta? Ivory opowiedział przede wszystkim historie dojrzewania, poznawania siebie i pierwszych razów. Co opowie scenarzysta Znajdź mnie i jak uchwyci klimat tej historii?

Jeśli będzie trzeba czekać na ten film dziesięć lat, idąc za przykładem pierwszego filmu, może okazać się, że doczekamy się idealnej produkcji. Jeśli szukać plusów pandemii w gąszczu minusów to może właśnie jeden znalazłam. Czas, w przypadku niektórych produkcji, pozytywnie wpływa na efekt końcowy.