Znacie takie płyty, które po pierwszym przesłuchaniu nie zaskakują, ale po drugim zaczynacie dostrzegać niuanse, które sprawiają, że zaprzyjaźniacie się z materiałem? Tak miałam z debiutanckim solowym albumem Piotra Cugowskiego. Płyta 40 to świetny przykład krążka, który zyskuje po bliższym poznaniu. Problem jedynie w tym, że w dzisiejszych czasach, gdy nieograniczony dostęp do muzyki sprawia, że nie jesteśmy w stanie przesłuchać dokładnie wszystkiego, co byśmy chcieli, nie każdy da tej płycie drugą szansę. Ja dałam, bo chciałam się przekonać, co wyszło z połączenia talentów: Cugowski, Organek, Borysewicz, Chilkiewicz.

Wyszła płyta muzycznie bardzo dobra, bogata w żywe instrumenty i przepełniona zamiłowaniem do elektrycznych gitar. Tekstowo to album o życiu, takim różnokolorowym – o miłości, wolności, dorosłości. Trochę rzeczywiście jest to album dla każdego, bo obok lirycznego Kto nie kochał, który Anglosasi nazwaliby powerful ballad mamy Samosąd, pretendujący do miana ostrej rockowej piosenki. Ostatecznie będącej raczej połączeniem popu z rockiem, co jest idealną charakterystyką tej płyty.

Zaczyna się też z przytupem, piosenką Nowy Ja, która mogłaby otwierać nową płytę Braci. Doskonałe przypomnienie muzycznych początków Cugowskiego. Mamy też utwór Daj Mi Żyć, słuchając którego nie ma się wątpliwości, że za muzykę odpowiada Jan Borysewicz. Rewelacyjne jest to, że jego styl jest tak wyczuwalny, chociaż można to też uznać za minus. Nie jest to przecież album Lady Pank czy Borysewicza, a muzyk nie jest wpisany, jako gość specjalny na płycie, jest po prostu autorem jednej z kompozycji. No właśnie, 40 brakuje charakterystycznego stylu, który pozwoliłby już po chwili rozpoznać, że mamy do czynienia z płytą Piotra Cugowskiego.

Oczywiście wyróżnia ją bezsprzecznie fantastyczny głos Piotra, ale głos to w muzyce nie wszystko. Osoby, które znają album Zmienić zdarzeń bieg Braci z 2013 roku mogłyby pomyśleć, że to kolejna płyta tego zespołu. I ja mam takie wrażenie, ale już w kwietniu publikując Muzyczne szorty #33 o singlu Zostań ze mną pisałam, że „mam przeczucie, że debiutancki solowy album Piotra nie będzie wcale tak różny od tego, co obecnie (wnioskuję po ostatniej studyjnej płycie) mógłby wydać zespół Bracia”. Teraz mogę napisać, że rzeczywiście tak jest. Może wynika to z tego, że za 5 z 10 kompozycji odpowiada gitarzysta Braci, Jarosław Chilkiewicz? Może.

Album 40 to płyta melodyjna, w której przemycono kilka ostrzejszych riffów, charakterystycznych dla muzyki rockowej zaśpiewek i ozdobników. Fani talentu wokalnego Piotra Cugowskiego mogą być zadowoleni, ale także czuć się rozczarowani. Ja jestem gdzieś pośrodku. Z jednej strony uważam, że 40 to dobra płyta, udany solowy debiut, który mógłby się wydarzyć kilka lat wcześniej. Ale jest to też debiut, który niczym mnie nie zaskoczył.


Płytę, w wersji fizycznej, można zamówić tutaj.


Wiedziałam, że oprócz radiowo-mdłych ballad, które mają zaskarbić serca kobiet (Zostań ze mną, Kto nie kochał) znajdą się piosenki z gitarami i energiczną perkusją (Przymierze Wrogów, Trujący Bluszcz, Oddajcie Moją Wolność). Wiedziałam też, że będą to piosenki dopracowane, że Piotr nie pozwoli sobie na wydanie niedokończonych kompozycji. Mostek w Trujący Bluszcz jest najciekawszym muzycznie momentem na całej płycie.

Tak naprawdę gdyby wydać 40 w wersji instrumentalnej mielibyśmy rewelacyjną płytę – końcówka Oddajcie Moją Wolność spodoba się wszystkim fanom gitarowego grania sprzed lat, a Nowy Ja przypomni, że Cugowski to facet, który w 2005 roku wydał Fobrock. Nie ukrywam, że nie jestem fanką tekstów piosenek Wojciecha Byrskiego, autora słów do 4 z 10 piosenek z 40, bo to taki polski Max Martin, który ma w szufladzie teksty dla wszystkich polskich artystów, którzy chcą wydać płytę z mniej lub bardziej rockowym twistem, a w metryce mają więcej niż 20 lat.


Promując album, 7 lutego, Piotr Cugowski zagra w Sali Ziemi w Poznaniu. Szczegóły można znaleźć tutaj.


Z połączenia talentów Cugowskiego, Organka, Borysewicza, Chilkiewicza, Różanka i Byrskiego powstał udany album. Płyta mająca dobre i doskonałe momenty, płyta przypominająca, że można tworzyć bez użycia elektroniki i czerpiąca garściami z muzyki gitarowej dziś przez wielu zapomnianej. Nie jest to raczej album dla tzw. młodego pokolenia, które niezbyt dobrze zna muzykę sprzed kilku dekad, ale tzw. starsze pokolenia powinno ją docenić.

40 to album idący na kompromis, próba stworzenia płyty idealnej dla mainstreamu, która przemyci w niesinglowych piosenkach power. Pytanie, czy miłośnicy Zostań ze mną i Kto nie kochał nie będą rozczarowani, a ci, którym single się nie podobały w ogóle zdecydują się sięgnąć po całość. Powinni.