Tancred jest na mojej liście artystów, do których poznania próbuję zachęcić od początku istnienia tego bloga. W tym czasie Jess udało się wydać już dwa studyjne albumy, ale dopiero teraz czuję, że wydała taką płytę, która jest moim orężem w walce o Twoją uwagę. Od 1 czerwca w serwisach streamingowych dostępna jest płyta zatytułowana Nightstand, czwarty studyjny album Tancred.

Cztery studyjne albumy na koncie brzmią dumnie. I rzeczywiście Jess ma powody do dumy. Przetrwała przerwę zespołu Now, Now, w którym grała i śpiewała przez kilka lat. Zaczęła wydawać solową muzykę, a w tym roku wróciła z płytą, która pokazuje jej nowe oblicze. Przedsmakiem Nightstand jest poprzedni album, Out of the Gardenktóry na tle dwóch pierwszych płyt był bardzo dużym skokiem jakościowym.

Jess należy do tego grona amerykańskich artystów, którzy nagrywają płyty w piwnicach. Nie są to jednak wypasione piwnice wypełnione niewyobrażalnie drogim sprzętem, a domowe studia nagraniowe. Mają one więcej wspólnego ze słowem dom niż studio nagraniowe. Tancred nie przeszkodziło to jednak w nagraniu najbardziej spójnego, najbardziej złożonego i najciekawszego albumu w karierze.

Album Nightstand brzmi jak płyta artysty, który po trzech studyjnych krążkach nareszcie znalazł pomysł na to, jak chce brzmieć i nawet udało mu się dodać do tego wizerunek. Jak to możliwe, że dopiero teraz? Po tylu latach? Odpowiedź kryje się w historii kariery Jess – nie ma ona kontraktu z wielką wytwórnią płytową, nie skacze nad nią tuzin specjalistów od wszystkiego. Jej rozwój artystyczny widać z każdą kolejną płytą.  Ona sama pozwala sobie na to, żeby ludzie słyszeli drogę, jaką przechodzi – od akustycznego grania z zawstydzonym głosem do szorstkich riffów i stanowczego manifestu.

Wizerunek w dzisiejszych czasach to bardzo ważny element kariery. Jess, podobnie z resztą do zespołu Now, Now, słynęła raczej z tego, że była szarą myszką niewyróżniającą się w tłumie. Nie powiem, żeby przefarbowanie włosów na ciemniejszy kolor i malowanie ust na krwistą czerwień było wyrazistą zmianą wizerunku, ale z pewnością jest to zauważalna zmiana. W muzyce, tej czerwonej szminki i koloru włosów, nie usłyszysz, ale widać je w teledysku towarzyszącym utworowi z nowej płyty.

Sama muzyka jest natomiast tym, czego próżno szukać na listach przebojów. Tancred raczej nigdy nie wbije się na czołowe listy, bo to muzyka, która już nie zachwyca milionów słuchaczy na całym świecie. Młodociana agresja ukryta w tekstach piosenek i mocniejszym wokalu otoczona surowymi, szorstkimi riffami to współcześnie nie jest to, co przyciąga tłumy. Jeśli myślisz, że to co czytasz to straszna generalizacja to masz rację, tak jest. Generalizuję, ale przeglądając Top 40 najpopularniejszych piosenek w Stanach Zjednoczonych mam nieodparte wrażenie, że jest to miejsce, do którego ten zespół nigdy nie będzie pasował. Czy by chciał? To pytanie retoryczne, ale biorąc pod uwagę, że każdy artysta chciałby czuć się doceniony i zauważony, myślę, że Jess nie miałaby nic przeciwko Top 40.

Wróćmy jednak do albumu. Nighstand to najciekawszy materiał w dorobku Tancred. To pierwsza płyta, na której słychać realizację pewnego pomysłu. Jest to album bogatszy w instrumenty, bardziej dopracowany i nie brzmiący tak amatorsko, jak dwie pierwsze płyty. Jest to też pierwszy album, którego słucham i czuję, że może być początkiem muzycznej drogi, którą Jess chciałaby pójść.

O ile już na Out of the Garden było słychać olbrzymią zmianę w jakości – od produkcji po konstrukcję piosenek, można to było potraktować, jako chwilowy przebłysk, chwilową zmianę. Okazuje się jednak, że to, co pojawiło się na Out of the Garden doczekało się kontynuacji. Czy Jess nareszcie znalazła swój styl? A może wciąż szuka, a Nighstand to dopiero początek? Tego nie wiem, ale przeskok w brzmieniu i produkcji było słychać już na płycie Out of the Garden, a Nightstand brzmi, jak naturalny progres.

Niezwykle przyjemnie obserwuje się ten rozwój artystyczny Jess. Z każdą kolejną płytą słucha się jej coraz przyjemniej, a ona sama zdaje się być coraz bardziej pewną siebie artystką. Tym razem nie będę polecała trzech piosenek, których warto posłuchać. Warto posłuchać całego albumu.

Podobne Posty