Nadszedł czas, aby pożegnać się z Carrie Mathison, główną bohaterką serialu Homeland emitowanego od 2011 roku na Showtime. 26 kwietnia 2020 roku wyemitowano ostatni, finałowy odcinek serialu kończąc tym samym jeden z najlepszych seriali szpiegowskich, politycznych, thrillerów psychologicznych w historii telewizji. Skończyła się pewna epoka, a na horyzoncie nie widać godnego następcy. Niewiele jest seriali, które oglądałam z takim zaangażowaniem i do których wracałam czekając na kolejne odcinki. Homeland miało gorsze momenty, ale finałowy sezon zasługuje na wiele słów uznania i nie jedna nagroda powinna paść łupem twórców.

Osiem sezonów, dwanaście odcinków każdy, dziewięć lat na antenie i dwa lata przerwy pomiędzy przedostatnim i ostatnim sezonem. Gdy zakładałam bloga, w 2015 roku, Homeland było już bardzo popularnym serialem, z czterema sezonami. Nie pamiętam, w jaki sposób się o nim dowiedziałam, ale pamiętam, że zaczęłam go oglądać, gdy były już dostępne przynajmniej trzy sezony. Miałam więc ponad 30 odcinków, żeby zapoznać się z bohaterami. Pierwszy skradł moje serce momentalnie, pamiętam, że już pierwszy odcinek bardzo mi się spodobał. Później bywało różnie, bo Howard Gordon i Alex Gansa mieli moment, w którym złapali zadyszkę i zapomnieli, że tworzą serial o szpiegu, thriller z wątkami politycznymi i psychologicznymi. Na szczęście w porę się obudzili i od piątego sezonu Homeland staje się coraz lepsze. Co dowodzi, że czasem, przynajmniej niektórzy twórcy, potrafią się otrząsnąć i poprowadzić historie w ciekawą stronę.

Nie będę w szczegółach opisywać, o czym opowiada Homeland. Po pierwsze zajęłoby mi to kilka dni, po drugie naprawdę uważam, ze warto obejrzeć 96 odcinków. Krótkie wprowadzenie wypada jednak zrobić, bo jeśli nigdy nie oglądaliście przygód Carrie Mathison i Saula Berensona to trudno Wam będzie zrozumieć, o czym piszę w dalszej części tego tekstu. Zacznijcie więc od obejrzenia zapowiedzi pierwszego sezonu, z 2011 roku i przeczytania krótkiego opisu początków tej historii.

Agentka CIA Carrie Mathison po przeprowadzeniu nieautoryzowanej, zorganizowanej na własną rękę operacji w Iraku zostaje przeniesiona do Centrum Walki z Terroryzmem CIA w Langley. Zanim wraca do Stanów informator mówi jej, że amerykański jeniec wojenny przeszedł na stronę Al-Kaidy. Gdy amerykańskie wojska uwalniają żołnierza piechoty morskiej, Nicolasa Brody’ego, zaginionego w 2003 roku, Carrie jest przekonana, że to właśnie o nim mówił jej informator. Rząd i władze CIA chcą jednak, aby Brody był przedstawiany jako bohater wojenny, a Carrie staje przed trudnym zadaniem udowodnienia, że ma rację.

Powiedziałabym, że zaczęło się dość banalnie. Ameryka po 11 września, ciągle otrząsające się z zamachów, ciągle szukająca odpowiedzi i ścigająca winnych. Ameryka zraniona, rozzłoszczona i węsząca spisek w każdym słowie i geście. Homeland jak w soczewce pokazuje relacje międzynarodowe. Nie nazwałabym tego serialu case study konkretnych przypadków, ale na przestrzeni wszystkich sezonów (z naciskiem na cztery ostatnie) twórcy stali się bacznymi obserwatorami polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych, ale też polityki w wydaniu międzynarodowym i ważnym komentatorem zdarzeń. Ważnym do tego stopnia, że gdy w którymś z odcinków wspominano o Polsce komentowały to media w naszym kraju.

Serial Homeland może pomóc zrozumieć, na czym stoi ten świat, jak działają rządy największych krajów świata i jak polityka wygląda od środka. Może być dobrym punktem wyjścia do zrozumienia, jak interpretować niektóre działania i reakcje poszczególnych krajów. Ciekawie komentuje też nastroje społeczne, np. w ostatnim sezonie nie omija inteligentnego prezydenta, a wcześniej wprowadza postać kobiety prezydent. Poza tym wnikliwie obrazuje proces negocjacji politycznych na różnym szczeblu, co bywa jednocześnie fascynujące i zatrważające.

A co z tym 8 sezonem?

Majstersztyk. Wielu producentów i scenarzystów cieszących się ogromną popularnością seriali powinno uczyć się od ekipy Homeland jak zamyka się produkcje. Ostatni odcinek, wydłużony do ponad godzinnego, to cudowna podróż pełna sentymentalnych wspomnień. Pojawiają się odniesienia do poprzednich sezonów, nawiązania do spraw istotnych na arenie międzynarodowej – postać pewnego pana, który kilka lat temu bardzo dużo namieszał i naraził się rządowi Stanów Zjednoczonych. Odcinek zaś nazwano tytułem izraelskiego serialu, na podstawie którego powstało Homeland, Prisoners of War. Łezka się w oku zakręciła i to nie raz!

Oglądałam, trzymając kciuki, żeby ostatecznie Carrie mnie nie zawiodła. I nie zrobiła tego. Nauczona doświadczeniem, znając ją i jej zachowania przez te wszystkie lata wiedziałam, jak się zachowa i jak skończy się ten serial. Nie poczułam się jednak rozczarowana. Wręcz przeciwnie, cieszyłam się, że twórcy poprowadzili tę historię w tym kierunku. Niejako dając sobie możliwość napisania kolejnego scenariusza, ale wyraźniej mówiąc, że nie zamierzają tego zrobić. N

ie sądziłam, że aż tak przywiązałam się do tych bohaterów. Naprawdę niewiele jest seriali, do którego chętnie wracam, ale do Homeland będę. Mimo że wiem, że Carrie Mathison to postać, która może zmęczyć. Jej sposób bycia, podejmowania decyzji, obsesyjne zachowania przeplatane racjonalnymi działaniami to taka huśtawka, która nie każdemu się spodoba. Sądzę jednak, że Claire Danes wykreowała jedną z najciekawszych kobiecych postaci w serialach tego gatunku. Carrie jest wyrazista, jest charakterna, uparta, często upierdliwa. Potrafi zaskoczyć swoimi wyborami i decyzjami, ale nigdy nie zdradza przyjaciół i nie działa na niekorzyść swojego kraju. To rewelacyjnie zagrana rola, przez całe osiem sezonów.

Partnerujący jej Mandy Patinkin, grający Saula Berensona to również rewelacyjnie wykreowana postać. Profesjonalny, inteligentny, doskonale czytający ludzi i umiejący z nimi rozmawiać, subtelny gdy trzeba i stanowczy, gdy wymaga tego sytuacja. Ciepły, oddany, troskliwy, opiekuńczy, ale też wymagający, stanowczy i darzący zaufaniem.

Danes i Patinkin to dwie stałe tego serialu, aktorzy którzy byli bohaterami wszystkich ośmiu sezonów. Pomiędzy politycznymi przepychankami, małymi sukcesami i dużymi niepowodzeniami obserwowaliśmy ich relację. Zawodową i prywatną. W moich oczach idealną. Oglądając finałowy odcinek, scenę w której Saul pakuje swoje rzeczy i wyprowadza się z domu widziałam człowieka, który cierpi, nie mogąc poukładać sobie w głowie wydarzeń, jakie miały miejsce w niedalekiej przeszłości. Ostatnie kilka minut serialu, ostatnie sceny z Saulem to idealne podsumowanie relacji, jaka łączyła go z Carrie. Genialnie zagrane i genialnie napisane.

Wracając jednak do głównej bohaterki. W serialu pojawiało się wiele kobiet, ale Carrie była jedyną, która wytrwała w swojej życiowej roli do końca. Wiele odeszło w cień, wiele zginęło. Twórcy pokazywali w ten sposób, że główna bohaterka jest na swój sposób wyjątkowa, inna. Lepsza? Silniejsza? Odważniejsza? Tego nie powiedzieli nigdy. Podejmowała decyzje, które można kwestionować i które twórcy w różny sposób kwestionowali. Nigdy nie była postacią jednoznacznie pozytywną lub jednoznacznie negatywną. Oglądając ostatnie sceny można zadać sobie pytanie, czy końcowy wybór Carrie był słuszny. Ja powiem, że był bardzo w jej stylu i inny być nie mógł.

Siedem sezonów Homeland jest dostępnych na Netflixie. Obejrzyjcie lub wróćcie do tej historii, jeśli w którymś momencie przerwaliście. Naprawdę warto. A, i jeszcze jedno. Jest krótka lista seriali, którym dłuższa przerwa między sezonami posłużyła – Homeland właśnie ją wydłuża.